JAZZ
by Mumin


Witam serdecznie, dziś na tapecie rządzi JAZZ. O historii tej płyty za wiele Wam nie opowiem, ale co wiem to powiem:) Jazz to ostatnia klasyczna płyta zespołu. Po latach przerwy powrócił do pracy z nimi producent Roy Thomas Baker. Wspóltwórca brzmienia Queen'u z połowy lat 70. ALbum stworzony według sprawdzonych wzorców, co nie oznacza, że zrobiony wyłącznie dla kasy na odwal się. Jest to też ostatnia płyta w której nie użyto syntezatorów (a ile razy ich o to podejrzewano na wcześniejszych płytach, już lepiej nie wspominać). No a teraz jedziemy z recenzjami piosenek. Na pierwszy ogień idzie:


Bicycle Race - szalona piosenka o jeździe na rowerze... O piosence tej napisano "festyniarska", być może rzeczywiście troszkę tym podjeżdża (jak na piosenkę o rowerach przystało:)), ale mnie to w żadnym przypadku nie przeszkadza. Podoba mnie się tu śpiew Freddiego, jest taki trochę nie w jego stylu, choć nie zawsze, są fragmenty gdzie Freddie jest ... Freddiem. I te dzwonki... Był już trójkąt, gong a tu jeszcze doszły dzwonki... rowerowe. Obawiam się na czym zagrałby teraz, na muszli klozetowej?:)) Naprawdę ma ciekawe pomysły. Ogólnie piosenka trzyma formę, jest przyjemna w słuchaniu i jeszcze te zmiany tempa i intonacji - świetne. I bym zapomniał, chórki - klasyka i znak rozpoznawczy Queenu. Bez tego elementu nie może powstać żadna piosenka - to by było wręcz świętokradztwo:))


Mustapha - piosenka jest śpiewana chyba po persku, a na pewno ma wiele wspólnego z muzułmańskimi pieśniami. Muszla klozetowa się przy tym chowa:)) Piosenka zaczyna się jakby jakaś muzułmańska modlitwa, no wiecie te w tych meczetach. Później wchodzi perkusja z basem (całkiem przyjemny fragmencik) później dochodzi gitara i robi się o wiele głośniej i szybciej. Freddie mustafuje, że aż furczy:) Pamiętam jak pierwszy raz słuchałem tej piosenki to troszkę mnie za bardzo zaskoczyła i przez pewien okres czasu jej nie słuchałem, a to był błąd bo piosenka mimo niezaprzeczalnej ekstrwagancji jest bardzo dobrym utworem, polecam ją z całego serca.


Jealousy - pierwsza ballada na płytce i jedna z moich ulubionych. Nie wiem czemu tak jest, ma chyba to coś. Nie wiem jak to nazwać... może miodność? Naprawdę nie wiem. I z tegoż powodu nie wiem co o niej napisać, więc piszę - posłuchajcie a zrozumiecie. Później niech mi ktoś wytłumaczy, czekam.


If You Can't Beat Them - piosenka jest żywiołowa, nie powiem, że nie. Dużo perkusji, Roger nie żałuje też talerzy, a Brian gitary. Początek gra sama gitara, taki fajowy riff. Solóweczka Briana jest świetna, zresztą nie spotkałem się do tej pory z żadną, która by się mnie nie spodobała. Jest on mistrzem tego fachu. Ale co by tu jeszcze napisać o piosence? Świetna, cudnie zagrana, żywiołowa, wpadająca w ucho... mogę jeszcze tak długo, tyko po co skoro wiecie, że nie znać tej piosenki to grzech. Ci co nie znają niech idą się wyspowiadać:))


Let Me Entertain You - kolejny świetny kawałek, aż się człowiekowi głupio robi, jak opisuje same dobre utwory. Piosenka jest w niektórych momentach wręcz softpsychodeliczna, tzn. tak jakby muzyka rozmijała się z tym co śpiewa Freddie i z samą sobą (gitara i sekcja rytmiczna). Z tego względu utwór jest troszeczkę szalony (już kolejny, boję się pisać dalej:)).


Fat Bottomed Girls - wstęp zaczyna się chórkiem, później wchodzi gitara, gra przez chwilę sama, perkusja... i Freddie, na razie spokojnie... Perkusja i gitara brzmią razem świetnie, miarowe uderzenia centrali i jakby wyciszona gitara, klask klask, i dochodzą talerze, piosenka powoli się rozkręca, przygrywka perkusji i... mocniejszy moment, który ciągnie się do końca:)) Piosenka staje się troszkę drapieżna i te świtne przygrywki Rogera, należy go pochwalić za tą piosenkę. Na dobrym sprzęcie grającym piosenka robi naprawdę piorunujące wrażenie, zwłaszcza perkusja. Polecam.


Dead On Time - utwór wręcz hardrockowy ze świetną gitarą, wymiatającą, że aż miło. Świetnie współpracuje z nią bas, niezgorzej też perkusja, zwłaszcza świetny jest moment gdy Roger zasuwa na hi-hecie, albo na werblu, cudnie. Tutaj można posłuchać wszystkiego co najlepsze w Queenie: Freddiego śpiewającego na maksa, Briana mistrza gitary w najlepszym wydaniu, śwetnego basu Johna i cudownej perkusji Rogera, czegóż więcej? Może jeszcze na koniec grzmotu? No to proszę bardzo:))


Fun It - zdecydowanie najmniej podoba mnie się z całej płyty, może to przez użycie elektronicznej perkusji? Nie wiem. Choć ma i ona swe uroki. Głosu tu swego użycza Roger, troszkę pomaga mu Freddie. Ogólnie piosenka jest taka jakaś nie Queenowa, wydaje się być takim elektronicznym wybrykiem. Skokiem w bok, aby pokazać że nie tylko gitara ma różne dźwięki. Piosenka dziwna jednakowoż całkiem nieźle się jej słucha. Oczywiście na tle innych wypada raczej blado, ale jak już pisałem ma swój urok.


Leaving Home Ain't Easy - kolejna ballada. Równie dobra jak Jealousy. Słychać w niej taką tęsknotę, sprawia to chyba głos Briana, stonowany, delikatny wręcz smutny. I świetnie podkreślające klimat chórki. Piosenka jest grana głównie na gitarze klasycznej, co stanowi kolejny plus dla piosenki jako ballady. Świetny utworek do posłuchania na wieczór, i im ciszej tym bardziej klimatycznie...


Don't Stop Me Now - dla mnie najlepsza piosenka na albumie. Ma wszystko co tak lubię: delikatny początek, później nabiera rozpędu niczym pociąg w Breakthru i wytrzymuje tak do stacji końcowej gdzie zwalnia. A poza tym ma w połowie świetny fragment z perkusją i chórkiem w roli głównej.. cudoooooooooooooooo i ta solówka później. Mógłbym tego fragmentu słuchac cały czas. Poza tym świetnie przygrywa tutaj fortepian, który zawsze świetnie brzmi... bas też nieźle wymiata o perkusji nawet niebędę wspominał. Freddie natomiast o ooo oooo oooooo explode:) Cuny utworek jak dla mnie 10000000000000/10.


In Only Seven Days - świetna ballada, zresztą na płycie tej nie ma żadnej złej ballady, są tylko dobre i lepsze:) Strasznie w tej piosence podoba mnie się śpiew Freddiego i cudne gitary. Świetnie współpracują elektryczna z akustycznymi. Czegoś tak dobrego dawno nie słyszałem. I fortepian i bas i perkusja i wszystko inne brzmi tu jak jeden wspólny organizm. Choć utwór króciutki (ok 2:30) to zawiera wszystko to co musi posiadać potencjalny hit.


Dreamer's Ball - piosenka w przedwojennym stylu. Trudno coś o niej napisać. Ma w sobie coś co powoduje, ażeby dosłuchać ją do końca, może chęć dowiedzenia się co się stanie na końcu? Może. A może po prostu nie moża przerwać bo wciąga? Przekonajcie się sami!


More Of That Jazz - zaczyna się całkiem przyjemną perkusją i dalej dochodzą kolejne instrumenty, wraza ze świetną w tym utworze ostrą gitarą i głębokim basem. Metallica napisała do Queenu czy mogą użyczyć sobie jednego z riffów z tej piosenki. Oczywiście się zgodzili, można go posłuchać w Master Of Puppets. Końcówka piosenki to zmiksowane kawałki wszystkich utworów z płyty i ten riff pożyczony Metallice. Utworek całkiem przyjemny, miło się go słucha. Jest on takim jak gdyby podsumowaniem całej płyty. Miłym podsumowaniem z akcentem na ciężkie:))


Dziś nie będę oceniał poszczególnych piosenek, bo by były same 9 i 10. Dla mnie jest to jeden z najlepszych albumów.
Tylko Rock dał tej płycie 3 i 3/4 gwiazdki na pięć, chyba nieźle, ja w naszej skali dam 10.