The Art of Darkness Show Edycja II, 13.05.2003, Toruń, klub "Bunkier"

     

   Nic nie zapowiadało tego, żadne znaki na niebie i na ziemi, żadne anielskie trąby ni prorocy, że 13 maja 2003 roku w toruńskim klubie muzycznym „Bunkier” będzie miało miejsce wydarzenie godne odnotowania w annałach najbardziej ekstremalnych imprez na zawszonej planecie Ziemia. Tego pięknego majowego dnia, kiedy wszystkie starsze panie udały się licznie na majowe do kościoła, a maturzyści przygotowywali się do matury ustnej, ja wraz z moją koleżanką Moniką (pozdrowienia!) udaliśmy się do wspomnianego „Bunkra” gotowi na maksymalne rozdzieranie pośladów i poniewierkę kiszek. Zestaw zespołów grających tego wieczora zwiastował totalne zniszczenie i gotowi na wszystko o godzinie 16.40 byliśmy już na miejscu. Koncert planowo miał się rozpocząć o 18, jednak wiadomo było, że zanim wszystko się zacznie minie jeszcze co najmniej jedna dodatkowa godzina, toteż zajęliśmy się z moją zacną znajomą czynnością jak najbardziej naturalną i powszechną pomiędzy mężczyzną a kobietą siedzącymi niemalże samotnie w ciemnym pomieszczeniu – rozmową:) Rozmową rzecz jasna o muzyce, choć oczywiście nie tylko na „wesołych nutkach” skupialiśmy naszą uwagę. Siłą rzeczy jednak tematy poruszane przez nas schodziły nieustannie na jeden tor, – co nam dziś pokażą rzeźnicy z zespołów: Parricide, Deformed, Morthifer oraz Children od the Worst God? Mniej więcej około 18.50 miły pan skończył ustawiać wszystkie gałki i pokrętełka na konsoli, muzycy nastroili instrumenty, a organizatorzy zainkasowali 6 złotych od osoby, rozdając przy okazji różne ulotki i reklamówki. Po tych wszystkich jakże ciekawych i zajmujących czynnościach jako pierwsi na scenie pojawili się muzycy zespołu Children of the Worst God. Na początek poleciał cover Six Feet Under pt. „Victim of the Paranoid” i co tu dużo gadać – tym numerem chłopaki z Children of the Worst God zdobyli publikę, całkiem słusznie zresztą, bo zagrali ten utwór naprawdę brutalnie i z jajem. Potem nastąpiło krótkie przedstawienie zespołu, wokalista rzucił do mikrofonu „Cześć, jesteśmy kurwa z Kwidzyna”, zapowiedział ich nowy numer zatytułowany „Rozjechana kicha cielaka” i zaczęła się rzeź – 40 minut totalnej, death/grindowej jazdy bez trzymanki. Co aktywniejsi, długowłosi uczestnicy tegoż kameralnego przyjęcia udali się na środek sali i poczęli machać baniami ile wlezie, a wszystkie starsze panie myślące, że trafiły na przyjęcie ojca Rydzyka czym prędzej ulotniły się, spostrzegając, że jest to zgoła inna impreza. Jako opener Children of the Worst God sprawdził się znakomicie – potrafili rozgrzać publiczność swoim występem, a niedowiarkom wątpiącym w potęgę polskiego podziemia death/grindowego zamknąć mordy. Podczas koncertów metalowych zawsze bawi mnie wyraz twarzy perkusistów wyciskających siódme poty z siebie i ze swojego zestawu perkusyjnego. Perkusista Children of the Worst God także wyginał twarz na wszelkie możliwe sposoby, co w sumie nie jest niczym dziwnym wobec atomowej szybkości jego gry. Przekonał mnie po prostu, że w różnych miejscach Polski żyją sobie tacy lokali Docenci, Ząbkowie czy Inferna. Po sześciu czy siedmiu numerach chłopaki zeszli ze sceny nagradzani licznymi brawami, bekami, rzygami i czym tam jeszcze metalowa brać okazuje sympatie. Po około dziesięciominutowej przerwie pojawił się Deformed, grający gore grind. Nie wiem czy to Children of The Worst God tak zmęczyło publikę, czy Deformed zagrali mniej porywająco od nich, ale liczba „głowotrzepaczy” się zmniejszyła i większość ludzi bawiła się na siedząco sącząc złocisty napój. Nie zmienia to jednak faktu, że także Deformed zaserwowało nam porządne łojenie pośladów na światowym poziomie. Brzmienie tegoż zespołu było mniej czytelne, przez co nie mogę podać dokładnej ilości utworów, jakie zagrali, sądzę jednak, że było to coś koło siedmiu, ośmiu i ilość ta wydaje mi się optymalna zwarzywszy na zniszczenie i pożogę, jakiej byłem świadkiem. Jako trzeci miał wystąpić bydgoski Morthifer. Od tego momentu pożegnaliśmy niestety żywych perkusistów, a gary puszczane były z taśmy. Ja prawdopodobnie nawet bym tego nie zauważył, gdyby nie moja znajoma, która w pewnym momencie zauważyła: „Filip, oni nie mają perkusisty!”:) Stwierdzić muszę, że Morthifer miał chyba ze wszystkich występujących tego wieczora zespołów najlepszy kontakt z publicznością. Weszli na scenę w białych fartuchach lekarskich, z maskami chirurgicznymi na twarzy, (na co jeden z fanów, widać oglądający codziennie „Fakty” zakrzyknął „SARS!!!!”), a wokalista podbił serca publiczności gdy na koniec występu zapowiedział cover Vader, mówiąc „aterazbędziekowerwadera”:). Niestety nie mogę dokładnie powiedzieć, co to był za utwór, jako że matka natura przypomniała o sobie i musiałem udać się do wc. Sądząc jednak po odgłosach dochodzących do mnie, niezależnie od tego, jaka była to kompozycja publika była wniebowzięta. Wypada tylko żałować, że Morthifer zagrał stosunkowo krótko, bo około 20 minut. W czasie występu tego zespołu do mnie i znajomej dosiedli się członkowie zespołu Children of the Worst God i udało nam się z tymi panami zamienić słówko (pozdrowienia chłopaki!). Ostatni tego wieczoru Parricide godnie zamknął cale widowisko. Mimo także dość krótkiego występu ludzie, sądząc z ilości włosów latających w powietrzu, bawili się doskonale. Kolesie z Children of the Worst God jako pierwsi udali się na środek sali, co zaowocowało największą ilością aktywnie uczestniczących w koncercie osób od początku imprezy. W tłumie mignął mi jeszcze perkusista Deformed także katujący swój kark i głowę rytmicznym trzepaniem na wszystkie strony. Żadnego gwiazdorstwa, rywalizacji czy wywyższania się – członkowie jednego zespołu bawili się na koncercie innego i to jest moim zdaniem wzór godzien naśladowania. I tak oto nadszedł sobie niepostrzeżenie koniec „The Art of Darkness show” Edycja II. Około 22 wyszliśmy ze znajomą z „Bunkra” i jak się okazało zaczął padać deszcz skutecznie schładzając nasze pełne ekstremalnych dźwięków głowy i krwawiące uszy. Cały koncert uważam za bardzo udany, brawa dla organizatorów, a największe oczywiście dla samych zespołów: Children of the Worst God, Deformed, Morthifer, Parricide. Na koniec wypada mi tylko zacytować słowa mojej znajomej Moniki – „Serce się raduje, kiedy się coś takiego widzi” i życzyć sobie jak i Wam więcej tak udanych koncertów.

 

 

                                                                                                               Shagrath

                                                                                                         shagrath@go2.pl
                                                                                                    http://cof.rockmetal.art.pl
                                                                                                            GG: 1854873