[sampling - polemika nr 1] |
|
Właśnie postanowiłem poczytać coś ciekawego w AM i co widze: Kącik Muzyzcny (trzeba Wam wiedzieć, że nie kupuje regularnie CDA). Ooo, pomyślałem to może być ciekawe. Po przeczytaniu kilku recenzji doszedłem do działu artykuły. I cóż widzę? Sampling. Myśle sobie - hmm może kolo coś sensownego napisał. I zabrałem się do lektury. Niestety powiem szczerze, że nie tego się spodziewałem (miałem nadzieje na jakiś poradnik) ale cóż po przeczytaniu naszły mnie pewne myśli, które chciałbym przedstawić. Postanowiłem napisać to jako komentarz do tego artu (pt. "Sampling" autorstwa Fido Bezczelnego, jeżeli chodzi o ścisłość). A więc jak następuje: >>>>>Zarzut pierwszy: tworzenie muzyki z sampli nie jest żadną sztuką, ogranicza się to tylko do poskładania kilku klocków w logiczną całość, bez śladu artystycznej inwencji. Niestety, w wielu przypadkach, szczególnie wśród wykonawców hip - hopowych, powyższe stwierdzenie jest prawdą. Ale, na całe szczęście, istnieją chlubne wyjątki. Noon, Magiera i L.A., czy - z zachodnich autorów - DJ Shadow albo Cut Chemist - ci ludzie są prawdziwymi twórcami! Ich praca nie ogranicza się do zapętlenia jednego fragmentu bez dokonywania w nim jakichkolwiek modyfikacji i dorobienia do tego beatu. Oni rozcinają, zszywają, dodają różnorakie efekty, ogólnie - to, co robią, można z czystym sumieniem nazwać pracą. Jedyne, co zostawiają z oryginalnego utworu, to brzmienie instrumentu. Tu zgadzam się z Tobą - robienie samplowanych kawałków może być naprawde ciekawe. Jest to zdecydowanie prostsze od skomponowania ciekawego utworu na żywe instrumenty, ale ma także swoje zalety. Po pierwsze jeżeli nie znasz nut perfekt, to raczej trundo będzie Ci samemu napisać numer na, powiedzmy, dwie gitary, bas, perkusje i jakąś tam linie melodyczną. Do tego potrzebna jest... reszta zespołu. Po drugie, i chyba ważniejsze, o wiele łatwiej jest otrzymać tą metodą jakieś chore rytmy, zmiany tempa, załamania rytmiczne czy dzwiaczne harmonie. Wystarczy dobry program, a żeby zrobić to na żywo (powiedzmy na gitarze) to... kilka lat ćwiczeń, chyba że jesteś Hendrixem. Ale czy naprawde warto iść po najprostszej drodze oporu?? A co do dobrych bitów to polecam Portishead - Dummy!!!! >>>>>>Zarzut drugi: muzyki tworzonej z sampli nie można grać na żywo w czasie koncertu. Jest to nieprawda! Chociaż wiele osób tego nie robi, istnieje przecież możliwość wykorzystania bitmaszyny. Wieczna chwała należy się ludziom takim jak Waco, za to, co robią dla polskiej sceny hip - hopowej! Zgadzam się, że używanie wyżej wymienionego narzędzia nie jest tak skomplikowane, jak choćby gra na gitarze. Mi jednak ta świadomość absolutnie nie przeszkadza. Czy irytuje Was np. fakt, iż Quake został stworzony w C, nie zaś w Assemblerze? Na machinerii, o której pisałeś nie znam się w ogóle, ale powiem Ci, że zdecydowanie lepiej wygląda na scenie gitarzysta grający jakieś popisowe solo, wywijający nie tylko palcami ale też i całym ciałem, niż jakiś przygarbiony leszek machający gdzieś z tyłu sceny palcami po płycie za jakimś stolikiem. Nie mówiąc już o nieporównywalnie większej energii płynącej z "żywej" muzyki, niż z samplowanej (nawet na żywca) co na koncercie ma decydujące znaczenie. A co do tego czy tworzenie muzyki jest skomplikowane czy nie - wg mnie ma to znaczenie tylko dla twórcy i jego indywidualnych preferencji (np. niektórzy biorą jakieś akordy dorabiają bas i coś do tego śpiewają i mają piosenke, podczas gdy inni metodą długiej dedukcji i refleksji powiedzmy na temat historii bytowania durowej dominanty w muzyce na przestrzeni wieków dochodzą do podobnych efektów:) >>>>>>Zarzut trzeci: muzyka składana z sampli nie ma klimatu, w ogóle nie czuć w niej duszy twórcy. Z czego niby miałoby to wynikać? Często w poszczególnych utworach hip - hopowych doskonale słychać, kto jest ich autorem. U Deny widoczne jest zafascynowanie przestrzenią, krótkimi, urywanymi dźwiękami, u Noona - najważniejszy element muzyki stanowi melodia, którą to ten pan bardzo lubi bawić się na różne sposoby. Z kolei trzask winylowej płyty i inne zniekształcenia dźwięku, wynikające z jakości nośnika, na którym pierwotnie był on zapisany, budują przyjemną, ciepłą atmosferę. Argument rzeczywiście bezpodstawny. Wystarczy posłuchać sobie nieco dobrej muzyki z sampli. Aczkolwiek zamknięcie swej duszy w bitach wydaje mi się nieporównywalnie gorsze od zamknięcia jej w np. partii gitary. Wydaje mi się, że gitara ma więcej o wiele subtelniejszych form ekspresji, choć w tym wypadku możliwe, że wielu ludzi myśli dokładnie na odwrót :)). A co do trzasków winyli - ooo taaaak - świetny klimat!!!! >>>>>>Zarzut czwarty: to przecież nielegalne! I tutaj mnie macie. Niestety, w tym punkcie nie mam za bardzo jak odbić piłeczki. Jedynym, co mogę powiedzieć, jest to, że większość wykonawców i tak bez mrugnięcia okiem zgadza się na wykorzystanie fragmentu swojego utworu. Cóż, jak to powiedział pewien przedszkolak: "ten MC Hammer to powinien Vai`owi przynajmniej jaja oblizać za to że na jego riffie zarobił tyle kasy, że może sie w niej kąpać" (chodzi oczywiście o pewien zerżnięty przez MCH motyw, znajdujący się na jednej z płyt Steva Vaia, czyli takiego jednego wirtuoza gitary :)). Skoro kolesie nie mają wstydu, tudzież hamulców moralnych to po prostu biorą jakiś motyw i bezczelnie przywłaszczają go jako swój. Ale w sumie wszystko byłoby ołkej gdyby tacy złodzieje pisali kto jest prawdziwym autorem tych tematów, lub chociaż zaznaczyli we wkładce, że robią przeróbke, bo są ograniczeni i sami nie potrafią nic wymyśleć. Howgh. To by było na tyle jeżeli chodzi o zarzuty i argumenty przedstawione w tekscie Fida. Ale ja postanowiłem dodać coś od siebie. Sampling nie jest złą rzeczą; on jest jedynie nieporównywalnie gorszy od żywej muzyki. Pomijam tu już te wszystkie dywagacje na temat brzmienia, pochodzenia czy procesu tworzenia takich utworów - ta technika po prostu zabija jedną z najpiękniejszych i największych możliwości muzyki: improwizację. Chodzi mi o prawdziwą improwizację, czyli nie odgrywanie jakichś dźwięków bez sensu ale myślenie za pomocą instrumentu, charakterystyczne dla muzyków z tej najwyższej półki. I to stawia samplingowców na niższym stopniu ewolucji od tych bardziej tradycyjnych muzyków. Sam gram na gitarze od jakiegoś czasu i doskonale wiem co jest moim celem, ideałem - moment w którym będę mógł nie robić prób z zespołem - po prostu wyjdziemy na scene i zagramy muzykę "na gorąco", znając z grubsza melodię, improwizując wokół niej. Tak robią wszyscy prawdziwi jazzmani, tak robią najlepsi muzycy. A każdy DJ, wykorzystujšcy gotowe próbki lub vinyle innych wykonawców, jest skazany na tak na prawde cudzy talent i swš umiejętność układania "kolażu" dwięków, czym zresztš od zawsze był sampling. Nie ma w tym nawet czšstki możliwości jakie posiada dobry gitarzysta, skrzypek czy pianista. To wszystko co chiałem powiedzieć na ten temat - polemika bardzo mile widziana :)). Tymczasem żegnam ;))
Written, designed, developed and gods only know what else by Poochatch 2003 |