Welcome to...
BRITNEY'S UNDERGROUND :)
Fajny tytuł, nie? :) A wiecie, o co w tym chodzi? Już wyjaśniam. Zróbmy mały tekścik. Niech każdy z Was, kto słucha Britney, podniesie rękę do góry. Fajnie, las rąk. ;) Widzę góra dwie. :) Chyba sami przyznacie, że coś tu nie gra. Niby ona tak popularna, najbardziej znana wokalistka. Gwiazda, która zarabia miliony dolarów, a tu co? Ciekawe, w takim razie, kto kupuje te jej wszystkie płyty? No cóż, łatwo będzie to wytłumaczyć...
Jak pewnie wielu z Was się domyśla, nikt się tak łatwo nie przyzna, że słucha Britney i jej podobnych wykonawców, bo po prostu się wstydzi. Tworzy się swoisty underground tego typu muzyki. ;) Jestem niemal pewny, że 10% czytelników naszego magazynu zapuszcza sobie nagranka tejże blondynki, choćby z walkmana w kibelku :), gdy nikt nie widzi, ale nawet torturowani by się do tego nie przyznali. :) No dobra, przesadzam. W każdym razie, cztając AM odnosimy wrażenie, że wszyscy jego autorzy to metale, ewentualnie fani rocka. No, ciekawe: ażeby zobaczyć kogoś takiego na ulicy, "na żywo", trzeba mieć szczęście, albo przynajmniej znać jakiegoś. A tu proszę - sami metale (ewentualnie fani rocka ;). Normalnie Woodstock online. :) Chciałbym ja ich teraz zobaczyć. Tych metalowców we fryzurach bardziej zbliżonych do upodobań skinów, a ubiorze typowego blockersa. ;) A jednak pod każdym tekstem zobaczyć możemy krótką playlistę zapełnioną metalowymi kawałkami. Oczywiście, żeby ich słuchać nie trzeba wprowadzać koniecznie stosownych zmian w swoim wyglądzie, ale bez przesady. Kogo chcecie nabierać? Nagle też okazuje się, że każdy, kto koniecznie chce, aby jego tekst został zamieszczony, staje się wielkim fanem, maniakiem i wielbicielem Queenu, aby Qn'ik się zlitował. Teraz na coś wpadłem: ciekawe, czy te dwa Q (z ksywki i nazwy grupy) to przypadek. :) Przyznaj się, Quen'ik. :)
Ale wróćmy do tytułowej Britney. Aż się wierzyć nie chce, że osoby piszące i czytelnicy AM nie oglądają MTV, nie słuchają VIVY ani radia. W końcu to żaden wstyd podpisać swój tekst: "Słuchałem Jennifer Lopez" czy Pink, jeśli takową słyszeliśmy, i być odrobinę oryginalnym, a nie wysilać się na przypominanie sobie: jakie to ten Korn (komercyjny akurat się mi trafił) miał piosenki? Znów przesadzam. :) Ale za to zastanawiam się, czy tego typu muzyka naprawdę pomaga w pisaniu? Kiedy to odgłos szarpniętych strun gitary sprawia, że nasze palce ześlizgują się na kilka sąsiednich klawiszy. ;)))
Żeby jednak nie zostać źle zrozumianym. Nie czepiam się żadnego rodzaju muzyki, jako że sam słucham prawie wszystkiego (przynajmniej potrafię słuchać :). Wręcz przeciwnie, dziwi mnie argumentacja m. in. w kąciku muzycznym. Zamiast porównywać dwa, zdawałoby się, różne gatunki, to wytykamy różnice. A bo ten jest gorszy, bo... no bo jest! W ten sposób żaden metal nie zachęci kolesia słuchającego hip-hopu do którejkolwiek z odmian rocka. Ale gdyby wskazać podobieństwa - to jak najbardziej. Pewnie część z Was zastanawia się, jakież to podobieństwa mają rock i rap? A no faktycznie, tu trzeba by się wysilić, aby coś znaleźć. Ale mam inny przykład: zwykły pop kontra rock czy hip-hop. Czytałem kiedyś w jednym z rockowych e-zinów o polskim zespole Hakelbery. Autor podsumował mniej-więcej tak: "Niestety, ostre brzmienie może zniechęcać fanów muzyki pop". Ja też słyszałem kawałek tej grupy - i wręcz przeciwnie. Muzyka ta jest rytmiczna i dosyć łagodna. Pewne podobieństwa są. Na pewno takie zakończenie było by lepszą reklamą dla zespołu.
Teraz znów wracamy do Britney. Okazuje się, że niektórzy ludzie mają problem z okresleniem gatunku muzyki jaki ona wykonuje. :) M. in. niejaki CeFek. Otóż nie jest to żaden dance, a zwykły pop. Niesłuchanie tego typu muzyki wcale nie upoważnia do pisania bzdur. To świadczy o niewiedzy autora. :) W sumie różnica jest tu spora - taka, jak między metalem a punk rockiem. ;)
Więc powiem teraz trochę o muzyce dance. Co do tego, że jest to muzyka elektroniczna nie ma wątpliwości. Ale można podzielić ją na dwa rodzaje. W pierwszym wykorzystywane jest sporo elementów techno. Czasami wręcz taki utwór do złudzenia je przypomina, bądź zalicza go do "techniawy" sam autor. To się podobno nazywa Euro-Dance, ale mnie ta nazwa się nie podoba. Przykładowi wykonawcy to np. Alex C, Alice Deejay, ATC, Groove Coverage, Lasgo, Novaspace, Starsplash, Sylver itp. Gdybym ocenił któregoś "zbyt nisko", to mam nadzieje, że wzburzony fan techno nie zrobi mi krzywdy. :) Drugi rodzaj dance'u to muzyka trochę łagodniejsza, bardziej zbliżona do popu. Niektórych wykonanawcy, jakich zaraz wymienię mogą śmieszyć, a innym przypomną się czasy podstawówki: DJ Bobo, Fun Factory, Mr. President, Solid Base :) . Oba te podgatunki oddalają się od siebie, ale w latach dziewięćdziesiątych, gdy były jednak najbardziej popularne, łączyło je jedno: część utworu wykonywał raper, a resztę wokalistka. Teraz trochę o ambitności tej muzyki. Kto powiedział, że wszystko musi mieć jakieś przesłanie? Nawet moderniści taki nie sądzili. ;) Dance, to jak sama nazwa wskazuje, muzyka taneczna. Śpiew spełnia tu rolę "dodatkowego instrumentu", jakiegoś kontrastu dla elektronicznych dźwięków samego utworu.
A teraz: moje zdanie o Britney. Yeah! :) Jak większość ludzi, nie przepadam za Brit, ale jak słyszę ją w radiu czy z mp3 (nie mam! ;), to jakoś mi specjalnie nie przeszkadza. A gdyby do tego rozpędzić się jakimś dobrym wozem na autostradzie i zapuścić coś takiego na maksa, to dopiero by było fajnie. ;)))
Na koniec trochę o tzw. coverach, i nie chodzi mi tu o płyty z AM. Gdyby ktoś nie wiedział, co to jest cover (może się zdarzyć - ja dopiero niedawno "pokumałem", jaka jest różnica między samplem a paternem ;), to już piszę. Cover to przeróbka starego utworu, najczęściej na wersję techno lub dance. Wspomniany wyżej CeFek doznał podobno szoku, gdy usłyszał "Satisfaction" Stones'ów w wykonaniu tytułowej Britney. Znów pragnę mu przypomnieć, że Brit to nie dance - jak napisał, tylko pop. W sumie trudno mi zrozumieć jego zdanie. Dzięki coverom różne, powoli zapominane, utwory mogą być usłyszane przez osoby, które prawdopodobnie nigdy by same ich nie słuchały (w oryginale, rzecz jasna). A dzięki temu ludzie Ci mogą przekonać się do danego gatunku muzyki. Np. ja mam na kompie (przypadkowo zresztą) "Time After Time" Cyndi Lauper. I gdybym nie usłyszał tej piosenki w nowym wykonaniu Novaspace, pewnie nie zwróciłbym uwagi na to mp3. Koniec zwierzeń. ;)
Na koniec jeszcze jeden argument. Wszyscy "pseudofani" rocka narzekają na brak programów o tej muzyce w TV. A ciekawe, kto z nich oglądał całkiem niedawno rockowe koncerty w każdy piątek wieczorem na Polonii 1. :) Może to i nie najnowsze występy, ale byli tam min. Queen czy Eurythmics. Ja z góry mówię, że nie oglądałem - bo za tym nie przepadam. Ale Wy? Przecież AM to sami wielbiciele rocka. :)
Napisałem aż za dużo, ale co z tego wynika? Ano to, żeby nie udawać, iż słuchamy tylko czegoś "ambitego", bo w to, że nikt z Was nie zapuścił sobie ani razu piosenki Shakiry czy Anastacii, to chyba nikt nie uwierzy. Nawet nie wiecie, jak fajnie czytało mi się jeden tekst, gdy pod spodem zobaczyłem: "DJ'S @ Work - Time 2 Wonder". ;) Właśnie przed chwilą sam to włączyłem. :)))