![]() |
Zespół: Ragnarok Album: "Arising Realm" Wydawcy: Voices of Wonder / Mystic Rok wydania: 1998 Ilość utworów: 12 Czas trwania: 49:51' Ocena: 8 |
|
Kiedyś na pewnej stronie o Blacku przejrzałem sobie biografie różnych zespołów. Początkowo były to Emperor, Immortal itp. czyli te od których zaczyna większość. Tyle tylko, że po pewnym czasie posiadałem już wszystkie albumy tych bardziej znanych, a nadal było mi mało. Ostatnio w moje czyste łapska wpadło wydawnictwo zespołu o miło brzmiącej (dla fana Skandynawii) nazwie Ragnarok. I co my tu mamy na początek? Okładka dość typowa, co prawda nie jest to rysunek, a zdjęcie. Przedstawia jakieś ruiny, czyli miejsce gdzie w sam raz można wyjąć rekwizyty i tworzyć 'czarną' muzę umilając sobie czas różnymi czynnościami pobocznymi ;). W środku (wkładki) także już norma - umalowane oblicza muzyków itp. Po włożeniu płytki do wieży przychodzi dość miłe zaskoczenie. Trwa praktycznie 50 minut, co jest dość sporą długością jak na albumy Blackowe. Tak więc, jeśli płyta się spodoba, będzie można nią dłużej katować wszystkich naokoło. Najważniejsza rzecz, czyli muza jest w tym przypadku akurat bardzo dobra. Co prawda Ragnarok to nowa fala Blacku, jednak nie jest to jakiś Kovenant czy coś w tym stylu. Główną role odgrywają tu gitary, za nią perkucja, a gdzieś w tle pogrywają klawisze. Obsługuje je koleś z... Dimmu Borgir, jednak mnie to specjalnie nie przeszkadza. Warto zaznaczyć, że cała muzyka to nie jest tępe nawalanie po instrumentach. Pałker nie nawala po garach jakby chciał je zaraz rozpieprzyć, a gitarzyści również bardzo dobrze zrobili to co do nich należało. Nie jest to ściana dźwięku, a przemyślane rify. Wokal typowo blackowy, nie potrafię go jakoś scharakteryzować jednym słowem, jednak odróżniłbyś go od innych bez problemów po przesłuchaniu płyty. Oczywiście, jeśli już trochę słuchałeś tego wszystkiego. Teksty na tym albumie są rozwinięciem tego, o czym mówi nam jego tytuł. Mamy tu więc klęskę Boga i Chrześcijan, a w ich miejsce nadchodzi zło ogarniające wszystko... nawet słońce staje się czarne. Na czele tego zła staje demon - imperator, z armią szkieletów itp. itd. Nie ma co, 'fabuła' niezła. Jeśli miałbym podsumować tę płytę w kilku słowach, to bym powiedział, że jest to solidna porcja Blacku, która każdemu fanowi tego gatunku powinna przypaść do gustu. Może nie jest przełomowa, ani taką, która mogłaby powalić na kolana, jednak ma swój styl i klimat i każdemu kto już nie może słuchać 'elity' (bo mu się przejadła) na pewno się spodoba. Zespół jest dość młody, tak więc najlepsze ma może jeszcze przed sobą. |
|