Rok 2003 przywitał nas chłodem, a zarazem dusznością pustynnych piasków wokół Iraku. Powitał nas czymś jeszcze. Czym zapytacie? Ano premierami metalowych płyt! Kolejne odsłony, multum nowych zespołów. Wśród nich najbardziej wyczekiwałem na nowy krążek Old Man's Child. "In Defiance Of Existence", bo taki nosi tytuł najnowsza produkcja tegoż zespołu, premierę miał w styczniu. Od ukazania się "Revelation 666" minęły więc trzy lata...
Co się zmieniło od tego czasu? Rzekłbym wiele. Trudno nie wspomnieć chociażby o składzie, który w chwili obecniej prezentuje się następująco: multiinstrumentalista Galder - wokal, gitara, gitara akustyczna, bass i klawisze, Jardar - gitara, gitara akustyczna oraz znany większości miłośnikom Czarnej Sztuki Nicholas Barker (ex-Cradle of Filth, Dimmu Borgir) na perkusji. Muzyka jest także tym elementem, który w stosunku do poprzedniej płyty uległ zmianie. Oczywiście nadal jest to ten szaleńczy, wręcz opentańczy, black metal, jednak wyraźnie zauważalne są pewne "nowinki". Pamiętacie te wszystkie połamane, aczkolwiek genialne riffy, monumentalne pasaże klawiszy z "Revelation..."? Otóż na najnowszym dziecku OMC jest ich niestety o wiele mniej. Za to na pierwszy plan wysuwa się perkusja. Jest to raczej celowy zabieg, gdyż nowy nabytek, który obsadza to stanowisko jest przecież nieprzeciętny w swoim fachu, więc Norwegowie postanowili się nim nieco "pochwalić". A więc perkusja brzmi typowo blackowo, z tym, że cały efekt psuje nieco uzyskane brzmienie. O ile w przypadku pozostałych instrumentów nie mam zastrzeżeń, to jeżeli chodzi o perkę brzmi ona tak jakoś sztucznie, lecz nie fatalnie i po pewnym czasie mozna się przyzwyczaić. Sam styl gry jest bardziej złożony, techniczny. To właśnie perkusja nadaje szybkości każdemu utworowi. Wyjątkiem są oczywiście liczne zmiany tempa, a także, co również jest novum, pojawiające się gitary akustyczne. O tak! Oprócz przeważających szybkich kawałków, pojawiają się chwile wytchnienia od tej szalonej jazdy. Przykładowe "zmiękczenie" muzyki następuje w samym początku "Sacrifice of Venegeance", a także w "In Quest of Enigmatic Dreams", który jest akustycznym instrumentalem podanym w bardzo epickiej formie! Klawisze... Z przepięknymi klawiszami mamy doczynienia już od pierwszego utworu, w którym to poraża geniusz Galdera, jego zmysł do komponowania tak wspaniałych dźwięków. Nie można także nie dostrzec naleciałości klasycznego heavy metalu. Wirtuozeria gitarzystów to również kolejny plus tego albumu, a ich raz na jakiś czas pojawiające się solówki ("Black Seeds On Virgin Soil") przynoszą dawkę sporego orzeźwienia. Duża w tym zasługa niejakiego Gusa G. (Dream Evil), który gościnnie zagrał na tym albumie.
Te dziewięć utworów, z którymi miałem okazję się zapoznać świadczy o dojrzałości, nieustannym progresie, a także o wyjątkowym talencie muzyków. Kolejny już raz Old Man's Child pozytywnie mnie zaskoczył. Niezwykle zapracowany Galder dopiął swego i jak obiecał, tak zrobił - nagrał najlepszy album w historii tego zespołu. Jest to mój osobisty faworyt do miana blackowej płyty roku.
Chyba nie muszę mówić, że dla fanów ten album to mus. Dla pozostałej rzeszy miłośników black'u, tej jego symfonicznej i nieco melodyjnej odmiany, stanowi także pozycję obowiązkową.
Ocena: 9/10
|