Dzień dobry dzieci. W dzisiejszym odcinku "Katujemy Albumy
Metalliki Do Znudzenia" przedstawię wam ich piąty longplej. Co prawda
jego rzeczywista nazwa to nie The Black Album a Metallica, ale
hu kers? :) Niemniej jest to album przełomowy. Jedni uważają go za najlepszy
album w historii Metalliki inni zaś za mega komercyjnego gniota. Dla mnie
nigdy nie będzie lepszy od poprzedzających go długograjów Metallicznych, ale
też nie sądzę, że jest gówinany. Dwie rzeczy są pewne:
1. jest to najpopularniejsze dzieło panów z Frisco
2. jego okładka jest jakaś taka nie bardzo ;)
Płytkę (tudzież kasetę) rozpoczyna jedna z
pięciu najbardziej "oklepanych" piosenek Metalliki (pozostałe cztery
znajdują się też na tym albumie :) - Enter Sandman. No i już na samym
początku wychodzi na jaw, że styl Metalliki przeszedł porządny face-lifting.
Piosenka sama w sobie bardzo udana, szybko wpadająca w ucho, ale pozbawiona
już dzikich, buntowniczych trashowych zapędów - heavy metal w czystej
postaci. W sumie można to powiedzieć o całym albumie, więc nie będę już tego
dalej powtarzał. Po piaskowym dziadku następuje rzecz smutna acz prawdziwa -
Sad But True. Utwór dość ciężki, uważany przez niektórych za
najcięższy twór w dorobku Metalliki, co jest IMHO mocno przesadzone ze
względu na chociażby The Shortest Straw z ...And Justice 4 All,
który nie dość, że cięższy to szybszy i dłuższy od Sad But True.
Pamiętam jak kiedyś zasnąłem u kumpla i obudziły mnie dźwięki The
Shortest Straw - to było niesamowite, byłem mocno niedospany a tu mi coś
masakrę z mych biednych uszu robi :) Następnym utworem jest niezbyt chyba
popularny Holier Than Thou. Jest to najszybsza pozycja na tym albumie
- szybko się zaczyna, szybko się kończy i szybko się o niej zapomina. Cóż tu
jednak poradzić jeśli leży się między takim doborowym towarzystwem jak
Sab But True i The Unforgiven, w których blasku tyko się blednie.
Zwłaszcza gdy The Unforgiven to pretendent do miana najlepszego
utworu płyty - co tu dużo pisać... piękna pieśń. Chwilę poźniej słyszymy
znany orientalny motyw, to nie może być nic innego jak Wherever I May
Roam. Przypomina trochę Sad But True, ale w wersji znacznie
żywszej. Również razem z Sad... jest najbardziej "osłuchaną" przeze
mnie piosenką na Czarnym Albumie (kto wie czy nie najbardziej osłuchaną w
ogóle). Typowy hicior. Zaraz potem piosenka jak najbardziej na czasie -
Don't Tread On Me. Ciężka, chwytliwa, z marszowymi riffami (solo Kirka
też marszowe :). Jedna z moich ulubionych na płycie. Następnie nadarza się
okazja by przebrnąć przez nicość - Through The Never. Takiego tekstu
jaki ma ten utwór nigdy bym się nie spodziewał po Metallice, niby nic
szczególnego, ale mnie zaskoczyli. Instrumentalnie przypomina mi trochę
"pęd" piosenek z ...And Justice 4 All, ale brzmienie ma zupełnie
inne. Po Through The Never dane jest nam usłyszeć drugą balladę,
zarazem najbardziej znaną i splugawioną (nie plugawą) pieśń Metallicznych -
Nothing Else Matters. Nawet mój sąsiad dres discomuł sądzi, że
potrafi zagrać tą piosenkę. No ku*** jasne, że potrafi tylko debil (no w
sumie on jest debilem :) nie potrafiłby zagrać tego intra, które nie wymaga
używania obu rąk. Tylko, że ten kretyn nie wie, że to intro nie jest całą
piosenką. I właśnie przez takich ludzi jak on Metallica ma taką a nie inną
opinię. Ale nic to, bo w każdym z nas drzemie bestia co dowodzi pieśń
następna - Of Wolf And Man. Nie wiem co niektórym nie pasuję w tym
utworze? Jest żwawy, ma fajny tekst i w ogóle są inne utwory i utworeczki
gorsze od niego ;) Może nie pasuje to, że jest przeciętny :P W następnym
utworze Hetfield i Ulrich dali poużywać Newstedowi w finale czego The God
That Failed ma całkiem zgrabne intro na basie :] Podoba mi się tekst do
tej piosenki (ogólnie podobają mi się teksty wszystkich piosenek Metalliki
;)
I see faith in your eyes
Never you hear the discouraging lies
I hear faith in your cries
Broken is the promise, betrayal
The healing hand held back by the deepened nail
Follow the god that failed
No ale w My Friend Of Misery to chłopaki dopiero zaszaleli, bo
dopuścili Newsteda do komponowania (pewnie tylko basowe intro dali mu zrobić
:) Ten utwór to coś jak ballada ale nie do końca, ze względu na to, że Het
jakoś nie śpiewa akurat w tym przypadku tylko bardziej drze mordę. Nie żeby
mi to specjalnie przeszkadzało, ale dziwnie to wygląda. Sami posłuchajcie -
zmiany tempa (co prawda nie są on tak spektakularne i niesamowite jak u
Ajronów :P ) i tym podobne patenty a one się wydziera. Dobrze, że utwór
posiada bogatą (i długą) część instrumentalną :> Na koniec Het i
spółka zostawili nam na pożarcie The Struggle Within. No nie powiem
żeby to był jakiś smakowity kąsek. Przypomina trochę Holier...
zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię szybkości. Intro może niektórych zmylić, bo
perka Larsa przypomina troszkie motyw z filmiku wytwórni filmowej The
20th Century Fox.
No dzieci to już koniec bajki. Trochę dziwna to recka, ale
trzeba przyznać, że ten album też jest dziwny. Dziwny nie znaczy zły, ale
patrząc z perspektywy starych albumów nie zachwyca. Dla każdego hardcorowego
fana starej Metalliki ten album oznacza koniec świetnego zespołu. Dla fanów
ostrego grania w ogóle może okazać się ciekawą pozycją. Dla discomułów i
innego ścierwa jest wyrokiem na ich gatunek za to, że w ogóle ośmielili się
spojrzeć w stronę metalu. Dla normalnych ludzi to kolejny szatanistyczny
album :P Dla mnie jest symbolem czegoś co chyba już na zawsze przepadło -
trzech godzin i czterdziestu jeden minut muzyki na najwyższym poziomie. W
chwili gdy to czytacie prawdopodobnie dostępny już jest najnowszy album
Metalliki - St. Anger (jeśli nie zmienili nazwy), a ja albo piszę
pieśni ku czci Metalliki, albo planuję na nich zamach. Szczerze mówiąc
wolałbym to pierwsze.
OCENA: 7/10
Mactare
playlista:
1. Enter Sandman*
2. Sad But True*
3. Holier Than Thou
4. The Unforgiven*
5. Wherever I May Roam*
6. Don't Tread On Me
7. Through The Never
8. Nothing Else Matters*
9. Of Wolf And Man
10. The God That Failed
11. My Friend Of Misery
12. The Struggle Within
*) utwory oznaczone gwiazdką należą do piątki najbardziej "oklepanych"
piosenek Metalliki