Metallica - S&M
 


   Ostatnio zaobserwowałem pewien niepokojący objaw, a mianowicie poziom recenzji. Może na początek zacytuje niejakiego otho'a: "Prawdę mówiąc to nie chciało mi się przesłuchiwać wszystkich utworów na S&M. Przesłuchałem więc tylko te moje ulubione...". Weź tu człowiecze bądź spokojny. Chciałem sobie poczytać co inni napiszą o tej płytce a tu coś takiego. No wybacz ale jak pisze się recenzję to wypadałoby przesłuchać całe wydawnictwo. A przyszło ci do głowy drogi otho ze kogoś może zainteresują inne utwory niż te które akurat tobie przypadły do gustu? Poza tym nie zgadzam się z tobą że "S&M" to, jak to ładnie określiłeś, "gówno" [Mactare: nie wiem czy kolega zauważył, ale jakoś "przyjęło się" fakanie na określone albumy Metalliki (no i na sam zespół oczywiście). S&M jak wyraźnie widać jest jednym z nich. Każdy kto choćby raz nie faknie na coś co związane z Metalliką od razu jest pozerem, lamą czy czymś podobnym. Otho nie chciał być gorszy, czepił się m.in. orkiestry. Zapewne nie wie, że pomysł na ten koncert nie wyszedł od Metalliki, ale od pana Michaela Kamena (jeśli widzieliście koncert to było to osobnik, który machał taką małą pałeczką:). Spotkałem się również z opinią, że uwaga cytuję "ci sobie, a tamci sobie". Czyli komuś nie pasowało, że orkiestra nie grała melodii utworów tylko grali coś po "swojemu". Moim skromnym zdaniem chyba o to chodziło, żeby "ci sobie, tamci sobie". Właśnie dzięki temu "zabiegowi" stare, dobrze znane pieśni nabrały nowego blasku. Właśnie dlatego "The Call of Ktutlu" wyszedł zajebiście, "Master of Puppets" kopie w dupę, a cała reszta też się nieźle prezentuje. Dziękuję, skończyłem]. Jest całkiem na poziomie. Nowe aranżacje starych killerów wypadają całkiem przyzwoicie, ale wnioskuje ze stylu twojej wypowiedzi, że jeszcze chyba do niej nie dorosłeś. Następny zarzut pod adresem niektórych "recenzentów" brzmi: a gdzie SYNONIMY?. Tak, to takie fajne słowa, których warto używać zamiast pisać po raz 3234141 "płyta", "piosenka", "słuchałem" itd. Język polski naprawdę jest bogaty pod względem mnogości wyrazów [Mactare: o czym szanowny kolega King_Diamond ma okazję ciągle się przekonywać z racji tego, że za parę dzionków będzie zdawał egzamin dojrzałości z naszego pięknego języka między innymi - gdy to czytacie jest już dawno po "bólu"]. Nie mówię że ja jestem od tego wolny, ale staram się żeby potencjalny czytelnik nie jebnął głową o monitor dlatego, że czyta po raz 10 w jednym zdaniu ten sam rzeczownik czy czasownik. Zastanawiam się dlaczego tak marne recenzje jak ta otha czy choćby niektóre niejakiego Imperatora są zamieszczane? Zajrzenie do słownika czy choćby przeczytanie tego co się napisało zaowocuje niewątpliwie w podniesieniu poziomu KM'u. Jednak jak widać dla niektórych takie podstawowe rzeczy są po prostu awykonalne...
Nawet nie chciało mi się wznawiać obrad Plenum KWM'u...

   Jednak postanowiłem skrobnąć alternatywne (do tego co raczył napisać otho) sprawozdanie z przesłuchania wydawnictwa muzycznego sygnowanego szyldem Metalliki. Let us begin...
W pudełku, zależnie od finansów, znajdziemy dwa cedeki bądź dwie kasety. Ja osobiście posiadam uboższą wersją ;) Na pierwszym nośniku odnajdziemy 11 utworów, na drugim 10. Wszystko rozpoczyna się od bardzo przyjemnego i spokojnego "Ectasy of Gold" [Mactare: który jest utworem Enio Moricone skomponowanym do filmy "The Good, The Bad & The Ugly", ale to tak na marginesie :)]. Tu widać jakie możliwości daje orkiestra symfoniczna w pełnym składzie. Zaraz po nim następuje "The Call of the Ktulu". Już na "Ride..." miał on swój klimat [Mactare: no ba :)] lecz teraz dzięki dodaniu instrumentów , można powiedzieć, klasycznych nabrał on swoistego patosu. Trzeci utwór to osławiony w podaniach i legendach "Master of Puppets". Zagrany jest z ogniem, może troszkę przygasłym ale jednak! Kiedy się tego słucha to niemal jak by człowiek tam był i wyśpiewywał refren razem z Hetfieldem. A co się tyczy wokalu to ja bym nie był taki krytyczny. Jeżeli chodzi o sposób śpiewania to mam nieco zarzutów ale barwę jestem w stanie wybaczyć (w końcu czas nie oszczędza nikogo...). Kawałek naprawdę dobrze zgrany z orkiestrą, która nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, dodaje mu mocy [Mactare: a jakże. jest to odczuwalen zwłaszcza na początku, gdy przechodzimy z "The Call..." do Masterka. Otho czy ty w ogóle słyszałeś S&M? Najpierw jest "The Call.." a potem "Master...", nie odwrotnie jak piszesz w swojej recenzji]. Gdy już wybrzmią ostatnie dźwięki "Mastera..." przychodzi czas na "Of Wolf and Man". Bardzo podobała mi się w tym utworze sekcja dęta. Następny na liście to "The Thing That Should Not Be", tu z kolei musze pochwalić sekcje smyczkową bo naprawdę spisała się na medal :) Pod numerkiem 6 skrywany jest ReLoadowski "Fuel". Moim skromnym zdaniem na S&M prezentuje się znacznie lepiej niż na pierwowzorze. Idąc dalej napotkamy "The Memory Remains". Na ReLoadzie można było usłyszeć pod koniec genialna wokalistkę Mariane Faithful (jakiś czas temu był jej koncert), tu przyjdzie nam się zadowolić wykonaniem tej partii przez publiczność. Ósemka to "No Leaf Clover". Jak dla mnie to wstęp do tego utworu jest po prostu genialny [Mactare: dla mnie również :)]. Gitara plus delikatny akompaniament by za chwile rozbrzmieć w pełnej krasie. Nie prezentowany dotąd kawałek Metallicznych. Numerek, który możemy usłyszeć jako następny to "Hero of the Day". W miarę spokojny na początku, z orkiestra brzmiąca jako tło. W miarę upływu czasu sam utwór nabiera nieco tępa. "Devil's Dance", który jest następny w kolejce, według mnie nabrał wyrazistości i mocy. Do tego jest całkiem przyjemnie zaśpiewany. Jako ostatni na pierwszym nośniku znalazł się "Bleeding Me". Bez większych rewelacji. Ot dobry, w miarę spokojny utwór.

Ocena 7/10 poprawnie ale bez rewolucji, mocna siódemka.

   Drugi nośnik rozpoczyna się od najbardziej chyba znanej ballady "Nothing Else Matters". Któż nie umie zagrać tego na gitarze?;) Dzięki orkiestrze symfonicznej jest jeszcze bardziej liryczny niż był ;) [Mactare: a dzięki telewizji obrzydził mi się maksymalnie. z tego miejsca pragnę pogratulować głupoty wszystkim stacjom muzyczny, które katowały ten (i nie tylko ten) kawałek do obrzygania. dokładnie wiecie jak odepchnąć człowieka od muzyki] Po nim usłyszymy "Until It Sleeps". Musze się przyznać że nie dążę go jakoś szczególna atencją, ale na tym wydawnictwie całkiem ładnie się prezentuje. "For Whom the Bell Tolls" to kawałek który wrył mi się w pamięć niejako z przymusu gdyż kapela, w której się udzielałem wokalnie go katowała :) [Mactare: ja bym to traktował jedynie jako powód do dumy. "For Whom..." jest zajebisty (profesor Jan Miodek uznał słowo "zajebisty" za nie niecenzuralne, więc nie cenzurować)] Tutaj wypadł nieźle ale stara wersja jest mi bliższa choć S&M'owej nie można odmówić uroku. Dalej rozbrzmiewa nam "Human" [Mactare: jeśli chodzi o ścisłość to "- Human" (czyli Minus Human). Widać nie tylko ty znasz Orwella :)]. Całkiem milusi i dość ciężki jak na orkiestrę numerek. Przyjemnie się go słucha. Dodam tylko że jest on tu prezentowany po raz pierwszy. Ale hola, bo oto już "Wherever I May Roam". Czyli włóczymy się tym razem z orkiestrą:) Fajne i ma swoja glebie. "Outlown Torn" to już numerek sześć. Bez rewelacji, ot dobry i na poziomie kawał muzyki [Mactare: a moją uwagę zwróciło końcowe solo.  w połączeniu z orkiestrą nabiera zupełnie innego brzmienia]. Siódemeczka wita nas dźwiękami "Sad But True". Naprawdę kawał dobrej roboty. Według mnie jeden z najlepiej zgranych z orkiestra. Jedno słowo żeby określić kolejny numer "One". Po prostu posłuchajcie;) "Enter Sandman" tez prezentuje świetny, wysoki poziom i aranżacja klasycyzująca jest całkiem pozytywna. Wydawnictwo znane jako S&M kończy "Battery". Jeden z moich faworytów na tej płycie [Mactare: myślałem, że masz kasetę ;) ale na zakończenie jest genialny]. Moc i ściana wspaniałych dźwięków wypływa niczym rwąca rzeka z głośników.

Ocena 8/10

   Może troszkę za dużo w tym wydawnictwie patosu ale chyba dzięki temu płyta ta nabiera pewnych cech uniwersalności. Chodzi mi o to że przez nowe aranżacje starych killerów, grono potencjalnych odbiorców może się niewątpliwie poszerzyć [Mactare: faktem jest, iż powiększyło się, ubolewam jednak na tym, że w dużej części są to "okazyjni" odbiorcy]. Jakieś dwa lata temu, kiedy dostałem tego longplaya nie potrafiłem go docenić. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że w pewnym sensie dorosłem do niej. A może się po prostu zestarzałem? :)
Co by nie pisać warto posłuchać

Ocena końcowa: 8=(na szynach)/10 po burzliwych sporach z samym sobą :) [Mactare: przychylam się do oceny :)]

[KWM] King_Diamond
wspierany przez:
Mactare [KWM]

© 2003 [KWM]