In Flames - Whoracle
autor: kaReL
www.inflames.of.pl

Bardzo żałuję, że niebyło mi dane poznanie tego zepołu zgodnie z kolejnością wydawanych płyt. Poraz pierwszy z tą grupą zetknąłem się przy okazji albumu "Clayman", który jak wiadomo do tych pierwszych nie należy.

Po jakimś czasie miałem możliwość usłyszenia poprzednich albumów. Właśnie wśród nich znalazł się album "Whoracle". Po bardzo dobrym "Clayman" nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Z pewnością nie jest jednak albumem skazanym na porażkę. Przez wielu uznawany za najlepszy, dla mnie jest po prostu dobry.

Na szczególne uznanie zasługuje instrumentalny utwór "Dialogue With The Stars". Naprawdę to perełka na tej płycie. Utwór, zgodnie z tytułem, przypomina dialog. Bezkresne, pozbawione granic dźwięki prowadzą konwersację. Można sobie wyobrazić: jednostkę wyrażającą swoją opinię, i zmasowaną odpowiedź, jakby chórem wykrzyczane własne zdania. Jest po prostu świetny, przepełniony niebanalnymi, bardzo melodyjnymi motywami. Utwory instrumentalne bardzo dobrze im wychodzą, są świetnymi przerywnikami, podczas których mamy możliwość nie tyle słuchania, co również kreowania własnych, odmiennych wizji. Dla mnie to właśnie ten utwór rozpoczyna płytę. Pierwsze trzy jakoś nie bardzo zachwycają (no może oprócz "Food For the Gods"). Piątym w kolejce jest "The Hive"- no coż, gdyby nie poprzednik, to śmiało mógłby być najlepszym kandydatem na faworyta płyty. Co go odróżnia od reszty? Napewno żywsza praca gitar, co jak na deathmetal (melodyjny, ale zawsze) jest jak najbardziej wskazane. Od razu robi się ciekawiej, a na dokładkę mamy cud-miód solóweczkę. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to najlepsza solówka w karierze In Flames-takie techniczne arcydziełko. Następnie tempo niestety zwalnia, a do naszych uszu dociera "Jester Script Trasfigured". Z początku mogłoby się wydawać, że jest to utwór monotonny, pozbawiny ikry. Jednak nie. Niech nie zwiedzie Was smętny wstęp. Ciekawie prezentuje się gitara akustyczna, która tworzy niezapomniany klimat i świetnie komponuje się z całością. Po tym "nastrojowym" utworze, mamy znów przyśpieszenie, a to za sprawą "Morphing Into Primal". Tu widać, że sekcja rytmiczna odgrywa równie ważną rolę, co melodyjna praca gitar- bardzo ciężko, jednak bez porównania chociażby z Vaderem. "Worlds Within The Margin" zwraca uwagę na pojawiające się w tle klawisze, lub coś do nich podobnego. Są doskonałym uzupełnieniem rasowego growlu. "Episode 666"- bynajmniej nie jest to kolejna część Gwiezdnych Wojen:-), a tylko (a może aż?) udany utwór. Przedostatnią propozycję stanowi "Everything Counts" z repertuaru Depeche Mode. Choć oryginału nie miałem okazji usłyszeć, to jednak unosi się w nim duch tego zespołu, głównie za sprawą refrenu, w którym można usłyszeć pogłos, niczym wokalisty "depeszów". Ostatnią pozycję zajmuje utwór tytułowy - piękny instrumentalny kawałek. Na pierwszy plan wysuwa się perkusja. Ma on charakter nieco orientalny: chórki, gitara akustyczna, bębny. Mamy wtedy czas na refleksje i podsumowanie zawartości całego albumu.

A jaki on jest? Dobry, nieprzewidywalny, zaskakujący wieloma ciekawymi rozwiązaniami, głównie za sprawą tych dwóch instrumentalnych utworów. Jednak miłośnicy melodyjnego, aczkolwiek ostrego grania odnajdą tutaj wiele smaczków. Choć wydany w 1997 roku, nadal kipi świeżością, unosi się nad nim duch heavymetalowego dziedzictwa. Polecam ! !


Ocena: 8/10