*** Children of Bodom - "Something Wild" ***
Ten zespół metalowy, jest jednym z moich
ulubionych. Dlaczego? A no dlatego, że grają płynny, melodyjny i Skandynawski
metal z
dodatkiem różnych elektrycznych "fajerwerków". A taki metal
lubię najbardziej . Z tych dwóch przyczyn ten oto albumik przypadł mi szczególnie do gustu. Po prostu
przenosisz się w krainę elektrycznej gitarki z piwkiem w ręku. Rozmyślasz
sobie wtedy "Jakie to jest fajne, czy nie może trwać dłużej?".
Znajdziesz tu naprawdę fantastyczne połączenie tych wszystkich czynników o
których pisałem przed chwilą. Temu albumowi można niewiele zarzucić. Jedną z
tych rzeczy jest to, że płytka składa się tylko z 7 utworów. Ale przecież
liczy się jakość, a nie ilość. A jakości nie można nic
zarzucić. Jak mówią "Stary, ale jary". To określenie szczególnie
dobrze przypada do "Something Wild". Album wydano w ręce słuchaczy
mocnego metalu w 1997r. No, dobra teraz o szczegółach tego albumu. "Something
Wild" to 7 utworów dających ok. 53 minuty nieprzerwanej przyjemności
ze słuchania ostrych, połączonych z klawiszami brzmień. Z tego albumu polecam
szczególnie: Lake Bodom, dwie części Red Light In My Eyes i Touch Like Angel
Of Death. A tak zaczęła się moja przygoda z tym albumem. To zdarzyło
się tak:
gdy jeszcze byłem mały i słuchałem Britej Spirs (aż wstyd się
przyznać) w pokoju mojego brata zawsze słychać było różnorodne "wrzaski".
Ale mnie to nie obchodziło i wolałem se posłuchać BS. Pewnego dnia
wszedłem do pokoju brata gdy leciał kawałek z "Something Wild"
i... zacząłem się rozkoszować metalem. Bardzo mi się to podobało to
było jak... olśnienie, że ja słucham badziewnej, w ogóle nie miejącej
sensu pierniczenia Brintej,
a mój braciszek (starszy) ma naprawdę dobry gust muzyczny . Po tym
zdarzeniu codziennie przychodziłem do pokoju brata nasłuchując jak to powiada
moja mama "Facetów których wrzaski przypominają odgłosy rzygającego
faceta". Od tąd ja i brat skończyliśmy się bić co pięć minut i mieliśmy
wspólne zainteresowanie (oprócz piłki nożnej) Ja tym się nie przejmowałem,
że w okolicy tylko ja i mój brat słuchamy metalu. Tam dominuje Hip-Hop, Rap,
Techno, a o "wrzaskach" nikt nie słyszy. No i zanosi się na
to, że "wrzasków" w mojej okolicy nikt nie będzie słuchał.
Chyba, że od czasu do czasu podsłucha co się dzieje w moim i mojego brata
pokoju. Teraz trochę się to zmieniło, a mianowicie: mój brat całe dnie spędza
na słuchaniu metalu i pleśnieje w domu. Natomiast ja pół dnia słucham
metalu, a drugie pół gram w piłkę nożną. Podsumowując: "Something
Wild" jest po prostu świetnym albumem Children of Bodom. Ostry,
klawiszowy z elektrycznymi "fajerwerkami" Skandynawski metal.
Krótki album, ale za to jaki! Polecam! Teraz możecie go kupić po niższych
cenach.
1.Deadnight Warrior 3.21
2.In The Shadows 6.01
3.Red Light In My Eyes part 1 4.27
4.Red Light In My Eyes part 2 3.49
5.Lake Bodom 4.02
6.The Nail 6.16
7.Touch Like Angel Of Death 4.05
Podczas pisania słuchałem:
Hmm... "Something Wild" z jakieś 3 razy + bonus
Ocena: 9+/10
© trigger <trigger@go2.pl>