David Bowie "Heathen"

David Bowie to twórca, który z pewnością wywarł duży wpływ na muzykę lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Ze względu na umiejętność dopasowywania się do najnowszych trendów, możnaby go nazwać "muzycznym kameleonem". Śpiewał i grał (gitara, saksofon) w różnych gatunkach, ale zawsze na wysokim poziomie. Współpracował z wieloma znanymi zespołami, od Queen przez Moby'ego po Nine Inch Nails.

    okładka albumu
Po trzech latach przerwy od wydania świetnego - podobno, bo nie miałem okazji przesłuchać - albumu "Hours", Bowie stworzył swoją najnowszą jak na razie płytę "Heathen". Wydano ją przed latem 2002 r. w trzech wersjach. Dwie z nich były limitowane i zawierały m.in. bonus tracki. Tutaj jednak będzie mowa o trzecim, zwykłym wydaniu. Oprócz tracków trwających łącznie nieco ponad 50 minut, na płycie jest odtwarzarka, ale niestety nie działała ona na żadnym komputerze, na którym sprawdzałem. No cóż, najwidoczniej panowie wydawcy się nie popisali.

Pierwszym utworem, jaki usłyszymy po wciśnięciu przycisku play będzie "Sunday". Jest to jakby zapowiedź kolejnych piosenek;
 
Spis piosenek z "Heathen":
1. Sunday
2. Cactus
3. Slip Away
4. Slow Burn
5. Afraid
6. I've Been Waiting For You
7. I Would Be Your Slave
8. I Took A Trip On A Gemini Spaceship
9. 5:15 The Angels Have Gone
10. Everyone Says 'Hi'
11. A Better Future
12. Heathen (The Rays)

A oto bonus tracki z wersji limitowanej:
1. A Better Future (Air remix)
2. Sunday (Moby remix)
3. Panic in Detroit
4. Conversation Piece
 
brzmienia instrumentów schodzą w nim na dalszy plan, za to główną rolę odgrywa basowy, dojrzały głos Bowiego. Utwór ma pewien "metafizyczny" klimat i bardzo odbiega od hitów z popularnych list przebojów. Drugą piosenką i jedną z najlepszych w albumie jest "Cactus", wykonywany oryginalnie przez - o ile wiem - zespół The Pixies. Warto szczególną uwagę zwrócić na tekst piosenki, który jest naprawdę świetny! Jest to wiarygodne wyrażenie tęsknoty i pożądania, jakże inne od np. nachalnie granych całkiem niedawno w telewizji bzdur o "drzewach więdnących bez skargi" i "sępach miłości" (chyba wiecie, do kogo piję ;) Kolejnymi wartymi uwagi utworami są: drugi z trzech coverów na płycie - "I've Been Waiting for You" napisany przez Neila Younga, oraz "Slow Burn", wydany także w postaci singla. Następnie mamy kilka wolniejszych, stonowanych piosenek, począwszy od "I Would Be Your Slave". Nie są złe, ale miejscami nudzą. Dziesiątą z kolei i moją ulubioną piosenką z "Heathen" jest "Everyone Says 'Hi'". Słychać w niej wyraźnie smyczki, gitar jest mniej, ale posiada ona za to wspaniały, łagodny klimat. Prawdziwa perełka. Płytę zamyka tytułowy utwór "Heathen (The Rays)", przypominający nieco "Sunday".

Utwory są generalnie na dość wysokim poziomie. Album ma swoje charakterystyczne brzmienie i stanowi spójną całość. Słychać, że piosenki są dopasowane do siebie, a nie zebrane skąd popadnie i wrzucone do jednego worka. Dużym atutem płyty jest bardzo bogata warstwa instrumentalna, w której przeważają "zimne" brzmienia gitarowe, nadające jej konkretny klimat. Za instrumenty odpowiadają przede wszystkim David Bowie (gitary, saksofon, keyboard) i basista Tony Visconti. Warto nadmienić, że Visconti współpracował z Bowiem już wcześniej; ostatni raz miało to miejsce ponad 20 lat temu, przy nagrywaniu albumu "Scary Monsters". W "Heathen" maczali też palce gitarzyści: Pete Townshend z The Who ("Slow Burn"), oraz Dave Grohl z Foo Fighters ("I've Been Waiting For You").

Podsumowywując: bardzo dobry album! Jak wynika z kontraktu podpisanego przez wytwórnię Bowiego (ISO Records) z jego nowym wydawcą, Columbia Records, możemy się spodziewać niedługo kolejnych nagrań tego artysty. Oby były co najmnniej tak dobre jak "Heathen"!

ocena:
9 /10

autor recenzji:
© Wundżun