JAK TO SIĘ ZACZĘŁO
czyli moja czarna droga


Metal, sztuka i światło. Światło które kocha każdy z nas. Za którym podąża i którego pragnie. Pragnie czerpać jak najwięcej z jego piękna i jego głębi. Piękna które rozlewa się niczym balsam, niczym nektar na zbolałą po całym dniu duszę. Pozwala spojrzeć z nadzieją na jutro, jutro w świecie najeżonym korupcją, zdradą, chałturą. Tym jest dla nas ta muzyka dziś, lecz co musiało się wydarzyć, co musiało się stać, jakie były przyczyny tego, że nie słuchamy disko-polo tylko np. THERIONA. Że nie czytamy bravo ani innego brukowca w którym jest kolejny plakat boskiego ... (wstaw odpowiedniego pedała w to miejsce) tylko mitologię nordycką lub potężne tomiska opisujące zmagania bohaterów ze smokami w wyimaginowanym świecie. Nie chcę tu pisać kto jak trafił w nurt metalu lecz podzielić się spostrzeżeniami które poczyniłem obserwując, słuchając, czytając rozmaite artykuły w Internecie.

Po pierwsze metale to ludzie w przeważającej większości wykształceni. I nie chodzi mi tu o ilość dyplomów czy liter przed nazwiskiem lecz o sposób wypowiedzi i własnego zdania. Wyrobionego zdania na niemal każdy temat. Z człowiekiem takim jest możliwość porozmawiania w sposób nie wymagający zniżeniem się sposobem obycia do poziomu 4 latka co niestety coraz częściej obserwuję w tym zasranym świecie.

Po drugie są to w większości ludzie którzy interesują się zjawiskami paranormalnymi, magią okultyzmem i pochodnymi tych ww. Czemu tak jest, nie wiem, lecz domyślam się, że jest w tym pewien sens. Albo przyszły metal jest tak jak ja zainteresowany "tymi pierdołami" już wcześniej (np. ja od kiedy pamiętam mam ciągotki do poznawania nie do końca jednoznacznych wydarzeń) albo zaczyna się tym interesować pod wpływem tejże muzyki. Wydaje mi się to spowodowane pogłębieniem dociekliwości w tych dziedzinach. Zainteresowaniem tym co jest po drugiej stronie, tym o czym tak wiele mówią i śpiewają ich idole.

Po trzecie metale to ludzie z natury przekorni i w większości wypadków ludzie nie znoszący prostych rozwiązań, prostych, banalnych odpowiedzi na zadane pytania. To my a nie np. dresy pytają co jest sensem życia, po co żyjemy i czy tak naprawdę warto żyć. Ludzie którzy chcą czegoś więcej dla duszy niż tylko marnej wegetacji w tym pier**** świecie. Przekorni też z tego względu że zmuszeni bronić własnego zdania przed zalewem chały i tandety innych, bardziej cool i na topie luzaków z budy/przedszkola/podwórka. Przed starszymi i bezmózgowcami zwanymi potocznie nauczycielami.

Ten tekst napisałem by pokazać jacy naprawdę (w większości) jesteśmy, gdyby przyszło nas oceniać komuś z zewnątrz, postronnej osobie (a nie jakiemuś śmiesznemu, marnemu pajacowi, co nie zna innych słów poza mama i huj), oraz pokazać grupy ryzyka i charaktery tych, z których rekrutowaliśmy się my i z których rekrutować będą się nasi następcy na scenie lub pod nią.

Jeśli ten artykuł podobał ci się, to bardzo się cieszę, jeśli nie - zachowaj milczenie, ponieważ nieco się namęczyłem nad jego napisaniem, jeśli masz inne zdanie lub coś do dodania napisz polemikę.


© Geralt_z_Rivii