Adam Wiśniewski - Snerg - "Według Łotra"

Carlos Ontena budzi się pewnego dnia i odkrywa, że wszystko w domu jest sztuczne - mydło imitowała kostka gipsu, ser twarde tworzywo, szynkę guma. Nie wie co o tym sądzić. Wychodzi do pracy. Szybko spostrzega, iż okoliczne budynki to nic innego jak płaskie makiety z dykty, palmy sklecone były z puszek i papieru imitującego liście a ludzie? Ich także dotknęła plaga sztuczności. Niektórych potraktowano lepiej, innych gorzej - jedni żyli nie będąc świadom otaczających ich dekoracji i własnej sztuczności, inni tkwili w miejscu przytwierdzeni do ławek i poręczy, powtarzający w pewnych odstępach czasowych oklepane kwestie i czynności. Mimo wcześniejszych podejrzeń, spotyka się z autentyczną kobietą, która jednakże jest równie ślepa na sztuczną rzeczywistość jak każdy manekin. Później natrafia na sprzedawczynię, która nie dała się nabrać na to, iż chciał zapłacić w jej sklepie plastikowymi krążkami. Dlaczego ona jako jedyna sprzedawczyni się na to zgodziła? Cóż, nie raczyła wyjaśnić. Carlos czując się coraz bardziej zagubiony i zaniepokojony tym, co ujrzał po przebudzeniu, postanawia poszukać ratunku i zrozumienia u swej narzeczonej - Lindy. Jedzie więc pociągiem do dzielnicy Kroywenu, w którym umiejscowiona była centrala handlowa, w której pracowała. Na miejscu odnajduje jej biurko, ale nie zastaje jej, gdyż jak mu powiedziano, wezwał ją do siebie kierownik. Udaje się więc w kierunku jego biura, mając nadzieję, że doczeka się końca jej wizyty w biurze. Sztuczna sekretarka informuje go jednak, że Lindy Tinazany tam nie ma, a szef wyszedł i zabrał klucz. Carlosowi to się nie podobało, jako, że kłóciło się z tym, co mu powiedziano. Nie mając na to zgody sekretarki, zdecydował się wtargnąć do biura. Lalka złapała jednak wcześniej za klamkę, ale to nie stanowiło dla niego przeszkody. Szarpnął drzwiami i wparował do środka, nie zauważywszy, iż siłą otwarte drzwi wyrwały sekretarce rękę, zalewając korytarz i zaproże gabinetu czerwoną farbą. Okazało się, że Linda pozbawiona kilku elementów garderoby siedziała na kolanach sztucznego kierownika. Kierownik wkurzony jego poczynaniami, zaatakował go od tyłu i zaczął dusić. Carlos szarpnął się i przewrócił grubasa (z niemałą pomocą rozlanej na podłodze farby) i wypłacił mu strzała w gębę, tym samym pozostawiając ogromną dziurę w twarzy. Carlos "zabił" manekina, co ten starał się wszystkim uzmysłowić dygotając na podłodze i charcząc. Linda patrzyła z przerażeniem na swego niegdysiejszego ukochanego. Carlos zabił manekina a drugiego ciężko zranił. Linda natomiast święcie wierzyła, że zabił prawdziwych ludzi. Później wypadki potoczyły się lawinowo. Linda uciekła, a pobiegnięcie za nią uniemożliwił grubas z nożem. Gruby zaatakował go nożem, który jak się później okazało chował się do rękojeści pryskając przy tym czerwoną farbą. Obaj zwarli się w uścisku. Carlosowi nagle przyszło do głowy, aby schylić się po nóż i zbadać jego tajemnicę. Niestety, manekin pozostawiony został bez oparcia i przekoziołkował, a następnie spadł ze schodów. Tym sposobem kolejny manekin padł jego ofiarą. Kilka manekinów obserwowało walkę, więc wytłumaczył im, że to tamten zaatakował pierwszy, po czym w poszukiwaniu Lindy udał się na najwyższe piętro. Widział jak pod wieżowcem zbierają się wozy karabinierów.

Carlos po kilku kolejnych zajściach został znienawidzony przez większość mieszkańców miasta i musi teraz uciekać przed policyjną nagonką. Wiedział, że wyplątanie się z tego graniczyłoby z cudem. Musi po prostu uciekać, a to niełatwe biorąc pod uwagę fakt, iż gazety rozpisywały się na jego temat szerokim łukiem mijając prawdę. W pewnym momencie jego drogi krzyżują się z drogami życiowymi Płowego Jacka, który jest miejscowym odzwierciedleniem pewnej znanej, tragicznej postaci biblijnej (pozwólcie, że nie zdradzę, kto to taki). Zresztą wraz z pojawieniem się tej postaci czytelnik zaczyna dostrzegać nasilające się nawiązania do opowieści biblijnych.

Tym, którzy sądzą, iż napisałem zbyt wiele i czytelnik nie ma właściwie już czego szukać w książce, chciałbym uświadomić, iż są w błędzie. Akcja rozwija się bardzo szybko, a ja streściłem jedynie 30 ze 180 stron, a najciekawsze jeszcze przed Wami. Dlaczego warto przeczytać "Według Łotra"? Po pierwsze ta książka wciąż kipi humorem, a po drugie napisana jest bez dłużyzn, dzięki czemu czyta się ją lekko i przyjemnie. Książka nie razi pompatyzmem i napisana jest w prostym i zrozumiałym dla każdego języku. Warto zwrócić uwagę na to, iż Panu Wiśniewskiemu - Snergowi (czyżby poprzez drugie nazwisko chciał uniknąć skojarzeń?;)) udało się dokonać tego, co niewielu autorom się udaje. Sprawił, że można się uśmiać nawet z opisu krajobrazu lub wyliczanki kolejnych przedmiotów znajdujących się na półce z przyborami toaletowymi. Autor praktycznie wszystkie walki prowadzi bezkrwawo i giną wyłącznie manekiny, których raczej nie jest żal. "Według Łotra" nie jest typową fantastyką, jak zapewne zdążyliście zauważyć, ani też nie należy do fantastyki naukowej; W miarę inteligentne manekiny to szczyt nowoczesności a poza tym nic, co odbiegałoby od naszej szarej rzeczywistości. Powiedziałbym, że tak jak w Biblii widoczny jest nutka tajemniczości i niezwykłości, tak samo i tutaj jest ona obecna.

Myślę, że właśnie przez brak przynależności do któregokolwiek z tych gatunków, sprawia iż jest ona zrozumiała dla wszystkich. Jeśli chodzi o wady, jest to dosyć mała objętość, ale może to jakiś sposób, by oszczędzić czytelnikowi przesytu? Eee... gdzie tam. Tym nie można się przesycić. Dotychczas przeczytałem "Według Łotra" trzykrotnie i nie wydaje mi się, abym miał dosyć. Szczerze polecam wszystkim miłośnikom książek.

Pedigri