NARRENTURM - ANDRZEJ SAPKOWSKI
Najlepszy polski pisarz zaserwował czytelnikom spragnionym porywających historii przeżycia niejakiego Reinmara vel Reynevana z Bielawy, który to ma zastąpić w/w osobnikom wspaniałego Geralta z Rivii.
Średniowieczny Śląsk to obszar wielce podwyższonego ryzyka, bo i na Czechy niedaleko i gościńce niezbyt bezpieczne. Chrześcijańska jak nigdy "Europa" ogarnięta jest inkwizytorskim szałem, co nie omieszkał zauważyć Mistrz, sporą część fabuły poświęcając na wątki związane z działalnością i zwalczaniem Jana Husa w Czechach, który to wierny sprawie Kielicha i przeciwny watykańskiemu reżimowi gra na nosie tym, co to stoją po niewłaściwej stronie, czyli papieżnikom. Krucjata przeciw husytom idzie miejscami topornie, bo i inteligencja rycerstwa jest mało imponująca, a także wyobraźnia nieco niedorozwinięta. Widać wioskę - to już, spalić, złupić i dalej w plener. Widać wojsko rebeliantów - ha, no to wracamy wyłączyć żelazka.
Klasztory cysterskie, dominikańskie w podręcznikach do tej dziedziny, która to ponoć jest nauczycielką życia (historia, jakby co), przedstawiane jako wysepki rześkiej i inteligentnej myśli, mają u Sapka różne odcienie. Wśród braciszków w habitach nie brak tych, co to lubują się w gładkolicych chłopcach, jak i tych, którzy od tego, by pojeść, popić i po.. postu nieraz w tychże dziedzinach zaniechać, nie stronią
Główny bohater, czyli Reinmar - nieszczęsny adorator niewłaściwych kobiet, mota się po Śląsku pakując swe tak uwielbiane przez kobiety ciało w coraz to większe tarapaty. Nie sposób powstrzymać się od dręczących umęczony umysł myśli, w jaki sposób udaje mu się wyjść cało z takich życiowych zakrętów.
W miarę tego jak ilość stron rośnie po lewej stronie, a maleje na prawej, do Reinmara dołączają nowi kompani. Absolutnie doskonały, będący absolutnym przeciwieństwem skąpanego w gorącej wodzie Reinmara, Szarlej jest tym, który na polecenia wrocławskiego kanonika ma bezpiecznie zawieść Reynevana na Węgry w zamian za zwrócenie wolności. Połowicznie doskonały Samson, albowiem jest nieziemskim (a dlaczego nieziemskim, dowiesz się, czytając "Narrenturm") osiłkiem, bardzo inteligentnym, lecz o wyglądzie idioty.
Uciekając przed ciągle nowymi pościgami, Reynevan i Szarlej trafiają do miejsca, które jest alegorią całego świata, czyli tytułowego Narrenturmu - Wieży Błaznów. Spotykają tam dwóch niezbyt skorych do rozmówek, bez reszty oddanych masturbacji przygłupów, jak i całkiem znośnych kompanów do rozmów w cuchnącej celi. Oczywiście, ze względu na brak odpowiednich placówek Narrenturm na jakiś czas zostaje przemianowany na siedzisko Świętej Inkwizycji likwidującej niewygodnych podejrzanych (no bo przecież nie winnych!).
Starczy już mej pisaniny, Mistrz Andrzej nadal w najwyższej formie. Kiedy ktoś nazwie Cię w rzyć jebanym katamitą lub obszczybruzdą, uśmiechnij się do niego i powiedz - ja też kocham Sapka! I życie staje się lepsze.
Ocena: 9+/10