Stanisław Lem - "Kongres Futorologiczny"
Dzieła Stanisława Lema należą do klasyków gatunku science fiction. Niedawno w bibliotece pożyczyłem kolejną jego książkę. Był to "Kongres futorologiczny". Jest to jedna z historii, których głównym bohaterem jest Ijon Tichy, doświadczony podróżnik, dla którego kosmos nie ma tajemnic. Jego przygody poznać można np. w "Dziennikach gwiazdowych", które to również szczerze i gorąco polecam. Wcześniejsze utwory o Ijonie wręcz zachwyciły mnie dzięki swojej niekonwencjonalności (choć u Lema taki styl jest jednak dość częsty) i mądrości. Zresztą, to trzeba samemu poczuć. Dlatego też z podnieceniem zabrałem się za "Kongres".
O czym on właściwie jest? Hmm... naprawdę, bardzo trudno to określić, aby nie odkryć samego sedna, a jednocześnie zaciekawić. Spróbujmy w ten sposób: w Costaricanie (takiego państwa chyba nie ma, co? Bo ja z geografii nie jestem asem.) odbywa się kongres futorologów (zresztą nie tylko tych - literatura wyzwolona rulez! :)), na który zaproszono również Tichego. Teraz popsuję trochę zabawę, ale muszę to zaznaczyć. Mamy tu przedstawioną wspaniałą wizję społeczności, w której przemoc i terroryzm jest na porządku dziennym. Atak ekstremistów i uwięzienie zakładników jest tylko "nieprzyjemnym incydentem", który na szczęście nie zepsuł gościom nastroju. Później mamy inną szokującą scenę: podczas pewnego przemówienia ochroniarze zabijają jednego z widzów tylko dlatego, że chciał wyciągnąć chusteczkę z kieszeni! Pewnie uważali, że ma schowaną broń. Najwyraźniej tam wystarczyło to, by strzelać bez ostrzeżenia. Oczywiście to także nie poruszyło postronnych. Mógłbym jeszcze wspomnieć o papieżówce, ale... (zaintrygowani, co?)
Aby nie opowiadać dalszej fabuły (bo żeby dokładniej przedstawić jej zarys musiałbym pewnie streścić połowę książki) powiem tylko, że dalej mamy jeszcze dziwniejszą wizję: świata, w którym ludzie pozbawieni są całkowicie emocji, tak i tych pozytywnych (przyjaźń, miłość, ale także te najprostsze jak zadowolenie, szczęście), jak i negatywnych (dla mnie niesamowitym faktem wydaje się, że człowiek już sam nie potrafi odczuwać gniewu!). Rzeczywistość także nie jest tym, czym się wydaje. A czym to zastąpiono? To już pozostawiam wam.
Nie wyjawiłem zbyt wiele co do akcji (właściwie to nic :)), ale nie chcę całkiem psuć przyjemności. Bo książka najwięcej radości da wam wtedy, gdy odkryjecie ją sami. Czyta się ją bardzo dobrze, ciągle czekamy na to, czym jeszcze zaciekawi nas autor. Z tej lektury naprawdę można dużo wynieść. Puenta wydaje się dosyć banalna, ale prawda często taka bywa, więc trudno mieć żal do pana Lema. Jednak całość poraża swoją niezwykłością i pozwala nam zastanowić się nad naszą przyszłością. Bo któż wie co czeka ludzkość, jeśli się nie zmieni?
Jakie wnioski? Tylko jeden: nie możecie tego przegapić! Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Dla mnie rewelacja, w skali szkolnej stawiam co najmniej piątkę z ogromnym plusikiem. Dla wielbicieli Lema pozycja obowiązkowa. Z czystym sumieniem polecam. Do biblioteki marsz!