"KAMIENIE NA SZANIEC"

Wspomnienia odżywają na nowo...

Za oknem wiatr tańczy wśród drzew, pierwsze krople deszczu zaczynają bębnić o parapet...
W małym warszawskim mieszkaniu na świat przychodzi Aleksy Dawidowski.
3 listopada 1920.
Równo 65 lat później przychodzę na świat JA.

Pamiętam dzień, w którym go poznałam. Szedł ulicą wyprostowany, z uśmiechem na ustach i z takim nieobecnym wzrokiem. Jakby widział to, co niedostrzegalne...

"Alek był dryblasem. Wysoki, szczupły, o niebieskich oczach i płowej czuprynie, ciągle się uśmiechał, mówił szybko, wymachiwał rękoma i przy byle okazji wpadał w zachwyt"

Zawsze zastanawiałam się skąd w nim tyle radości... teraz już wiem, bo...

"... osobowość Alka, która cała była niespokojna, spragniona niecodzienności, stęskniona do nadzwyczajności."

Alek wierzył w to, co niemożliwe. Żył pełnią życia... każda chwila była dla niego niezwykła, piękna... bo inna.
Czerpał garściami...

"... uśmiechnięty... nie potrafiący mówić spokojnie, przeżywający każdy czyn i każdy problem, duszę całą wkładający w każdą rozmowę i w każdą pracę..."
"... w Alku mogła pociągać wyjątkowa szczerość i uczynność tak wielka, że niekiedy aż krępująca"

Lubiłam jego szalone pomysły. Pamiętam jak kiedyś zaprowadził mnie na łąkę usianą miliardem stokrotek i maków, i zaproponował turlanie się z górki... I dwa różne nieba - raz to błękitne z smugami chmur - drugim razem zielone z białymi główkami kwiatów... Byliśmy razem szczęśliwi...

"... biegli więc dalej, gdy nagle któryś z idących mężczyzn dobył szybko pistoletu i strzelił [...]Alek uczuł ostre uderzenie w brzuch... Próbował powstać i nie mógł. Skurcze chwyciły mięśnie brzucha."

Widziałam wtedy jego przeraźliwie niebieskie oczy. A on patrząc przed siebie, uśmiechał się blado - jakby spotkało go jakieś szczęście... jakby...

"Alek gasł. Tracił przytomność. Rozumiał już, że gra jego życia dobiega końca. Rozumiał i nie przestawał się uśmiechać. Jakaż to wielka była gra."

Poczułam ukłucie w okolicach serca. Perlista łza. 30 marca 1943r.

ALEKSY DAWIDOWSKI - podharcmistrz, członek podziemnej organizacji Wawer, dowódca drużyny Grup Szturmowych, sierżant podchorąży Armii Krajowej, pierwszy z GS, który udekorowany został krzyżem Virtuti Militari.

"Najsłynniejszym spośród indywidualnych wyczynów Wawra była głośna na cały kraj i świat cały sprawa tablicy na pomniku Kopernika.."

Alek... Mój Alek był bohaterem "kopernikowskiej afery"
Pamiętam jak mi o tym opowiadał:
- Wyobraź sobie Madziu, że w początkach lutego 1942 wyszukałem w encyklopedii jakąś informację o Koperniku. Nasz słynny astronom urodził się 19 lutego. Bez chwili namysłu postanowiłem działać i jakoś uczcić tą datę... Na pewno pamiętasz ten jego pomnik. Niemcy zakryli polską płytę, zastępując ją swoją. Tak. Widzę po twoim uśmiechu, że wiesz o czym mówię... postanowiłem usunąć płytę, założoną przez naszych okupantów.
- Na początku chciałem udawać pijanego, aby się jakoś do niej zbliżyć. Magdo... nie śmiej się. I tak dotarłem do cokołu. Nawet nie wiesz z jaką łatwością odkręciłem pierwszą śrubę. Wszystkie ustępowały wyjątkowo łatwo. Taak. Nie podtrzymałem płyty i spadła z hukiem na ziemię. Wiesz co wtedy poczułem... strach.. coś ściskało mnie w gardle... Już... nie wiem, ale ja to muszę mieć naprawdę wielkie szczęście. Nikt niczego nie zauważył! Zdumiewająca historia! Przeciągnąłem płytę po śniegu i zakopałem w jakiejś zaspie. Magdo...

Tak, Alku...

nabuchodonoZorka