Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Panzer Elite

military
 

  Nie bez powodu nadałem sobie taką ksywkę, jaka widnieje, powyżej (choć właściwie...). Ci bardziej spostrzegawczy zauważyli zapewne, że wiąże się ona z wojskowością - i istotnie, interesuje mnie to zagadnienie, (lecz nie jestem szczególnie skrzywiony na tym punkcie). Jak na gracza przystało - lubię także wojenne gierki. Od jakiegoś czasu na oku miałem tą właśnie - symulator czołgu ukrywający się pod zaiste enigmatycznym tytułem "Panzer Elite". Gra została wydana we wspaniałej\prestiżowej\znanej i lubianej etc. serii "Extra klasyka", co można było przewidzieć, jako że wcześniej mieliśmy możliwość nabycia jej w kioskach - w piśmie "Extra gra".


  Jak na CD Projekt przystało, PE zostało zlokalizowane. Może kogoś dziwić, że recenzję zaczynam "na opak" - lecz lepiej najpierw popsioczyć, a później zająć się zaletami, prawda? Wracając do tematu: spolszczenie jest wykonane raczej starannie. Duże wrażenie zrobiły na mnie filmy, które są czytane przez lektora znanego z telewizji. W napisach nie ma literówek, a na dodatek można wybrać wersję anglojęzyczną! No tak, na razie same plusy, a miało być o psioczeniu. Spełnię, więc obietnicę - to, co udaje instrukcję, woła o pomstę do nieba! Toż to można z ledwością nazwać spisem klawiszologii! Na dodatek nie wydano jej w formie małej, błękitnej książeczki, charakterystycznej dla serii, ale po prostu władowano w box ten sam wydruk, co w wersji gazecianej! Podobnie nie uświadczymy katalogu. Czemu niby go nie ma? Teraz, kiedy w "Extra klasyce" pojawiło się tyle nowości, wolałbym je wszystkie mieć wypisane na kartce - jasno i wyraźnie. Za formę wydania - duży minus.


  Zajmijmy się jednak samą grą. Jest ona spełnieniem marzeń każdego fana Grigorija Saakaszwili (czy jak to się pisało), niezapomnianego herosa z "Czterech pancernych". "Panzer Elite" pozwala zasiąść za wajchami wprost imponującej liczby czołgów z okresu drugiej wojny światowej. Oddano do dyspozycji większość "tanków", jakie jeździły po polach bitew Europy i Afryki. Możemy je przetestować w kampaniach, misjach pojedynczych i multi. Tutaj, niestety, czeka pewne rozczarowanie. Otóż, kampanie to jedynie zbitki misji single, więc jeśli ktoś chce mieć trochę radości z ich ukończenia, nie powinien zasiadać do tego drugiego trybu.


  Kampanie dzielą się na krótkie, średnie i długie. Nie jest ich nazbyt dużo, ale każdą można rozegrać po stronie aliantów bądź Niemców. Co do samych misji - rozgrywają się one na ogromnych mapach (które jednak Flashpointowi nie dorównują), będących dokładnym odwzorowaniem prawdziwych map sztabowych z tamtego okresu. Same zadania są całkiem zróżnicowane - zniszczyć jedno, przejąć drugie, utrzymać pozycję... Wykonuje się je bardzo długo tak, że brak save'u w czasie misji przeszkadza jak gwóźdź wbity w pośladek. Sterowanie również do najprostszych nie należy. Używanych jest tyle klawiszy, że redefiniowanie ich mija się z celem! Ludzie, sterowanie prawdziwym czołgiem jest prostsze niż tym wirtualnym! Szczególnie, że często trzeba robić za całą załogę! Mimo trudności, radzę podkręcić wszystkie ustawienia realizmu na max.


  Jeśli już recenzować bez kolejności, to na całego! Intro to chyba żart. Kica sobie jak króliczek jakiś dzielny, anorektyczny marines, a za chwilę strzela w niego czołg i zostaje sam hełm. A po tym wszystkim wyskakuje tytuł pisany metalowymi literami, po których przebiega prąd. Mnie się to kojarzy z RTCW i jego kriegsmarine, czyli niezbyt poważnymi rzeczami.


  Grafika... Z jednej strony jest ładna - modele są szczegółowe, dokładne, drzewa i domki całkiem przyjemnie się prezentują. Z przeciwnej - dwuwymiarowa, nieproporcjonalnie duża piechota (dla niepoznaki, jak pewien serek, zgarbiona w przysiazie - ale gdyby się wyprostowali, to by czołg przerośli) i wrażenie niskiej rozdzielczości nawet w trybie 1024\768 nie napawają optymizmem. Jakoś dziwnie się tak składa, że dalsze tereny w każdej rozdziałce wyglądają na rozpikselizowane. Kolejnym minusem jest niezbyt szybkie działanie, mimo stosunkowo cienkiej grafiki. Na muzykę składa się cisza, więc szerzej jej nie omówię. Dźwięki są w porządku; komunikaty mogą rozbrzmiewać po polsku bądź w języku danej nacji (czyli po angielsku lub niemiecku).


  "Panzer Elite" jest bardzo nierówna. Niby gra się miło, przyjemnie, lecz to nie to, czego bym oczekiwał. W większości misje są morderczo trudne - ale trzeba przyznać, oddają klimat wojny. W jednej z nich, demolując wraz z moimi oddziałami miasteczko w Normandii, poczułem się jakbym oglądał finałową bitwę w "Szeregowcu Ryanie"! Jednak przyjemność odbiera trudne do przesady sterowanie i konieczność wydawania rozkazów naszym czołgom bocznym. Ich dowódcy są, bowiem niezbyt rozgarnięci - i nie raz zdarzy się, że każemy im podążać za nami, a kiedy dotrzemy na pole bitwy okaże się iż jesteśmy bez żadnego wsparcia.


  Plus należy się grze za dołączony do niej zestaw modów, radykalnie zmieniających grę, oraz demo "Rally Trophy". Jednak nie jest to prezent mogący dodać do oceny pełny punkt.

Wymagania: P350, 64 MB Ram, Win95\98\NT\Me\2000\XP, karta grafiki 4 MB, karta dźwiękowa zgodna z Direct Sound 7

OCENA: 7+/10
Plusy:
+ Klimat wojny
+ Mapy i misje
+ Modele czołgów
+ Spolszczenie i jego "dwujęzyczność"
Minusy:
- Sterowanie
- A.I. pomocników
- Wrażenie niskiej rozdzielczości
- Trudna...

.:. Wyjście do AM .:.