Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja |
|||
|
.::.
Grand Thief Auto: Vice City
Nazywam się Tommy Vercetti. Przyleciałem z Włoch na prośbę mojego szefa. Miałem dokonać transakcji: kupna wielkiej partii narkotyków, zapewne kokainy. Przyleciałem, zatem wraz z zaufanymi ludźmi do Vice City. Z lotniska odebrał nas prawnik pracujący dla nas i pojechaliśmy na miejsce wymiany. Tam wszystko, przez jakiś czas, było w porządku: przyjechał sprzedawca, gadka-szmatka a tu nagle gliny zrobiły nalot! Wszyscy zginęli, kasa i prochy zostały, nie miałem jak ich zabrać, bo sam bym zginął. Wskoczyłem do auta i razem z prawnikiem uciekliśmy. Teraz mam problem - nie dość, że nie kupiłem prochów, to jeszcze straciłem kasę. Co gorsze - kasę szefa... Początki zawsze są trudne, ale to już przechodzi ludzkie pojęcie! Pierwszy raz przyjechałem do Vice City i od razu wpadłem po same uszy w gówno. Muszę zdobyć jakoś kasę bo boss mnie zabije. Ale na początek trzeba było się jakoś ulokować i przemyśleć kilka spraw. Pojechałem, więc do hotelu, który z góry został załatwiony. Po drodze obczaiłem trochę okolicę. Miło to wszystko dla oka: piękne fontanny, architektura doskonale nawiązująca do roku teraźniejszego 86ego. Budynki świetnie stworzone widać, że budowniczy bardzo dobrze wykonali swoją robotę i nie szczędzili potu przy projektowaniu i budowaniu. Między budowlami znajdują się zaułki, dzięki którym można zgubić 'ogon' - warto poznać je bliżej. Ludzie także są świetni: życzliwi (no, wieczorem i w nocy już mniej...), babki to klasa sama dla siebie - kształtne, wbite w te ciasne bikini, super kręcą tyłeczkami. Prawdziwy miód, aż chce się żyć! Ale wracając do miasta - tu jest wszystko: można pójść do dyskoteki do klubu Malibu (kolesie na scenie są identyczni do tych śpiewających 'YMCA'!), wygrzać się na plaży. Skoro jest plaża to musi być latarnia morska. I jest, można na nią wejść i pooglądać okolicę. Chcecie na zakupy? Proszę bardzo, są liczne sklepy z ciuchami, markety, można sobie pójść na pole golfowe. To, co mnie najbardziej interesowało to garaż z malowaniem i zmianą blach oraz sklep z bronią. To wszystko tu jest. Ogólnie, jakie jest miasto? Jest bardzo git, poszczególnie dzielnice wbiły mnie w ziemię (zakochałem się w Little Havana), inne raczej przybiły (slumsy haitańczyków, totalny burdel niczym Polska). Jest też duże, przez co musiałem poświęcić sporo czasu, aby się z nim oswoić i jakoś sprawnie po nim poruszać. Gdy już większość terenu opanowałem, wreszcie mogłem dążyć do oczyszczenia swojej osoby od chęci zamordowania przez własnego szefa... Zleceniodawcy są różni: spokojni, nerwowi, psychopatyczni, rządni władzy i respektu. Ja miałem tę nieprzyjemność, że pracowałem dla nich wszystkich. Na początku jest spokojny Pan Cortez, który każe odwieźć swoją córkę do hotelu. To duże ryzyko z jego strony, gdyż w ogóle mnie nie zna a tu mi każe... Wziąłem, zatem motor i do celu. Zarobiłem 100 dolarów... Prawie, że załamałem się - ja, zaufany człowiek szefa włoskiej mafii, zgarnąłem nędzne sto dolców! Przez moje łapy przewinęło się już tyle kasy, że mógłbym kupić całe to miasto! Naprawdę zdenerwowałem się, ale trzeba to jakoś przełknąć, bo wisi nade mną gwiazda śmierci, dlatego każdy pieniądz teraz się przyda, aby zwrócić dług. Teraz może być już tylko lepiej, ale też trudniej. Rozwalić wystawy w supermarkecie, wysadzić restaurację, ukraść czołg, zniszczyć całą fabrykę. Dochodzi nawet do tego, że będę musiał zabić swojego zleceniodawcę! Za mało płacić, skurczybyk jeden, to teraz ma! Zabrałem też mu willę - nawet fajna, ale mi potrzeba kasy! Te misje to wcale nie są trudne, ja nie wiem czy jestem taki macho gangstra czy co, ale wykonywałem je szybko. Pierwszy-drugi raz i kilka misji do tyłu. Czasami tylko zacinałem się na dłuższy czas, ale poszło kilka 'urw' i szło się dalej. Stąd może tak niskie honoraria? Niemniej jednak zadania były ciekawe i dla mnie przyjemne, bo z większości z nich wychodziłem z całą dupą. Przeciwnicy, o dziwo, zachowywali się niezwykle inteligentnie, co w kręgu gangsterów jest zjawiskiem rzadko spotykanym. Chowają się za jakimiś przeszkodami, wyczekują momentu, aby oddać strzał, jeśli mogą to atakują grupami. Dla mnie to nie na rękę, oj nie, bo jest trudniej. Ale przynajmniej mam wymagających wrogów, więc z wykonania zlecenia jest więcej radości i satysfakcji. Tak samo policja - urządzają zasadzki, przestrzelają opony, próbują zajechać drogę, spychają. Chamy po prostu, we Włoszech są zupełnie inni. Może, dlatego że przekupieni...? Jeszcze gorsi są faceci z FBI (mają fajne bryki), potem jest S.W.A.T. Ciężki orzech. Są też mendy, które sobie zjeżdżają po linkach z helikoptera! To już przesada dla gangstera, istna rzeź. A gdy wojsko przyjedzie to hej! Ucieczka przed czołgami to wyzwanie, którego podejmują się tylko prawdziwi psychopaci. Stróże prawa w Vice City są inteligentni, przez co lepiej nie przeginać z 'popisami', bo to się przeważnie kończy szpitalem. Fury. To jest moja miłość. Uwielbiam samochody, uwielbiam śmigać między innymi, gazować maksymalnie. W tym mieście jest multum samochodów, które jakby mówiły: 'Tommy, weź mnie!'. Zatem je krad... yyy... pożyczam, a potem hulam przed siebie - słońce świeci, konto bankowe pełne, świetne auto w posiadaniu - to jest to co kocham! Sportowe, antyki, furgony, vany itepe. Wszystko to jest tutaj i da się podwędz... tfu!... pożyczyć. Po kilku wirtualnych dniach, oczarowany autami, zgadywałem co wymijam. Sentinel, Stallion, Cheetah, Perrenial, Voodoo. Mogę tak w kółko. Są nawet motory. Tego mi było trzeba, zawsze chciałem mieć jednośladowca a w Vice City jeździ tego sporo. Niestety, rodzajów 'moturów' jest tylko cztery (jeśli liczyć skuterek) ale to zawsze coś. W dodatku odkryłem w sobie uczucie do klasyki motocyklowej - zamiast ścigaczami jeżdżę sobie Angelem, pięknym stalowym rumakiem, z wielkim tylnym kopytem i ogromnym zadem. Gdy pierwszy raz wsiadłem do auta, z miejsca włączyłem radio. Kilka stacji, sporo muzyki - słowem: standart. Niby nic ciekawego, ale gdy przełączałem poszczególne stacje do mych uszu docierały coraz to lepsze piosenki. Jedna stacja - Michael Jackson; druga stacja - Phil Collins. Myślałem, że lepiej już być nie może. Ale jednak może! Gdzieś koło północy z głośniczków popłynęła 'Africa' grupy Toto! Prawie obsikałem tapicerkę ze szczęścia! Nocne wariactwa przy Toto - niesamowite przeżycie. Muszę przyznać, że didżeje radiowi w tym mieście stanowią zlepek najlepszych radiowców, jakich słyszałem. A byłem w wielu miejscach, lecz takiej muzy jeszcze nie słyszałem. Wiem, co mówię, uwierz mi. Jeszcze muszę koniecznie coś wspomnieć o broniach. We Włoszech kolekcjonowałem rewolwery. Tutaj nawet nie wiem, czego mam najpierw użyć, a później zachować na pamiątkę, tyle tego tu jest. Broni białej jest od cholery, a w szczególności do gustu przypadła mi maczeta. Wiecie czyje przygody filmowe oglądam najczęściej? Indiany Jonesa... Zamiast ciąć krzewy, liany i tym podobne plugastwa tnę ludzi. Kiedyś pojechałem na Kubę zabić gościa. Pociąłem go po prostu. Później nazywali mnie tam El Psychol. Także broń palna prezentuje się oszałamiająco: shotgun, bazooka, miotacz ognia, uzi i inne maszynówki. Z takim arsenałem żaden gang niestraszny! Co ja mam więcej powiedzieć? Zakochałem się w Vice City. Jestem tu od niedawna, wciąż nie znam wielu miejsc, zalazłem kilku osobom za skórę tak, że teraz chcą mnie zabić bardziej niż mój szef. A mimo wszystko cieszę się, że tu jestem, bo tu jest naprawdę fantastycznie. Chciałbym więcej takich jak to miast, więcej takiej muzyki i więcej... pieniędzy! Żulek (Liberty City) - no, przyznać muszę, że jestem trochę zazdrosny o swój wizerunek. Ja tu ciężko pracuję nad respektem, zabijam masowo, robię w konia gliny a tu jakiś makaroniarz wpierdziela się w miasto obok i robi trzody takiej, że aż tu słychać. W dodatku ma takiego farta - miasto piękne, laski pierwsza klasa, zlecenia proste. Ja miałem dużo trudniej, co widać po moim portfelu. Pod tym względem Tommy przy mnie to wieśniak zbierający na grabie. Jeszcze muszę obowiązkowo dodać, że jestem wielkim fanem wszelakiej muzyki. I z wielkim żalem muszę stwierdzić, że w Vice City zapodają dużo lepszą muzę niż tutaj, w Liberty City. Tam to majstersztyk, nie boję się tego powiedzieć. Wielu ludzi na mieście mówi, że Vercetti jest dużo większym gangsterem ode mnie. Szacunek ponad wszystko - to moja dewiza, więc mam zamiar udowodnić wszystkim, że to ja jestem większy kozak. W związku z tym jadę do Vice City narobić dymu. Potem Go poszukam... Producent: Rockstar Games
OCENA:
|
|||