Piękne były te lata 80... Giery były kiepskie pod względem
grafiki, z dźwiękiem też było nie lepiej. Jednak posiadały one to "coś" skoro
wspominają je miło tysiące ówczesnych graczy. Firecrow to nic innego jak stary
pomysł w nowej oprawie.
Let's play it again.
Jako że kilka lat temu bardzo chętnie zagrywałem się na Pegasusie (czego nie
omieszkam robić teraz) w różne hity tamtych czasów, to do tej gry podszedłem
bardzo chętnie. Na początku przywitało mnie nieskomplikowane ,aczkolwiek ładne
menu. Wybrałem opcje. Ustawiłem sobie klawisze. Ku mojemu zaskoczeniu, klawiszy
obsługujących grę jest tylko sześć! Cztery do sterowania i po jednym dla strzału
i bomb. Spodziewałem się większego rozbudowania, ale to nic. I tak gra się
nadspodziewanie miło, o czym przekonałem się wybierając rozpoczęcie rozwałki.
Łał (znaczy się - ale klawo)!!!
Pierwsze, co widać to nasz stateczek i puste, ciemne pola. Przygrywa miła
muzyczka, co ja mówię - cZadOwA! Wreszcie pojawiają się pierwsi oponenci. A sru
ich! I jeszcze raz! I jeszcze! Na ekranie zaczyna roić się od różnych działek i
pojazdów latających. Rozwaleni pozostawiają po sobie małe kryształki. Im ich
więcej zbierzemy, tym siła rażenia naszego działka jest większa. Co jakiś czas
wypadają także różne bronie oraz bomby (tych są dwa typy). Giwerki różnią się od
siebie kolorem i kształtem naboi, a także rozrzutem. Jedne rozchodzą się na
różne strony, inne lecą prostą. Taki tam standardzik. Zaciekawiła mnie jednak
broń, która wyrzuca wiązkę prądu elektrycznego. Jest to o tyle ciekawe, że
rozchodzi się ona w te kierunki, w których znajdują się wrogowie. Chyba
najskuteczniejszy pacyfikator w tej grze to jest (zawsze wiedziałem, że mam coś
wspólnego z mistrzem Yoda :). Dodatkowo możemy sobie jeszcze dorzucić rakietki,
co ułatwia sprawę. Bombki, o których wcześniej wspomniałem wybuchają na dwa
sposoby. Ogień jednych wygląda tak jakby spiralnie się rozwijał, a drugie po
wybuchu rozdrabniają się na małe granaciki w sporej ilości, które rozprowadzają
się w pobliżu naszego statku i robią wielkie "Bum!". Nie radzę ciągle zbierać
nowych rodzajów broni, bo to kosztuje nas całkiem sporo kryształków. Więc skoro
jakieś działko wam się spodobało to radzę pozostać przy nim. Warto chociażby,
dlatego, że broń "ukryształkowana" na fula robi niezłą zadymę. Wokół wszystko
wybucha. Jest to bardzo miłe dla oka. Otoczenie natomiast składa się z szarych
pól, zielonych łąk, różnych skupisk budynków oraz ciągle tych samych jeziorek
(ogólnie znośnie jest :).
Ni stąd ni zowąd...
Nagle w pewnym momencie robi się pusto. Zmienia się przygrywany utwór i atakować
nasz mały stateczek zaczyna wielki boss zajmujący pół ekranu. Wali wielkimi
działami i próbuje nas zmiażdżyć. Nie dacie się? No jasne, wiedziałem, że
prawdziwi z was mocarze! Przecież jesteście bardzo dobrze uzbrojeni, prawda???
Prawda?!
Coś jeszcze na zakończenie.
Gierkę polecam na nudne lekcje informatyki. Rozgrywka trwa kilka minut, więc gra
jest jak znalazł, ażeby się zrelaksować przed kolejną lekcją tudzież klasówką
albo cuś takiego. Zdobyć tę gierkę jest bardzo łatwo. Po prostu sięgnijcie do
majowego bonusa numer dwa z CDA (ale rym:).