Dzielni rycerze kojarzą się ludziom głównie z lśniącymi zbrojami,
widowiskowymi bitwami oraz ucztami w towarzystwie króla. Mało, kto pamięta
jednak, że zwykłą zbroję zakładano na bohatera ładnych kilka godzin (no, może
ciut mniej), a zdjęcie jej było doprawdy niewartym zachodu wysiłkiem - przeto
zdarzało się, że przez kilka tygodni wojak chodził zapuszkowany niczym Bogusław
B. Chyba nietrudno domyślić się, iż wentylacji ni kanalizacji w metalowym
ubranku nie było? Efekt - rycerza można było poznać już z daleka. Po smrodzie,
jaki rozchodził się z wiatrem.
Dzięki "Die by the Sword" możecie dowiedzieć się, jak wyglądał
przeciętny dzień z życia rycerza. Wojownicy o twarzy jak krowi odbyt musieli
odbijać ukochane księżniczki z rąk tałatajstwa ukrywającego się w podziemiach. A
było tego oj! sporo. Koboldy, żywe trupy, orki, gigantyczne ośmiornice... Chyba
nie spodziewaliście się, że w średniowieczu to się pudle na swej drodze
spotykało? Nieee... Inwentarz był bogaty i szkaradny jak twarz głównego
bohatera.
Zanim jednak rycerza pasowano, musiał on poddać się naukom i
przejść szereg testów. Wszak jak można walczyć, kiedy nie umie się skakać? I
tak, w sporych lochach paziowie i giermkowie ustawiali kolejne przeszkody,
mające wystawić na próbę męstwo naszego bohatera. Przychodził nawet czas na
zmasakrowanie kilku manekinów! Co ważne, jeśli konkretnego fragmentu wojownik
nie opanował w sposób jego samego zadowalający, mógł ćwiczyć ów manewr do woli!
Kiedy już kandydat do zapuszkowania udowodnił, że godzien jest
przyjąć tarczę i miecz, ruszał w misję ratowania porwanej królewny. Wiedzcie, że
łatwo nie było - potwory również miały jakieś zalążki mózgu! Nie pchały się pod
topór, lecz uskakiwały, kryły się, a kiedy atakowały grupami - usiłowały otoczyć
dzielnego rycerza. Oczywiście, tu i ówdzie jacyś dzielni magowie porozmieszczali
eliksiry uzdrawiające, co by w rany i skaleczenia gangrena się nie wdała. Było
to doprawdy sporą pomocą, gdyż każda walka była sporym wyzwaniem - a
przeciwników nie brakowało! Oj, tak, nawet najsłabszy, durny kobold potrafił
nabroić; starcie jeden na jednego z tym cholerstwem wyzwalało nie mniej emocji
niż pojedynek z innym rycerzem! A już trzy koboldy były nie lada problemem, nie
wspominając o zgrai orków.
Rycerz musiał opanować sztukę fechtunku, aby miecz ciął kości i
odłupywał łby od korpusów. Nad dłonią miał kontrolę całkowitą; ręka robiła
dokładnie taki ruch, jaki mózg zapragnął. Opanowanie sposobu walki było
wprawdzie trudne, lecz nie awykonalne. Projektowanie własnych układów pchnięć,
parowań i bloków także pomagało w zwalczaniu czarcich pomiotów. A jeśli rycerz
był istotnie odważny - walił na odlew rękawicą, ze słowami Bogurodzicy na
ustach!
Usta, właśnie. Tą część ciała woj miał raczej niewyparzoną.
Gniewne okrzyki mieszały się z komentarzami, jakie zapewne doprowadzały
oponentów do szewskiej pasji. Nie brakło jednak humoru, obecnego w naprawdę
tragicznych chwilach - np. kiedy nasz heros tracił ręce o nogę. Samego rycerza z
równowagi wyprowadzał jego mentor i nauczyciel, narrator przygód, lecz ufam, iż
był to ten typ człowieka, który już od urodzenia tonem głosu sprawiał, że
rodzina jego zaliczała się do tych "patologicznych". Skoro mowa o uszach - czemu
nie wspomnieć o oczętach ślicznych? Te, choć niewątpliwie dostrzegały każde
niebezpieczeństwo i nie zawodziły w sytuacjach kryzysowych, nigdy nie nauczyły
się widzieć szczegółowo i wyraźnie. Rycerzowi, co i rusz zdawało się, że podłoga
drga, bądź też, że od kantu głowy mógłby kreślić linie.
Wojownicy mogli również uczestniczyć w pojedynkach. Turniej można
było zorganizować na jednej z trzech aren - przepisy zezwalały na udział
czterech zawodników. Przy czym nie musieli to być ludzie; mile widziani byli
wszyscy wrogowie napotkani podczas wędrówek! Zaiste, walki owe znakomite były.
Rycerze lubili je bardziej, niż wyprawy w jakimś sensownym celu!
Jeśli chcecie dowiedzieć się jeszcze bliżej, jak to być rycerzem -
gildia "Extra Klasyka" zaprasza. Za jedyne 19.90 wasze marzenia ziszczą się!
Wiedzcie, że naprawdę warto zainwestować tę kwotę w zabawę, jakiej nie było
nigdy przedtem, ani (niestety) potem.
Producent: Interplay
wymagania sprzętowe: P100, 16MB RAM, karta grafiki zgodna z DirectX 4, CD
Rom 4x