|
|Gangi Nowego Jorku|
Nigdy nie lubiłem Leonarda DiCaprio. Zazwyczaj grał w kiczowatych filmach o niczym (moim zdaniem). Chociaż trzeba mu przyznać, że ostatnio dojrzał aktorsko i zagrał w dwóch naprawdę niezłych produkcjach - "Złap mnie jeśli potrapisz" i "Gangi Nowego Jorku". I właśnie Gangami mam zamiar się dzisiaj zająć...
Ten film musiał po prostu odnieść sukces. Martin Scorsese, wspomniany już Leonardo, Cameron Diaz oraz kapitalny Daniel Day-Lewis to osoby które grają w tym filmie pierwsze skrzypce. Historia zaczyna się w dawnym Nowym Jorku, kiedy to jeszcze nie było wielkich wieżowców, a w mieście pełniła rządy bieda i nędza. Pastor Vallon (Liam Neeson) jest przywódcą jednego z gangów - Zdechłych Królików - i ojcem małego chłopca o imieniu Amsterdam (Leonardo DiCaprio). Pewnego zimnego dnia, nasz duchowny wybiera się na walkę, aby raz na zawsze rozstrzygnąć spór o panowanie w mieście. Jego przeciwnikiem jest Bill "Rzeźnik" Cutting (Daniel Day-Lewis) ze swoją bandą - "Rodowitymi". Na placu rozgrywa się wielka bitwa. Topory i tasaki raz po raz trafiają w głowy wojowników. Nagle kamera ukazuje przywódców bandy. Widać jak duchowny niespodziewanie zostaje ugodzony nożem przez Rzeźnika. Temu wszystkiemu przygląda się młody Amsterdam, któremu udaje się uciec... Po szesnastu latach dorosły już chłopak, wraca do NY z zamiarem zemszczenia się za śmierć ojca. Banalne, czyż nie? A jednak...
Tak oto przedstawia się zarys, a zarazem początek fabuły filmu, który (podobno) przez wojnę w Iraku nie dostał żadnego Oscara (a gówniane Chicago dostało!). Film jest kapitalny z kilku powodów. Pierwszy to na pewno znakomite kreacje aktorskie Lewisa i DiCaprio, który jak już wspomniałem, wreszcie dorósł do prawdziwych ról. Z czasem w całą historię wkręci się piękna Cameron, która (a jakże!!!) nęci aparycją. Drugi powód to doskonałe odtworzenie klimatu i miasta z 1846 roku. Wszystkie budynki, rekwizyty i stroje są naprawdę bardzo dobrze dobrane. Trzeci (i ostatni zarazem) powód, to nieźle pokombinowana fabuła. Te wszystkie czynniki składają się na obraz naprawdę niezłej produkcji. Film trwa dość długo i robi piorunujące wrażenie. Wszędzie panoszy się bieda i każdy walczy o kawałek chleba, a nasz Amsterdam wkupuje się w łaski Bill'a, który nawet nie wie, że... zresztą zobaczycie - obczaicie. Trzeba przyznać, że nie jest to film dla każdego. Pełno w nim krwii i przemocy. Co więcej, nawet sceny erotyczne się czasem zdarzą. Dlatego apeluję. Oglądajcie to na własne ryzyko, gdyż produkcja ta jest dość mroczna i ciężka, nie dla masowego odbiorcy. Już słyszałem opinie, że do bani i w ogóle. Ale to wszystko dlatego, że ludzie myśleli o Gangach jak o kolejnej papce gówna, którą można obejrzeć po serialu wenezuelskim. Cóż, życie jest brutalne i owy film pokazuje to dobitnie.
Co pozostało mi na koniec? Chyba tylko zachęcić Was do obejrzenia filmu Gangi Nowego Jorku i obiecać, że jest to przykład tego jak powinno się robić filmy. Mi osobiście fajnie się to oglądało i muszę przyznać, że Scorsese znowu pokazał klasę. Trochę tu komedii, dramatu i sensacji. Ot taki miks, który wyszedł filmowi tylko na dobre. Jednak głównym wątkiem jest walka o życie i zemsta, która najpierw nie wychodzi naszemu Amsterdamowi (chłopak zmarał się przed całym miastem). Lecz po co ja tu paplam bez sensu. Wypożyczać i oglądać, ale już!!!
OCENA: 8/10
LOV
|