.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Przepowiednia|

Właśnie jestem w szoku! Przed chwilą skończyłem oglądać pewien film. I powiem to po raz drugi - jestem w szoku! Ale czekajcie.... muszę ochłonąć... Dobra. Przed kilkoma minutkami obejrzałem film "Przepowiednia" (The Mothman Prophecies) i powiem Wam jedno - TEN FILM KOPIE ZAD!!! (cholera znowu się podnieciłem i zmoczyłem sobie spodnie)

Cała historia zaczyna się kiedy żona głównego bohatera John'a Kelin (tutaj Richard Gere) ginie poprzez powikłania po wypadku. I to dość dziwnym wypadku... Oto nasze dwa gołąbeczki, John i Mary (Debra Messing) kupują duży dom. Jadą go oczywiście najpierw zobaczyć i sprawdzić (nie powiem w jaki sposób, ale... niezłe z nich świntuchy). Po obejrzeniu i zdecydowaniu się na zakup wracają samochodem, a za kierownicę chwyta się Mary. Nagle owa pani widzi jakąś postać i traci panowanie nad autem. Samochód zawadza o kilka rzeczy po czym zatrzymuje się. Żona John'a uderza dyńką w szybę i traci przytomność. Po pewnym czasie, budzi się w szpitalu i znowu ma omamy. Robią jej więc badania głowy co by dowiedzieć się dlaczego ma przewidzenia. Resztę już znacie gdyż wspomniałem o tym na początku. Po dwóch latach John jedzie sobie spokojnie samochodem gdy nagle wszystko zaczyna wariować. Auto odmawia posłuszeństwa, a nasz Richard Gere zatrzymuje się w misteczku w Zachodniej Wirginii. A wiecie co jest najdziwniejsze? To, że niemożliwością jest aby taki kawał drogi przejechał z Washingtonu w dwie godzinki. Tak oto zaczyna się zakręcona historia... OPARTA NA FAKTACH! Nie chcę więcej zdradzać fabuły, ale muszę przyznać, że pod koniec doznałem małego szoku kiedy wszystko się wyjaśniło (po części) i zaczęło pasować do siebie jak but do nogi (co za bezsens).

Kiedy na samym początku chciałem tylko rzucić okiem na urywki filmu (zaraz po tym jak go wypożyczyłem) zdziwiłem się kiedy zobaczyłem Richarda Gere. I od razu pomyślałem sobie, że jest to kolejny dramat, albo komedia w której nasz przystojniaczek podrywa babeczki. Nic bardziej mylnego! Pierwszy raz widziałem Gere'a, który zagrał normalną rolę. Sytuacja jest analogiczna do tej, którą opisywałem w recenzji Gangów Nowego Jorku. Tam nasz DiCaprio pokazał klasę, bo wreszcie dorósł do niektórych rół. Tutaj jest tak samo, tyle że z Richardem, który to, nareszcie zagrał poważną męską rolę. A wiecie co mnie jeszcze urzekło? Klimat. W filmie nie uświadczysz jako takiej muzyki. Same dzwięki (schizofreniczne) i to wszystko. Ci, którzy grali w Silent Hill (szególnie dwójeczkę) poczują się jak w niebie. I choć nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, to... tak po prostu jest. A czemu wspomniałem "szczególnie dwójeczkę"? W SH 2 mieliśmy męża, który dostaje list od zmarłej żony i postanawia rozwiązać zagadkową śmierć swej lubej. Tutaj jest tak samo. Po dwóch latach mąż przez przypadek zaczyna interesować się śmiercią Mary (nawet imienia są podobne, Maria - Mary), aż w końcu... widzi ją w swoim łóżku (?).

Film trafił w moje gusta i muszę przyznać, że oglądając go nie raz włos zjeżył mi się na ciele. A to dlatego, że oglądałem go późnym wieczorkiem, po ciemku ze słuchawkami na uszach. I Wam (oczywiście jeżeli macie taką możliwość) radzę zrobić to samo. Dzięki temu powinniście wkręcić się w klimat i poczuć, że nie jest to kolejny zwykły filmik, lecz naprawdę dobry thriller. Ocena, która widnieje poniżej jest moją osobistą, niekoniecznie musi być obiektywna. Co to znaczy? A to, że mi się podobał, a Tobie może wogóle nie przypasić. I co wtedy? A gówno mnie to obchodzi - mnie się podoba.

P.S. Muzyczka, która leci w tle z napisami (na samym końcu) rozwala.


OCENA: 9/10

LOV


|strona 16|