.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Matrix Reaktywacja|

Neo i SmithOstatnio prześladuje mnie pech w szczęściu. Z jednej strony udało mi się zdać wszystkie ważne sprawdziany na piątkę, z czego się bardzo cieszę, ale z drugiej przez kilka miesięcy nie mam ręki do wybierania dobrych filmów w kinach. Najpierw był przeżarty naiwnością Atak Klonów, a potem czekali mnie nudni i głupi Faceci w czerni. W dalszej kolejności też wyglądało za ciekawie. Co prawda przetrwałem jakoś "Zemstę" Wajdy, ale już z Johny Englishem były pewne problemy. No nic... Wystarczyłoby rzec, że tylko pech, pech i jeszcze raz pech. Tak się za nużyłem w moich dywagacjach, aż tu nagle czekała na mnie miła niespodzianka. "Przecież dziś 1. maj"- rzekłem ładnych kilkanaście dni temu. A co takiego ważnego zwiastował piąty miesiąc w roku? To, że już niedługo będę mógł rozkoszować się premierą Matriksa! Oczywiście o ile przetrwam nawałnicę sprawdzianów, jaką zwiastuje koniec szkolnego roku. ;) I tak 23. maja we Wrocławskim kinie Helios siedziałem wśród mych dwóch kinomaniaków-kolegów oglądając najbardziej wyczekiwany film roku.

Matriks stał się legendą. To pewne jak nieprzewidywalne przemówienia Andrzeja Leppera. Efekty specjalne w kinie zostały zrewolucjonizowane. Natomiast widzowie zwariowali pod wpływem kapitalnego wątku fabularnego. Ludzie zaczęli masowo nosić czarne okulary, a'la Matriks. Powstało wiele fan klubów, które naśladowały swoich idoli z filmu. Wydano płytę DVD i nakręcono film animowany. Kultura przesiąknęła Matriksem, a to mogło znaczyć tylko jedno- sequel. Czyli ciąg dalszy przygód Neo i spółki.

A wszystko zaczęło się tak. Najpierw był człowiek, który stworzył maszynę na swoje podobieństwo. Potem była maszyna, która stworzyła Matriks. A Matriks, czyli inteligenty program, zaczął rządzić umysłami wszystkich ludzi podbitych przez maszyny. Oto co się stało w ostatnim stuleciu. Wiem, że brzmi to bez sensu, ale musicie to jakoś zrozumieć. ;) Zwłaszcza jeśli macie zamiar wybrać się na drugą cześć, która jest znacznie bardziej skomplikowana. Na dodatek autorzy scenariusza, bracia Wachowscy, nie próbują nas poprowadzić za rączkę, jak to było w przypadku poprzedniego filmu. Musimy sami poukładać sobie "co", "jak" i "kiedy". Niestety nie mamy na to czasu, bo fabuła gna jak szalona, nie pozwalając nam skupić się na rzeczach istotnych. Niestety "Reaktywacja" jest nie tylko trudna do zrozumienia, ale także wymaga od widza znajomości podstaw informatyki. Trzeba również powiedzieć, że bez oglądnięcia poprzedniego epizodu, nie masz szans na skapowanie, o co chodzi w filmie. Jak widać, Matriks to widowisko tylko dla wybranych.

Efekty i efekty... gdzie ich nie ma? Dziś już każdy film ma w sobie jakąś komputerową sekwencję. Jednym one służą, lecz innym przeszkadzają. Takim złym przykładem wykorzystywania efektów specjalnych jest dla mnie Atak klonów i Mroczne widmo. Wszędzie pełno niepotrzebnych "fajerwerków" itp., które niszczyły cały spektakl. Oczywiście efekty same w sobie nie są w cale złe. Tylko, że zbytnie przesilenie efektów sprawia, iż przestają być... efektowne. Jednak nie ma to jak umiejętny reżyser, który potrafi wyczuć chwilę kiedy i jak użyć takich "fajerwerków". Po pierwszym Matriksie wydawałoby się, że bracia Wachowscy doszli w tym do perfekcji. Umieli połączyć ciekawą fabułę z zapierającymi dech w piersiach sekwencjami walki kung-fu i pościgów. W "Reaktywacji" coś nie wypaliło. Efekty specjalne nie rzucają już na kolana, a nawet mógłbym powiedzieć, że są słabe i nieciekawe. Z pewnością to cios dla fanów Matriksa, chociaż to co pokazuje film powinno ich w jakimś stopniu zadowolić.

Wachowscy obiecali nam godnego następcę genialnego filmu. Nie wiem jak inni, ale mi wystarczyłby Matriks równie dobry jak poprzedni, bo przecież trudno przebić samego siebie. Zazwyczaj druga próba okazuje się gorsza. Tak jest z nową częścią, która moim zdaniem jest znacznie słabsza od swojej poprzedniczki. Niestety Wachowscy zamiast zaciekawiać, skutecznie miotają widzem. Raz tu, raz tam- i już nikt nie wie, o co chodzi. Fabuła zdaje się być zrozumiała tylko dla samych autorów. Jak już wspomniałem efekty specjalne są znacznie gorsze, niż się spodziewaliśmy. Matriks miał być filmem z głębią, ale narracja prowadzona w sposób chaotyczny, ją rozmywa. Do tego przyczynili się głównie Wachowscy, zbyt nachalnie tłumacząc tajemnice nurtujące nas w poprzedniej części. Nie doszukujemy się już w Neo zbawiciela, lecz normalnego człowieka. Nie widzimy w Matriksie paradoksu konfliktu między ludźmi i maszynami, a jedynie wojnę na śmierć i życie. Wszystko choć bardziej skomplikowane, straciło swój niepowtarzalny smak. Matriks nie odżył na nowo. On umarł w dniu premiery Reaktywacji.

Ti-mon


|strona 13|