|
|Matrix Reaktywacja|
W końcu, po kilku latach oczekiwania, nadeszła kontynuacja kultowego (dla mnie i nie tylko ;) filmu "Matrix". Jako że nie mogłem odebrać tego filmu w miarę obiektywnie, więc pokrótce opiszę, jakie emocje towarzyszyły mi przed projekcją; przede wszystkim, karmiony przekazami z Cannes, wyniosłem przekonanie, że film ten to będzie właściwie zwykłe kino akcji z niespotykanymi efektami specjalnymi, i nic więcej. Dlaczego? Bo, po pierwsze, doniesienia dziennikarzy mówiły o "braku atmosfery tajemniczości" i że "film przypomina właściwie grę komputerową, tylko dżojstika brakuje" (dosłowny cytat z Informacji 15.05.03.) a po drugie sam się nie spodziewałem, że fabuła drugiego Matrixa może mnie w jakiś sposób zaskoczyć. Ale po kolei.
W piątek, 23.05.03., o godzinie osiemnastej (jedyna premiera o północy, na którą się jeszcze wybiorę, to "Powrót króla" - po przeżyciach z pijanymi matołami na "Dwóch Wieżach" nie mam zamiaru się więcje denerwować ;) sala kina była pełna, do czego nie jestem w sumie przyzwyczajony (np. na "Star Trek Nemesis" stanowiłem 1/3 publiki :) Ale spoko. Oczekuję na początku filmu spadających zielonych literek i tak jest w istocie. Zaczął się film.
Przek ok. pierwsze pół godziny ja, jako fan pierwszego Matrixa, czułem się cokolwiek zagubiony. Jest tak jakoś... dziwnie. Owszem, jest walka z agentami, ukazane krótkie momenty poczynań agenta Smitha (wybaczcie, że nie piszę jakie, ale nie chcę zdradzać fabuły filmu - podpisałem lojalkę ;), ale potem... jest Zion. Mityczne miasto, zmitologizowane w pierwszej części, tu okazane jest jako w miarę normaly ośrodek ludzkości - jest kultura, futurystyczne ubrania (długie, zwiewne szaty), wielki mech z dwoma gatlingami... Jest też kaplica (wielka jaskinia, w której są i nabożeństwa, i balangi). Słowem, po ascetycznych wnętrzach "Nabuchodonozora" (poduszkowca Morfeusza) i skakaniem po wieżowcach w "jedynce", taki rozmach zadziwia; wychowani na poprzedniej części filmu mogą poczuć się zagubieni. Ale potem Neo rozmawia z członkiem rady starszych na temat maszyn i ich przeznaczenia... bardzo dobry dialog. Ale w jakiś czas potem Neo spotyka w Matrixie Wyrocznię i już możemy czuć się jak w domu - a przy okazji dowiadujemy się kilku nowych rzeczy; wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło, że z pozoru doskonale znany film krył w sobie jeszcze tajemnice (i po zakończeniu Reaktywacji jest ich jeszcze więcej, zaręczam ;). I tu ciekawe spostrzeżenie - podczas dialogów na widowni była absolutna cisza - to jest wielki atut tego filmu :). Dialogi są fantastycznie (jak na film hollywoodzki) zrobione - wymagają myślenia, niczym w dobrej książce. Naprawdę, oprócz fantastycznych scen walki (o tym za chwilę) pamięta się też dialogi (z Wyrocznią, ze Smithem, z Merowingiem, z Architektem)!!! Może właśnie "stopień trudności" dialogów i komplikująca się fabuła (zwłaszcza na końcu) była powodem krytycznych ocen filmu na niektórych forach dyskusyjnych ;).
Ale nawet jak ktoś nie nadążył za fabułą (więc zarzuty co do słabej fabuły po połowie filmu wyrzuciłem do kosza - albo ktoś nie zrozumiał filmu, nie oglądał, albo jest krytykiem filmowym opłacanym przez konkurencyjną wytwórnię ;)), to zawsze zostają efekty specjalne. Też tu są. Wprawdzie nie są moim zdaniem aż tak rewolucyjne jak w pierwszej części, ale i tak zrywają kask. Przede wszystkim WALKA ZE 100 AGENTAMI SMITHAMI NARAZ!!! To jest bezwzględnie genialna scena. Najpierw (oczywiście po rozmowie) Neo bije się z dziesięcioma naraz. Kiedy jeden z agentów ląduje na ścianie, podnosi się, mówi: "more!" i z drzwi wypada ich 50! A potem jeszcze więcej! To jest w zasadzie nie do opisania; człowiek widzi, że są identyczni i podświadomie czuje, że to jest nieprawdziwe, ale oni ruszają się niezależnie od reszty i są tak dynamiczni, że oczy każą mózgowi uwierzyć w to, co jest na ekranie. Niesamowite. Inną fantastyczną sceną jest finał pościgu na słynnej już autostradzie, ale ponieważ do tej pory nie było go na żadnym zwiastunie, więc może też nie będę zdradzał, co się dzieje (...a może jednak - zderzają się dwa tiry ;)).
Było trochę o fabule, dużo o efektach, to może o muzyce - też bardzo dobra, dynamiczna. Pulsujące techno i trance odgrywają dużą rolę w scenie pościgu i, ehem, balandze w Zionie (dlatego film dostał kategorię "Restricted" ;). Kiedy Bliźniacy (a'propos - bardzo fajne postacie :) gonią za uciekającą Trinity i Morfeuszem, pulsujące miarowo beaty wręcz przykuwają do ekranu.
Jeszcze o fabule - trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie jest najłatwiejsza do zrozumienia. Kiedy Neo rozmawia z Architektem, trzeba naprawdę uruchomić szare komórki (nie, nie marki Motorola czy też Nokia ;)! Do tej pory nie jestem pewien, czy wszystko dobrze zrozumiałem ;) Wydarzenia mające miejsce na końcu filmu też jeszcze bardziej gmatwają sprawę - ale tym bardziej zachęcają do obejrzenia ostatniej części trylogii w listopadzie; na szczęście film nie kończy się w kulminacyjnym punkcie, chociaż i tak jest to taki moment w którym chcielibyśmy, aby film się jeszcze nie kończył ;). Bez obaw - do listopada niedaleko (ale pocieszenie :)
Podsumowując - fabuła filmu jest niesamowita. Zahacza o psylogię, futurologię, socjotechniki... No i fani Matrixa - czeka was wszystkich nie lada zaskoczenie na końcu "Reaktywacji"! Efekty filmu, a zwłaszcza sceny walk, osiągają wyższy poziom ewolucji. A wspomniana walka z agentami Smithami jest rewelacyjna, a może i nawet rewolucyjna (zależy, czy ktoś będzie w stanie to skopiować ;) Muzyka - cudownie komponuje się ze scenami oglądanymi na ekranie. Całość tworzy nam niezwykle rzadko spotykaną mieszankę - film ambitny, aspirujący pod wględem fabuły do rangi dzieła sztuki, poparty efekciarskimi walkami, zrealizowanymi w sposób perfekcyjny. Wydali na ten film 300 mln $?
Opłacało się.
Mariusz Saint
|