![]() |
|||||||||||||
|
Droga redakcjo! Wielu autorów w swoich opowiadaniach pisze bardzo wiele o swoim życiu. Czytają to wszyscy, coraz bardziej zagłębiamy się w ich życie prywatne, a o redaktorach nie wiemy nic. Sugeruje, żeby osoby które tworzą AM (mam na myśli redaktorów) napisały historie swego życia. Z poważaniem wierny czytelnik Tomek Zajc Co prawda zawsze powtarzałem, że nie chcę w AM kultu jednostki, ale... Z drugiej strony - masz rację. Od następnego numeru będę pisał swoją hagiografię. ;-) Mówisz, że można do Ciebie przysyłać propozycje dot. kącików (jeśli znajdzie się taki frajer, który będzie chciał to potem prowadzić przez wiele miesięcy w stresie i nerwach :). Zgodziłbyś się, gdyby zaproponowano Ci kącik tematyczny do AM... ekhm... dla mniejszości seksualnych? Załóżmy, iż przezntowałby on wysoki poziom wykonania. Czy nie wzbudziłby on zgorszenia wśród HeteroCzytelników? Co myślisz o czymś takim?
Żegnam Hmm... To zależy od tego, co by miało być w tych kącikach. Stoi i płacze Postanowiłem nieco się rozpisać na temat nieco tajemniczego arta "Stoi i Płacze" oraz jego kontynuacji pt. "JA". To jest chore, to nie jest smutny art ale kontrowersyjny i działający na psychikę. Przysięgam Ci, że żałuję, że wogóle go przeczytałem. Z całego serca współczuje jego autorowi bo po przeczytaniu, zwłaszcza tego drugiego, arta przeszedł mnie dreszcz zmartwienia - gdyby to przydarzyło się mnie! Nawet wole o tym nie myśleć bo za nic bym tego nie przeżył, wolałbym od razu skrócić sobie życie (...) Miałem w życiu pewne już doświadczenie. Jakiś czas temu mój najlepszy przyjaciel popełnił samobójstwo, tylko dzięki jednej osobie jestem tu teraz, uświadomiła mi coś bardzo ważnego i tylko dzięki niej nie poszedłem w ślad mojego kumpla, którego znałem prawie od urodzenia. Postanowiłem żyć dalej jednak z początku było to nic nie warte, usłane drogą cierpienia, życie. A wracając do artów... mam w tym temacie własne zdanie. Autor przeżył coś najokropniejszego na świecie i postanowił wyrzucić to z siebie pisząc owe arty. Wysłał je do Action Maga po to abyś je Qn'iku opublikował. Gdybym jednak to ja był na jego miejscu nie ucieszyłbym się gdyby poświęcono mojej osobie cały wstępniak AM. Nie wiem czy o to chodziło autorowi (nie sądze), ale takie wywyższenie w stylu: to najlepszy tekściaż w całej historii AM itp. uważam za co najmniej nie na miejscu. Wydaje mi się Qn'iku, że zrobiłeś to tylko z litości co niechybnie trafiło do większego grona odbiorców czyniąc z artów jak i samego autora postać komercyjną. Zastanów się czy on by tego chciał. Słowo "komercja" stało się widać bardzo modne - ale używajmy go z sensem, dobrze? To tak na marginesie. Co zaś się tyczy "reklamowania" tego tekstu we wstępniaku - długo się nad tym zastanawiałem, ale stwierdziłem, że nie chcę, by przeszedł on bez większego echa - bo był, poza tym, że wspaniale napisany, po prostu ważny. Tak dla autora, jak i dla AM. A całe pisanie, że tekst jest autorstwa jednego z najlepszych tekściarzy z AM nie było w żadnej mierze spowodowane litością - to była (i jest) prawda.
Falka do BrightWitch Pisze do Ciebie, bo nie mam adresu do BrightWitch (nie bylo w zadnym z tekstow), a chcialabym jej podziekowac. Za, w pewnym sensie, nawrocenie i otwarcie oczu. Chodzi oczywiscie o jej teksty odnosnie feminizmu. W ktoryms z nich, nie pamietam tytulu -_-', napisala, ze wiekszosc kobiet boi sie przyznac do bycia feministkami, ze jak juz zaczynaja mowic na ten temat, to rozpoczynaja od slow "nie jestem feministka, ale...". Tez tak robilam :) Ale czas przeszly jest jak najbardziej na miejscu. Nie musze sie wstydzic swoich pogladow. Poza tym podbudowala mnie stwierdzeniem, ze nie umie gotowac - przynajmniej nie czuje sie juz jak jakis ewenement ;) Bede bardzo wdzieczna, jak jej to przekazesz :) Pozdrowionka & papatki Seria pytań Przeczytałem i wpadłem po uszy Pismo dla każdego, pismo, gdzie każdy może się wypowiedzieć.Pismo, które można czytać niezależnie od nastroju. Gdy chcę się pośmiać, mogę poszukać tekstów - rozweselaczy. Nad innym tekstem mogę się zamyślić, podumać. Z jeszcze innym mogę (w myślach) polemizować. Czytając, mogę się dowiedzieć czegoś nowego. Przez ten rok zdążyłem - dzięki uprzejmości kolegów - uzupełnić kolekcję płytek z magiem o prawie wszystkie numery (biedacy! Nie wiedzą, co stracili, oddając mi te płyty). Resztę jakiś czas temu ściągnąłem z Waszych stron. Odważyłem się też coś napisać i wysłać. Dostałem nawet odpowiedź z pytaniem, jak wysoko podskoczę na wiadomość, że tekst "pójdzie" w następnym numerze (czy wysoko podskoczyłem? Na szczęście sufit mnie ograniczył, bo do tej pory pewnie bym jeszcze swobodnie orbitował dookoła globu).
Jako, że ciekawość ludzka nie zna granic, nasunęło mi się kilka pytań,
które - być może - zainteresują i innych czytelników. A oto one: 200 - 300? Zależy od pory roku - jak zbliża się sesja/koniec roku, jest ich odczuwalnie mniej. :) 2) A ile listów (maili)? Niewiele - to mnie nieco dziwi. Znaczie więcej osób pisze teksty do AM, niż listy do AM. Ale i tak ze 100 miesięcznie się znajdzie. 3) Jeśli tekst ma zostać zamieszczony w AM, to czy wysyłający dostaje o tym powiadomienie? Jeśli ów tekst biorę "w obroty" ja - to tak. Jeśli Eddie, to... różnie z tym bywa. Ale to już jego ścigajcie. :) 4) Czy niezamieszczając czyjegoś artykułu, powiadamiacie go o przyczynach (wiem, to jest w "regulaminie - teksty", ale gdy tysiąc ludzi przyśle Wam swoje próbki literackie, to kto by miał czas odpisywać każdemu: "sory, kolego (koleżanko), ale nic z tego, bo...). To zależy - zwykle jednak nie mam czasu na wnikliwą analizę. Najczęściej jednak staram się napisać coś więcej niż tylko "sorry, nie przechodzi selekcji". To ostatnie pytanie interesuje mnie, bo jestem "wielkim znawcą internetu" (proszę zwrócić uwagę na to, że piszę to w cudzysłowie) i nigdy nie jestem pewien, czy wysyłając pocztę, czegoś nie schrzaniłem i czy moja poczta dotarła na miejsce. Takich jak Ty są dziesiątki - przez co czasem te same teksty dostaje po kilka razy. :) Ludzie, Internet to nie Poczta Polska - tu prawie wszystko dochodzi szybko i bez problemu. :) Czytając ostatnie "Action Redaction" trafiłem na list niejakiego Fido bezczelnego, który apelował o więcej humoru w tekstach. Przypomniałem sobie tekst, który "popełniłem" kiedyś, a który zalegał w czeluściach mojego dysku. Wyciągnąłem go na światło dzienne, odkurzyłem, oprawiłem w tło i pozwoliłem sobie do Was wysłać (czy dotrze? Nie wiem). Dobrze - mnie się on bardzo podoba. :) Szukajcie go w "tekstach". Z poważaniem - pan_T.A.Rej Poniższy list zamieszczam bez żadnych swoich komentarzy. Przeczytajcie i sami oceńcie, co ja mam z tym człowiekiem zrobić... Szanowny Panie Piszę do Pana, gdyż sprawa, jaką chciałbym poruszyć, dotyczy nie tylko mojej osoby, ale także Pańskiego pisma. Chciałbym także nadmienić, iż sprawa, jaka chciałbym wyjaśnić, należy do grona " śmierdzących " . Niedawno, podczas poszukiwania materiałów do pracy, natknąłem się na pewien ciekawy, jednak jak się okazało w chwile później, materiał bardzo drażliwy i brzemienny w skutkach. Praca, jaka pisałem, była pewnym zagadnieniem, do użytku własnego. Nie miało to nic wspólnego z moimi tekstami, które to wysyłam do Pańskiego magazynu. Tekstem tym, był, zamieszczony w tygodniku " Wprost " tekst, pt. " Hitler Jungend " . Jest to ten sam tekst, który wysłałem do Pańskiego magazynu, bodajże jako pierwszy. Zareagowałem dosyć dziwnie, bo dosyć dziwnym śmiechem. Śmiech ten był nie na miejscu, ale to była moja pierwsza reakcja. Później przyszło zastanowienie, co z tym fantem zrobić. Wiedziałem doskonale, iż fakt ten trzeba jak najszybciej zgłosić. Trzeba było, jak najszybciej zawiadomić Pana, jak również redakcje tygodnika " Wprost " . Przeszło tydzień czasu zajęło mi, bicie się z myślami, i zastanawianie się, co dalej. Czy jak nic nie powiem, to czy to będzie w porządku ? Czy może trwać dalej, w bzdurnym przekonaniu, iż nic nie miało miejsca, a jeśli sprawa wyjdzie na jaw, to wtedy się coś pomyśli ? Przyznać musze, iż głowę miałem pełną takich i innych stwierdzeń. Sam nie wiem, dlaczego od razu nie powiadomiłem Pana o tej sytuacji. Gwoli ścisłości. Tekst ten nie był mój. Formalnie rzecz ujmując. Przed tym całym wydarzeniem, jakim było wysłanie tego właśnie tekstu, przeczytałem po raz pierwszy Action Maga. Już wtedy pojawiła się w mojej głowie myśl, ze i ja mógłbym napisać coś do Action Maga. Okazja pojawiła się później, kiedy to spotkałem na ircu pewna osobę. Początkowo, bardzo nieufny wobec niej, stopniowo nasza znajomość przerodziła się w cos większego. Podczas jednego z naszych spotkań, przypadkowo napomknąłem, iż szukam pomysłu, na ciekawy tekst. Osoba ta, nie będę jej wymieniał, już z nią jednak nie utrzymuję od dłuższego czasu stosunków, zaproponowała mi, iż cos mi prześle. Był to właśnie ten nieszczęsny tekst. Przyznaje się do błędu. Nie poinformowałem Pana, ani tym bardziej czytelników, iż teks ten nie był mój, tylko właśnie tejże osoby. A jak się później okazało, nie był także jej. Doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż konsekwencje tego - byłego - postępowania, są dosyć znaczne. Żeby nie rzec, okropne. Staram się zrozumieć tamta osobę. Staram się poznać jej motywy postępowania. Nic jednak, nie może mi przyjść, sensownego do głowy. Właściwie, to w głowie mam istny mętlik. Fakt, iż zostało ujawnione to oszustwo, ten plagiat, stawia mnie w bardzo trudnej sytuacji. Bardziej jednak niż moja sytuacja, martwi mnie moje zachowanie. Zachowanie, przez które zostało wystawione na szwank, dobre imię Pańskiego Action Maga. A także reszty osób, które ten e-zin tworzą. Nie poczuwam się zupełnie zrehabilitowany. Nic takiego nie ma miejsca. Moja postawa jest jednoznaczna. Przyznaje się do błędu, jaki popełniłem. Przyznaje, iż postąpiłem niesłusznie, zamieszczając nie swój tekst. Na domiar złego, nie informując czytelników o fakcie, iż nie jest to mój tekst. Postawa moja jest niegodna, i w całej rozciągłości postępowania, skazana na - zasłużoną - krytykę, jak również brak poszanowania dla mnie. Przyznaję, iż jestem plagiatorem. Nieświadomym, choć to nic nie zmienia. Fakt jest dokonany. Nic nie może usprawiedliwiać mojego czynu. Wystawiłem, na poważne konsekwencje moralne, a także prawne, Pański miesięcznik internetowy. Obecnie, jestem w trakcie pisania listu do redakcji tygodnika " Wprost " . List ten, będzie utrzymany w podobnym tonie, co do Pana. Nic, jak już mówiłem, nie może usprawiedliwiać mojego postępowania. Ze swojej strony, wstrzymuję wysyłanie tekstów do Action Maga. Wstrzymanie to, będzie miało miejsce do czasu unormowania się sytuacji. Tak ze strony tygodnika, jak i Pańskiej. Proszę jednocześnie, jeśli w tej sytuacji mogę o cokolwiek prosić, aby moja osobę umieścić w dziale " Wielka Księga Lamerów " . Czynie to z pełną odpowiedzialnością. To wszystko. Jakkolwiek, jeśli o czymś zapomniałem, postaram się to dosłać. Pragnę także Pana poinformować, iż reszta tekstów, które Pan zamieścił w Action Magu, lub nie, SĄ JUŻ TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJEGO AUTORSTWA. Poza tekstami, które wysyłałem do działu poświęconego filmowi. Nie wiem, czy zostały zamieszczone. Miała w nich miejsce rozmowa z moimi znajomymi, którzy jednak wyrazili zgodę na przedruk ich wypowiedzi. Naturalnie, przed wysłaniem tych tekstów, osoby te czytały je, i wprowadzały ewentualne poprawki. Z wyrazami szacunku Mateusz Petryszyn Sentymentalna nuta...
Witam. Pozdrawiam, elpresidente Wiem, że sobie na tyle miłych słów nie zasłużyłem - niemniej jednak - niezwykle miło je przeczytać. Wielkie dzięki - bardzo się cieszę, że są z AM jeszcze czytelnicy, którzy pamiętają tak zamierzchłe czasy, jak te, w których pisał do AM Łukasz...
Na koniec - zmiana nastroju. Niejakiemu M_Bodzio się najwyraźniej nudziło i sporządził mały wykres - ile było tekstów w poszczególnych numerach AM. Proszę, oto wykres: NUMER - ILOŚĆ TEKSTÓW
Imponujące, nieprawdaż? :)
Qn`ik
|
||||||||||||