Ślepcy

Ślepcy. Błądzący po ulicach. Po omacku. Przepychający się łokciami pośród takich samych jak oni. Odwracający głowy z mętnymi oczyma w stronę ciepła słonecznych promieni. Kręcący szyjami w poszukiwaniu piękna. Ślepi na cuda. Cudów szukający. Cudotwórcy. I Bóg powiedział: Niech stanie się Światłość! Ręka przycisnęła kontakt i zapaliła się żarówka - ot tak bez żadnej mistyki i tajemniczości. Cud obdarty ze swojej wyjątkowości i niepowtarzalności. Spowszedniał. Niewidomi. Spuszczający wzrok. Bez przewodnika, idący jeden za drugim. Gdzie marzenia nie są popularne. Kamień filozoficzny tak bliski odkrycia. Ołów się w złoto przemienia. Drogie czasy. Wyjątkowość przejada się i codziennością się staje. Oklepane slogany awansują do rangi sztuki.

Głuchoniemi. Zasłuchani we własne problemy i słowa. Rozkochani we własnych zniekształconych absurdalnych wypowiedziach. Wysłuchujący nowin, na dobrą nowinę oczekujący. Wiadomości przyjmujący z dystansem. Zdystansowani. Dystyngowani. Artyści. Muzyka nigdy tak nie kaleczyła uszu. Twórcy - niszczyciele. Nieczuli na skargi i zawodzenie wiatru, na cykady świerszczy, na nocne wycie wilka. Echo nie odbija się w ich uszach. Kowadełko nie bije w bębenek. Cisza... przed burzą???

Cynicy. "Prawda nie istnieje. Sam to udowodniłem. Co, nie zgadza się? Zapłacimy mu, to się ryj uśmiechnie!" Nie wierze w nic. Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Ludzie... są dobrzy do czasu gdy są mi przydatni potem gdy ich nie potrzebuję najlepiej niech zejdą mi z pola widzenia. "Trzeba opluć, zgnoić zgnieść."

Głupcy. Bez przyszłości. Bez rozumu. Śmiejący się z byle czego. Sami będący powodem do śmiechu - płaczu. Pełni sprzeczności. Będący jak wykrzyknik. Rozwrzeszczani. Wołający o pomstę do nieba. Nieba... Głupcy - wierzą w nie. Głupcy?
Biurokraci. Kompetentni. Pracowici. Oddani. Zawodowcy. - niepotrzebne skreślić.

Wędrowcy. Myślący, że droga jest im znana. Zaprawieni w błądzeniu. Zmierzający po okręgach do punktu wyjścia. Tracący szlak na prostym trakcie. Wytrwali. Mężni, nie poddający się. Zapominalscy. Dokąd idą?
- Przepraszam pana, gdzież jest punkt docelowy tejże wędrówki??
- Ja... n i e w i e m... Idę za nim. Zapytaj go.
- Dokąd zmierzasz???
- Ja za nim idę - pokazuje ręką mężczyznę sunącego przed nim w kolejce, w pociągu ku zatraceniu, w chocholim tańcu.

Quo Vadis?



Wybiła godzina druga. Syreny dały znak do zakończenia dniówki. Robotnicy z miejscowej fabryki tłumnie ruszyli ku szatni. Tam zaczęli się przebierać a następnie przez bramę opuszczali swoje miejsce pracy. Na ulicach panował tłok. Samochody stały w korkach. W radiu właśnie spiker podawał najnowsze wiadomości z zagranicy. Chodnikiem szli Wędrowcy potrącani przez Ślepców. Starym maluchem wolno przejeżdżał Głuchniemy. Na kilkanaście metrów było słychać "muzykę" wydobywającą się z "kaszlaka". Oba okna otwarte, spojler z tyłu i przodu, na tylniej szybie napis Adidas. Rozwiercony tłumik wydechu, miarowy turkot silnika. Sklepy świeciły pustkami. Ludzie udawali się na obiad do swoich miejsc zamieszkania zwanych niegdyś domami. Dom. Może raczej Doom? Miejsce do spania, jedzenia, zaspokajania potrzeb fizjologicznych i zwierzęcych popędów. Brak ogniska dającego ciepło, poczucie bezpieczeństwa.

W nowej erze plastiku i krzemu, maszyn wielkości główki od przeżytej już główki od zapałki. W tym czasie żyć im przychodzi. Nie mają wyboru, my też nie mieliśmy. Ideały zamierzchłych epok odeszły w mrok zapomnienia. Nie ma o co walczyć. Nie ma za co życia oddawać. Ołtarz został rozebrany i wywieziony na strych. Stoi tam zakurzony i spróchniały. Gdy wszystko co miało zostać odkryte, odkryte zostało, gdy wszystko co było niepoukładane, nieuporządkowane, niesklasyfikowane ( niepotrzebne skreślić ) zostało już ustawione w odpowiednim miejscu. O co walczyć? Za symbole tej epoki? Butelkę po oranżadzie, spalony układ elektroniczny?
Po tej wielkiej metropolii przewijały się teraz, jak w ukropie, miliony ludzkich dusz. Każda mająca jakiś cel w swoim codziennym ruchu jednostajnym przyspieszonym. Nabierało to wszystko tempa, lecz tak jak za słabo naciągnięty pasek klinowy, dreptało w miejscu...
- Ty patrz.... Nie podoba mi się ten koleś. Choć zróbmy z nim porządek. - wyseplenił Głuchoniemy.
- Dobra, przynajmniej trochę rozrywki będzie!!!

Krótka chwila. Człowiek w kałuży krwi dusi się własną posoką. Wyciąga dłoń pozbawioną kilku paznokci w stronę przechodniów. "Pomóżcie" Krzyczy. Głusi go nie słyszą, bo jego wypowiedz dla nich nie jest wygodna, przeszkadza im w wydumanych rozmyślaniach. Zaschnięta krew pod nosem, poobijana twarz, poszarpane ubranie. Strzaskany nos. Obraz męki. Parujący oddech na mrozie. Czerwone plamy na białym puchu. Ślepcy ich nie widzą swoimi wypłowiałymi oczyma. Spuszczają głowy, udają, że są zajęci rozmową. Mrużą powieki. Przyspieszają kroku.

Umarł. Jak to łatwo napisać... Odebrać mu życie. Dopiero co przed chwilą do życia został powołany a już mu je zabrano. Nie cieszył się zbytnio długo swoim bytem. Jaki był? Może Głuchoniemy, Ślepy. Cynikiem był? Wędrowcem? Głupcem? To znaczenia już nie ma. Czyż to istotne jest? Może w Tobie współczucie wzbudził. Może. To zawsze tak wygląda. On mógł był zrobić to samo co mu zrobili. Co byłoby gdyby był jednym z nich? Gdyby widział podobną scenę użyłby swoich nóg by się szybciej oddalić. A Ty Cyniku, Ślepcze, Wędrowcze, Głupcze? Twoje zwłoki na zimnym chodniku tez wzbudzałyby w niektórych żal. Tylko żal.
Zapytasz gdzie sprawiedliwość... Ja jako Cynik i Głupiec odpowiem: Sprawiedliwość ... jest ... Ślepa!!! Na dodatek w ręce dzierży miecz...



Grey Wolf vel Royal Gryffin