O pisaniu
czyli męki twórcze Tawananny
Mam wolną godzinę. Siedzę sobie przy komputerze w szkole, jedyną rzeczą, jaka działa tu bez większych problemów jest Wordpad (i kilka
minigierek, ale to zupełnie inna historia...). Może napiszę artykuł? Taaak, o czym by tu napisać... Przydałby się jakiś tekst do AMTV,
oglądałam wczoraj niezły film, więc może jakaś recenzja? Albo artykuł do "Strefy", miałam taki świetny pomysł... (ten samokrytycyzm :))
Siedzę tak, spoglądam na monitor, natchnienia jak nie ma, tak nie ma. Jak to właściwie jest z tym pisaniem?
Zastanawialiście się kiedyś, jak powstają Wasze artykuły? U mnie zazwyczaj odbywa się to na zasadzie chwili, błysku. Idę sobie na spacer,
jem obiad czy czytam książkę i nagle przychodzą mi do głowy myśli, które układają się w zdania. Włączam wtedy komputer i... po prostu piszę.
Czuję, że muszę to zanotować teraz, tu, natychmiast, bo inaczej wszystkie zdania ulecą. Tak powstaje większość moich artykułów. O, na
przykład teraz, siedzę przed monitorem i moja wena ;) jakby się obudziła, bo zapamiętale stukam w klawisze tylko z rzadka robiąc kilka sekund
przerwy.
Tak, kolej chyba na następny akapit. Myśl się urwała. Uleciała. Czekam chyba na kolejną...
Mówiłam, że kiedy coś przychodzi mi do głowy, chciałabym to od razu gdzieś uwiecznić? Tak było kilka tygodni temu. Godzina... hmm, godzina?
Była chyba czwarta nad ranem. Uporałam się z nauką (nie, ja nie uczę się tak dużo, ja tylko tak późno zabieram się do pracy ;)), zgasiłam
światło (dziwna rzecz, ale w pokoju wcale już nie było ciemno...) i weszłam pod kołdrę. Leżałam tak przez chwilę, snując refleksje. Nagle
zaczęły układać się w zdania. Musiałam, po prostu musiałam wstać, zapalić światło, włączyć komputer i od razu je zapisać.
Komputer... Pewnie zastanawiacie się, czy nie byłoby wtedy łatwiej wziąć z biurka długopis i kartkę (oczywiście wcześniej trzeba byłoby je
znaleźć, bo w okolicach biurka w moim pokoju rzadko kiedy panuje idealny porządek). Muszę przyznać szczerze, że rzadko piszę teksty ręcznie.
Ostatnio zdarzyło mi się to tylko raz (pomińmy fakt, że trwała akurat lekcja... zaraz, jaka to była lekcja...). Fakt godny odnotowania,
skoro komputer mam dopiero od trzech lat, z czego połowa to był okres pisania jednym, w porywach dwoma palcami. Zabawne, jak łatwo
człowiek potrafi się uzależnić od małej maszynki stojącej na biurku. Muszę poczuć pod palcami (zwróćcie uwagę na liczbę mnogą ;)) klawiaturę
(ta w szkole jest akurat koszmarnie rozklekotana i każde uderzenie wiąże się z hałasem, ale... czego nie robi się dla czytelnika ;)), żeby
te ułożone w zdania myśli dało się oswoić, ugładzić i przelać do otwartego okna Wordpada.
Natchnienie. Gdzieś chyba uciekło. Spoglądam na ten monitor i zastanawiam się, co teraz napisać. Mieliście kiedyś to uczucie? Wszystko
wydawało się łatwe, wydawało Ci się, że masz w głowie cały artykuł, aż tu nagle jedna chwila, jeden moment, jedna sekunda i nie ma, po
prostu nie ma, a Ty wgapiasz się w monitor nie wiedząc, co dalej począć.
Może czas po prostu kończyć artykuł? Może nawet ktoś go przeczyta?
P.S. A potem przyjdę do domu, uruchomię artykuł z dyskietki i dojdę do wniosku, że napisałam kompletne bzdury. Tak też się zdarza. Podobno ;).
Tawananna
tawananna@pf.pl
www.amtv.prv.pl
|