NOC

BrightWitch


Może przekornie nie chcę tego powiedzieć. Może po prostu tego nie wiem, bo skąd mam, u licha, wiedzieć? W szkole tego nie uczą. W domu o tym nie mówią. W kościele... o, w kościele to jedno wielkie tabu.

Może nie mam ochoty lizać potem ranek, nie jestem zwierzątkiem. A nawet gdybym była, to wszak udomowionym, bardziej cywilizowanym, nie wdającym się w bezsensowne drapaniny.

Może są jakieś inne powody, ale co mnie to obchodzi? Wolę się pomartwić złamanym paznokciem, przynajmniej nie będzie boleć. Paznokieć rzecz nabyta, odrośnie.

Może, wszystko tak bardzo może... Ale o czymś trzeba myśleć o trzeciej nad ranem...

Za ścianą miarowe oddechy i chrapanie. Za ścianą Morfeusz przechadza się po pokoju, pokazując w moim kierunku wyprostowany środkowy paluszek. Wcale mi nie zależy na tym, żeby robił mi łaskę. Niech spada, jeśli będę chciała spać wezmę prochy. Nikt nie jest niezastąpiony.

No i czemu ON uśmiecha się tak ironicznie, powtarzając moje słowa? Odbiło MU całkiem? Będziemy dalej udawać twardzieli? A proszę bardzo, mam w zanadrzu kilka złośliwych odzywek, cudownie bijących po twarzy, po ego, po tyłku... I znam kilka antymęskich dowcipów, a przecież na tle swojej męskości jest taki wrażliwy... Ciekawe, które z nas okaże się trwalsze, pomnikiem spiżowym, mocniej namazaną krechą?

Zegar tak wolno odmierza czas... Niech już będzie ósma, niech napiszę ten wstrętny sprawdzian, niech wreszcie skończy się ten dzień. Przeegzystować go, odwalić jak pracę domową na kolanie w szkolnej toalecie, byle jak, byle szybciej, byle... Niech już będzie starość, umieranie, spisany testament. Niech już będzie po wszystkim, niech skończy się świat...

Ale zegar tak wolno odmierza czas...

I znowu wędrują mi po głowie kosmate myśli. Pielgrzymka do źródeł niepokory. Nie rób mi tego teraz, ciało, uspokój się, nie chcę tak, to przecież piekło, kiedy jego nie ma obok... Daj mi w końcu odetchnąć, rączki mam zajęte... Czemu ty się tak łatwo podniecasz, ciało? Nie odpowiesz...

Może przekornie nie chcesz tego powiedzieć. A ja po prostu tego nie wiem, bo skąd mam, u licha, wiedzieć? W szkole tego nie uczą. W domu o tym nie mówią. W kościele... o, w kościele to jedno wielkie tabu.

Uczą tylko - i te słowa sączą się z każdej strony, wylewają się ze wszystkich modlitw, rozpraw naukowych i tym podobnych - że dziewczynki nie mają silnego popędu płciowego... Ale coś mi w tym twierdzeniu zgrzyta, nie umiem w nie uwierzyć i nie uwierzę, bo ty, ciało, przecież drżysz na samą myśl o rokoszy, o spełnieniu. Wszystko jedno jak, ty chcesz po prostu stać się uniesieniem, rozerwać gardło nabrzmiałe krzykiem, śmiać się wariacko, zanurzać się w miłość, uwielbienie siebie, być czymś więcej niż tylko naciagniętymi skórą kośćmi i wnętrznościami. Ty, ciało, chcesz rozkwitać purpurowo, to twój kolor, związany z tobą nieodłącznie. Ty, ciało, szukasz czasem mechanicznego odprężenia. Ty, ciało, jesteś dziewczynką...


...dnieje... trzeba będzie iść do łazienki, umyć się, przebrać, wymaszerować do szkoły... ale najchętniej położyłabym się spać...