MIASTO NOCĄ
Pewnej wiosennej nocy, gdy za oknami wiał dość silny wiatr a na traw-
nikach leżał jeszcze gdzieniegdzie śnieg, który zupełnie niespodziewa-
nie spadł w początkach kwietnia, tej właśnie nocy uznałem za stosowne
udać się na długi spacer po Rzeszowie.
Moja decyzja nie była nagła. Od jakiegoś czasu chciałem zrobić coś
podobnego, aby zobaczyć jak wygląda moje miasto nocą. Owszem, zdarzało
mi się już wcześniej wracać do domu dość późno ale albo byłem wtedy...
ekhm... w stanie który nie w pełni pozwalał na docenianie nocnej atmo-
sfery, albo też nie byłem sam jeden. Krótko po północy włożyłem swój
płaszcz, do przepastnych kieszeni wsadziłem tytoń i fajkę, po czym
wyszedłem z domu. Zdążyłem już przyzwyczaić zarówno siebie jak i rodzi-
ców do moich niekonwencjonalnych czasem zagrań, więc zbytnio się nie
zdziwili.
Nowym Jorkiem Rzeszów nie jest. Czasem śpi. I bardzo dobrze. Miasto
było ciche i spokojne, przynajmniej tam gdzie akurat szedłem. Nie spie-
szyłem się, kroki stawiałem powoli, kurząc sobie fajeczkę. Do samego
centrum spotkałem jednego amatora zbyt mocnych trunków i kilku poli-
cjantów. Dochodząc spojrzałem na hotel "Rzeszów" po lewej i "Forum"
po prawej. Nazwa tego drugiego jest trochę na wyrost, ale jednak.
Neony, światła, na ulicach w miarę czysto, w końcu stolica województwa.
Może do tego Nowego Jorku brakuje mniej niż się wydaje...
Główny deptak miasta. Ulica wyłożona kostką, po obu stronach budynki
z przełomu XIX i XX wieku, stylowe lampy. Kilka lat temu ktoś dopatrzył
się w Ulicy 3-go Maja podobieństwa do XIX-wiecznego dekadenckiego Ber-
lina. Rzeszywiście, w nocy ładnie wygląda. A do tego jak cicho, ledwie
kilka osób. Schroniłem się przed wiatrem przy wejściu do kina, ponownie
nabiłem fajkę, zegar na wieży kościoła wybił właśnie pierwszą... Wiatr
tu nie docierał, mogłem wypalić w spokoju. Miejsce okazało się idealne
do palenia, więc z rozkoszą wciągałem dym do gardła. Ktoś powiedział mi
kiedyś że w swoim płaszczu i czapie przypominam studenta z lat dwu-
dziestych. Ciekawe kogo przypominałem z fajką w zębach, w nocy, na
ciemnej ulicy sprawiającej wrażenie dekadenckiej? Pewnie miły był to
obrazek. Trzy kolumny podtrzymujące sufit nad wejściem do kina były
świadkami paru minut mojej specyficznej przyjemności.
Poszedłem dalej, na Aleję pod Kasztanami. Po obu stronach drzewa,
jeszcze bez liści, grube i poskręcane. Rząd lamp daje dość mdłe świat-
ło. Idealna sceneria do zanucenia "Fear of the dark" Iron Maiden. Co
też czynię. I am the man who walks alone... Nagle zrywa się mocniej-
szy wiatr, zimna fala uderza mnie w twarz... I sometimes feel a little
strange... Wracam aleją w drugą stronę... Fear of the dark, fear of
the dark... Zawsze chciałem to zaśpiewać na pustej ulicy w środku nocy.
Jeszcze raz jestem na głównym deptaku, dokładnie w połowie ulicy. Tym
razem supełnie sam. Nie mogę nie pójść na rynek ani ominąć kilku urok-
liwych uliczek, które późną nocą wydają się jeszcze ładniejsze. Potem
powoli kieruję się w stronę domu. Spotykam jeszcze kilkoro młodych lu-
dzi wracających z imprez, paru zataczających się facetów ostrzegam
przed policjantami na których natknałem się kilka kroków wcześniej.
W końcu dochodzę na moje osiedle. Odpędzam pokusę zapalenia fajki po
raz kolejny i wchodzę do domu.
Oryginalność to rzecz piękna. Każdy z nas sam może decydować o swoim
wizerunku, kształtować sposób bycia, decydować o tym jak chce się
ubierać, z kim przebywać. Oryginalność to niezależność, pewien rodzaj
odporności. To umiejętność która pozwala na to aby nie dać zrobić sobie
wody z mózgu. wszystko ma jednak swoje dobre i złe strony. Nie trzeba
się starać być zbyt oryginalnym gdyż straci się przez to naturalność.
Ludzie mogą zacząć uważać cię za dziwaka albo gorzej - za wywyższające-
go się snoba. A o to na pewno nie chodzi, chyba że dla kogoś oryginal-
ność to szpan. Dzięki takim ludziom świat jest kolorowy i nie wszyscy
wyglądają jak z powielacza. Trzeba jednak cały czas uważać żeby nie
przegiąć w drugą stronę, przecież co za dużo to niezdrowo. Nie za czę-
sto chodzę nocą po mieście, fajkę palę też dość rzadko i nie ostenta-
cyjnie. Sierpy kupuję już od wielkiego dzwonu. Kilka razy zdarzyło mi
się przegiąć. Komu się nie zdarza. Bądźmy oryginalni i niepowtarzalni,
opłaca się. Ale nikomu się z tym nie narzucajmy, samym sobie też. Wszy-
stko należy robić z umiarem. Przesadzać również.
Donald
advocat@interia.pl
11-04-2003