Deszczowy dzień
BrightWitch
Szatanie, panie świata. To z twojej ręki spadają na mnie razy. Kaleczysz moje plecy, już całe są we krwi nikczemnej. Zliżesz ją później, wypełniając bruzdy swoim jadem. I będę umierała w męczarniach...
***
Za oknem deszcz. Breja. Śnieg rozchlapany, rozcięty uderzeniami deszczu. (Prawie taki jak moje plecy.)
Zostaniemy dziś w domu. Popatrzymy na siebie albo na białe ściany. Nie będziemy mówili, zresztą: o czym? Nie będziemy się dotykali. Posiedzisz ze mną pół godziny, a potem wybiegniesz na ten deszcz. Bez parasola. On cię ożywi, wyrzuci z ciebie niepokój i wspomnienie półmroku mojego pokoju.
A kiedy zadam ci jedno jedyne pytanie: "Nie zmokniesz?" odpowiesz mi cytatem jakiejś piosenki:
- Na zakochanych deszcz nie pada nigdy. - i roześmiejesz się czując na policzkach spływające spokojnie krople...
Siedząc obok siebie nauczymy się samotności. Może twoja dłoń spróbuje odszukać moją, ale nie znajdzie. Przypadkowe otarcie twojej szorstkiej skóry o moją mogłoby napełnić nas ufnością, pragnieniem, radością. Unikamy tych uczuć, boimy się siebie. Może spróbujemy wykrzesać z siebie ciepło, ale ono skostnieje jak wydychane powietrze. Może będziemy starali się wyjaśnić sobie wszystko, ale to się nie uda. Wyjaśnieniami wyrwałbyś ze mnie korzeń bólu, przeraźliwy krzyk nieszczęścia. Wyrwałbyś ze mnie smutek - on utknął głęboko, stwardniał, stał się moją częścią, ale wiem, że poradziłbyś sobie. Mogłabym wtedy powiedzieć ci, że cię kocham...
***
Szatanie, panie świata. Niech ten węzeł zaplącze się mocniej, bardziej, niech potrzebny będzie kolejny Aleksander, niech zaciśnie się sznur na szyi...
Szatanie, panie świata. Niech ten smutek obejmie cały świat, niech każdemu wydaje się, że to koniec, nic nie jest ważne, nie warto się starać. Niech ten deszcz spływa z nieba strumieniem, niech poszarzeje świat jeszcze bardziej.
Szatanie, panie świata. Niech nie żałuję żadnego grzechu, którym jeszcze nie zdążyłam skalać duszy mojej...
***
Kolejny deszczowy dzień. Breja. Śnieg rozchlapany. Nie pójdziemy na spacer, nie lubimy chodzić po kałużach. Będziemy siedzieli w domu. Patrzyli na siebie albo białe ściany. I nie padnie nawet jedno słowo, które mogłoby przez chwilę poudawać słońce...