Chwila, kiedy powracają wspomnienia

     Siedzę przed komputerem. Przed chwilą chciałem go wyłączyć, iść spać. Jest późno, ale to nic. Z głośników płynie muzyka, której tak naprawdę nie słyszę, chyba, że zwrócę na nią uwagę, tak jak teraz. Za oknem ciemność, widzę tylko światła migoczące w innych budynkach. Żyją tam ludzie, mają swoje troski, zmartwienia, ale również mają innych ludzi, którzy podtrzymują ich na duchu w ciężkich chwilach. A co robią dzieci? Dzieci śpią, co jest oczywiste. A co robią, gdy nie śpią? Bawią się, czasami też robią to, co robią dorośli – marzą. O czym? A, to zależy. Może trochę sprecyzuję pytanie: kim chciałyby być, jakie jest ich największe marzenie, co chciałyby robić w przyszłości? Chłopiec odpowie: „Chciałbym być strażakiem, policjantem, żołnierzem.” Tak, bardzo popularny przykład. Czasami też doda: „Jak będę dorosły...” Dziecięce marzenia, te największe sprowadzają się do przyszłości, do dorosłości. Marzą o dorosłości, myślą, że to coś wspaniałego. A o czym marzą dorośli? Tu też bywa różnie, ja myślę o...byciu dzieckiem. Tak drogi czytelniku, chciałbym być dzieckiem.

 

     Dlaczego? O tym za chwilę, najpierw powiem ile mam lat. No ile? Jestem 30-latkiem znudzonym życiem? Nie, mam 16 lat. W pewnym sensie nadal jestem dzieckiem, ale po części jestem też dorosły. Ktoś powie: masz 16 lat, nie jesteś dorosły, więc jak możesz chcieć być dzieckiem, skoro nadal nim jesteś? Niby to prawda, dzieckiem jest się do 18 roku życia, przynajmniej formalnie. Ale znacie może pojęcie: 30 letnie dziecko? Jeśli tak, to już wiecie, o co mi chodzi. Może i jestem młody, ale czuję się dorosły, bo muszę radzić sobie z problemami, stawać przed nimi, walczyć. Walczyć, a nie uciekać. To wiek, kiedy podejmuje się decyzje, choćby związane z wyborem szkoły. To przecież może zaważyć na całym moim życiu. Czasami mam wrażenie, że to mnie przerasta. Że pewnego dnia nie podołam, że... Ale jeśli teraz tak jest, to jak będzie w przyszłości? Cóż, dorosnę. Dorosnę do większych problemów. Teraz o tym wiem, ale kiedyś, kiedy miałem 5-6 lat nie zdawałem sobie z tego sprawy. Nie wiedziałem, co to są prawdziwe problemy. Myślałem, że założę rodzinę, dostanę pracę, bo przecież jestem mądry, kupię mieszkanie/dom i będę szczęśliwy. I to jest odpowiedź na pytanie o to, dlaczego chcę być dzieckiem. Ono żyje sobie i marzy o przyszłości, potem idzie do szkoły, tu też nie jest źle, bynajmniej na początku, jakieś proste sprawdzianiki. Bułka z masłem, kaszka z mleczkiem. Nie ma problemów, choć istnieje dobro i zło. Owszem, jest ten podział, ale co z tego? Dziecko bez problemu powie, że tego chłopczyka nie lubi, bo jest zły, niedobry. Wszystko jest białe i czarne. Nie ma koloru szarego. A jak to wygląda w moim przypadku, w chwili obecnej? Cóż, ja znam dziesiątki, jeśli nie setki odcieni szarości. „Są różne odcienie szarości, od czerni, do białości (kto zgadnie, kto to powiedział?).” Dziecko jednak ma problemy, ale co to za problemy (zakładając, że pochodzi z „normalnej” rodziny, choć dzisiaj trudno określić, co ta „normalność” oznacza)? Niejednokrotnie wyolbrzymia je, bo chce poczuć się dorosłe. Bo wie, że dorosłość wiąże się z problemami, ale ono przecież ze wszystkimi sobie poradzi. Przecież jest mądre.

 

     Ale dziecko w końcu dorasta, staje się nastolatkiem. Sprawdziany nie są tak proste jak kiedyś, wszystko się komplikuje. Czasami jednak to mu, nie wiedzieć czemu, nie wystarcza. Wtedy sięga po bardzo poważne pisma, np. „Bravo,” gdzie to młodzi ludzie muszą stawić czoła bardzo, bardzo, ale to bardzo poważnym problemom. I owy już nastolatek zauważa problemy, o których do tej pory nie miał pojęcia. „Boże, mam 12 lat, a jeszcze nie mam dziewczyny/chłopaka, przecież za rok trzeba już będzie pomyśleć o seksie.” Inni rówieśnicy jednak nie szukają problemów i cieszą się tym, co mają.

 

     A czas płynie, wszyscy mają coraz więcej problemów, aż w końcu stają w miejscu, w którym ja się znajduję. Wkrótce egzamin gimnazjalny, muszę jeszcze napisać parę sprawdzianów, dwa poprawić, szkołę wybrałem, trzeba się tylko do niej dostać. Dobra, wybrałem dwie, a co, jeśli dostanę się do obu? Co będzie lepsze: dziennikarstwo, czy elektronika? Słyszę różne głosy, sama logika każe wybrać elektronikę, serce mówi coś innego. Jest tego trochę, może niewiele, ale dochodzą jeszcze problemy dnia codziennego. I wiem, że to wszystko robię tylko po to, aby w przyszłości zmniejszyć ilość problemów, właśnie tak. Nie usunąć, tylko zmniejszyć. Teraz będzie już coraz gorzej. Zawsze powtarzam sobie: co się stało, to się nie odstanie, więc muszę z tym żyć. Wiem o tym, więc żyję, nie jest najgorzej, choć jak mówiłem będzie jeszcze gorzej (nie zaprzeczam sam sobie), a do problemów dorosnę. Wiem o tym, ale chciałbym mimo wszystko być dzieckiem. Czyż to nie ironiczne? Dziecko chce być dorosłe, a dorosły chce być dzieckiem. Czasem mam takie chwile, że oglądam różne stare rzeczy, czasem jakieś gry, zabawki, zdjęcia i doznaję takiego dziwnego uczucia. Czuję taką lekkość w sercu, gdy myślę sobie, jak to było, gdy miałem te 7-8 lat. Tamten okres mojego życia wspominam z pewnym sentymentem, bo uważam, że gdy byłem dzieckiem, to życie było prostsze niż teraz. Było lepsze, ale przecież to nie znaczy, że teraz jest złe. Teraz jest dobre, ale...mniej. A za 15 lat pomyślę sobie: jak było dobrze, gdy miałem te 16 lat. Bo będzie gorzej, przynajmniej z jednego powodu, w jednej kwestii. Ale podołam. Chyba.

 

     Panta rhei drogie dzieci, a więc: carpe diem.

Luke