Przyjemność czytania
Osiem godzin siedzenia przy komputerze w pracy. Potem, jeszcze dodatkowe
trzy godziny przed monitorem w domu, bo robota w lesie, a szef marudzi.
Czy - to młodzi czytelnicy - kilka godzin wpatrywania się w zeszyt w szkole,
potem obowiązkowa lektura, i - dla przyjemności - książka . Oczy już zmęczone,
ale wreszcie można poświęcić trochę czasu na "Action Maga". wreszcie można
odpocząć od szkoły, czy pracy i zanurzyć się w świecie felietonów. Ale co
to? Jaskrawobiałe tło świeci jak halogen, razi w oczy. Po chwili rezygnacja,
odkładanie tekstu na później. Inny atr. Co za ulga dla oczu - przyjazne,
stonowane tło. Ale zaraz, gdzie są litery? A, są, to te znaczki, niewiele
różniące się kolorem od podłoża, pewnie wstydzą się biedactwa treści, jaką
niosą, i maskują się. Zdarza się też, że literki są tak małe, że nawet ustawienie
wielkości tekstu na 200%, niewiele pomaga (przyganiał kocioł garnczkowi,
co? To niebieskie tło i żółta czcionka...).
Cóż, czytający może sobie zmienić tło, wielkość, czy kolor liter, plik
z HTML-u na txt. Może. Ale może też zrezygnować z czytania. Najczęściej
szkoda, bo teksty są naprawdę dobre. A co do mieszania w tekstach - wszelkie
zmiany wymagają działania. A czytelnik jest wygodny i z natury leniwy (dlatego
jest czytelnikiem, a nie piszącym), i zmieniać nic mu się nie chce. Czytelnik,
jeśli już zdecyduje się na czytanie, to dla przyjemności. I autora obowiązkiem
jest, tą przyjemność (zarówno intelektualną, jak i tą związaną z wygodą czytania)
mu dać, bo to czytelnikowi należy się, jak psu buda.
Kłótnie, polemiki i Hyde Park
Swego czasu p. Smuggler zaproponował pewien sposób na prowadzenie polemiki.
Fakt, sposób przyjęty ogólnie, ale nie jedyny. A od tamtej pory namnożyło
się krojów i kolorów czcionki, aż nazbyt wiele. Jeżeli w jednym tekście
polemizuje kilka osób, i każda w innym kolorze (np. żółta czcionka na białym
tle, patrz grzech opisany wyżej), to czytelnik ma prawo się w tym wszystkim
pogubić, czy wręcz do tekstu zniechęcić. A przecież są i inne metody polemizowania
z cudzym tekstem. Świetnym przykładem jest odpowiedź p. Lecha Jęczmyka na
esej p. Marka Oramusa (Oba teksty w "Miesięczniku Fantastyka" z 1984 roku).
Albo p. Antoni Słonimski i p.Jarosław Iwaszkiewicz. (obaj z grupy "Skamander").
Moją ulubioną metodą (jako czytelnika), jaką stosują piszący w swoich -
nazwijmy rzecz po imieniu - kłótniach, jest persyflaż.
A same kłótnie? Czytelnika (więc i mnie) nie interesują rozgrywki między
autorami (jeżeli takie są, a w swej naiwności wierzę, że nie). Jeśli jeden
autor nie zgadza się z drugim, niech to sobie wyjaśnią w prywatnej korespondencji,
a nie na szacownych łamach. Co innego, gdy polemizuje się z tekstem, nie
z piszącym. Taką "rozmowę" chętnie przeczytam, a nuż dowiem się z niej coś
nowego, interesującego. Ale zwykłe pyskówki, wypominanie sobie małych grzeszków,
łapanie za słówka, chamskie teksty (tych ostatnich, dzięki "stojącym na
bramce do maga" p. Q i E, już prawie nie ma)? Jak bym tego szukał, to "Nie"
bym sobie kupił, albo poszedł do baru Na Mojej Ulicy.
Dział "Teksty" jest tym dla piszących do Action Maga, czym Hyde Park
dla mieszkańców Londynu. Wypowiedzieć może się każdy, na każdy temat. Byle
nie obrazić królowej. Ale kto (co) w AM jest królową?