Alter ego

BrightWitch & Dzikuska


Pamiętasz kiedy zauważyłaś mnie po raz pierwszy? Pamiętasz co wtedy pomyślałaś?

Pamiętam, doskonale pamiętam. Niestety, nie zrobiłaś na mnie najlepszego wrażenia. Pomyślałam, że jesteś zadufaną w sobie panienką, której wydaje się, że jest pępkiem świata. A ty dodatkowo utwierdziłaś mnie w moich przekonaniach, swoim zachowaniem - cały czas śmiałaś się w głos, zwracając przez to na siebie uwagę innych, co mnie strasznie irytowało.

Ja pomyślałam, że jesteś kujoneczką z pierwszej ławki. Nie myliłam się, na każdej lekcji siadałyście z A. możliwie najbliżej nauczycielki... Nie traktowałam cię jednak z pogardą. Byłaś mi obojętna, jak wszyscy inni z naszej klasy zresztą.

Z tą kujoneczką to lekka przesada. Siedzenie w pierwszej ławce miało dwie zasadnicze przyczyny:
1) Nie wyróżniać się zbytnio z tłumu.
2) Nie podpaść na początku nauczycielom.


Czułam, że mnie nie lubisz. Budowałaś między nami ogromny mur, który dodatkowo powiększył się, gdy zaczęłam rozmawiać z A. Złościło mnie, że oceniłaś mnie z góry nie mając pojęcia jaka jestem. Pomyślałam nawet przez chwilę, że spróbuję przekonać cię do siebie, ale poddałam się widząc jak wielka jest twoja niechęć. Nie mogę jednak powiedzieć, że cię nie lubiłam. Obojętność - to było to.

Niestety, ja nie byłam tak wspaniałomyślna jak ty. Ja cię po prostu nienawidziłam. Reprezentowałaś sobą wszystko to, co ja chciałam mieć. Ale przede wszystkim miałaś tę pewność siebie, której mi tak brakowało. A kiedy jeszcze spróbowałaś zabrać mi to, co było wtedy dla mnie najważniejsze - tamtą "przyjaźń"... to sama wiesz jak zareagowałam.

Czasami wracałyśmy ze sobą ze szkoły, pamiętasz? Nie wiem jakim cudem, nikt nas nie zmuszał, a jednak po informatyce wychodziłyśmy razem. Z braku laku, chciałoby się powiedzieć, ale czy to wystarczający powód, by znosić obecność kogoś kogo się nie lubi?

Pierwszy raz był okropny, myślałam, że rzucę się na ciebie z pazurami i wydrapię ci oczy. Ale kiedy zaczęłyśmy rozmawiać to szybko porzuciłam tę myśl, bo okazało się, że mamy podobne zainteresowania a zwłaszcza te dotyczące książek i muzyki. Przestałaś mi przeszkadzać, a nawet zaczęłam cię lubić. Chociaż muszę przyznać, że broniłam się przed tym tak długo jak było to możliwe.

Siliłyśmy się na rozmowę i wśród wielkiego bólu okazało się, że mamy podobne zainteresowania... Nawet pożyczyłaś ode mnie książkę...

Której zresztą nie przeczytałam, ze zwykłej przekory :). Zdaje sprawę, że to było strasznie głupie z mojej strony.

Pamiętasz tamten wieczór po operacji M., kiedy obcałowywałyśmy się na pożegnanie, a ty powiedziałaś: "My się nie będziemy całować, prawda?" z uśmiechem, w którym kryła się cała niechęć do mnie i świadomość, że czuję do ciebie to samo?

Nigdy nie lubiłam takich ceregieli i krępują mnie takie sytuacje. Jestem dość powściągliwa, jeżeli chodzi o wyrażanie uczuć, nawet w stosunku do osób, które dobrze znam i lubię a co dopiero do tych, za którymi nie przepadam, a ty wtedy należałaś właśnie do tej grupy.

A pamiętasz kiedy zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać normalnie? Kiedy pierwszy raz zabrakło drwiących słów i jadowitych półuśmiechów? Kiedy okazało się, że rozumiemy się dobrze?

Ilekroć się nad tym zastanawiam nie potrafię sobie tego przypomnieć. To stało się tak niepostrzeżenie, że nawet tego nie zauważyłam, podejrzewam zresztą, że tak jak ty.

Drugie ferie zimowe w trakcie naszego pobytu w L.O. to moje dwa utrzymane w ciepłym, przyjaznym tonie listy... I jeden taki sam twój. Pisałaś, że żałujesz, iż nie mogłyśmy się pożegnać, bo ja jak zwykle się gdzieś zgubiłam. Pisałaś o tym jak spędzasz ferie, lecz wyraziłaś wątpliwość czy mnie to interesuje. Interesowało...

Co mnie strasznie zdziwiło. Nie mogłam w to uwierzyć, że może cię interesować moje życie, myślałam, że mówisz tak z grzeczności. Minęło trochę czasu, zanim przyjęłam to do wiadomości.


A potem... Pamiętasz co było potem? Śpiewałyśmy Dezire ku zdumieniu wielu osób... Rozmawiałyśmy coraz częściej i więcej. Odkrywałyśmy coraz więcej podobieństw...

Z dnia na dzień było lepiej. Mogłam rozmawiać z tobą całymi godzinami i ciągle nie miałam dosyć, bo ciągle czymś mnie zaskakiwałaś, odkrywałaś nową twarz, której jeszcze nie znałam.


Byłaś pierwszą osobą, która usłyszała o Tamtej Strasznej Rzeczy. I jedyną, która wie (czy może: która dopuściła do siebie myśl), że to prawda...

...i pierwszą, którą ta wiadomość zszokowała i zwaliła z nóg. Wcale nie było mi tak łatwo uwierzyć w to, co usłyszałam. Długo myślałam, że to po prostu epizodyczna historia i tak jak szybko się pojawiła tak jeszcze szybciej zniknie. Czas pokazał jak bardzo się myliłam...

Potem były wakacje, moje urodziny, dużo listów... Kolejny rok szkolny, kolejna zima, Sylwester... Pamiętasz o co zapytałaś wtedy? Opowiedziałam ci, wtrącając całe mnóstwo dygresji, że "gdyby mi nie zależało nie siedziałabyś teraz w moim domu"...

Poczułam się dziwnie, kiedy zaczęłaś się wymigiwać od odpowiedzi. Pomyślałam sobie, że się pomyliłam, że ty to odbierasz inaczej niż ja i pewnie wygłupiłam się zadając ci to pytanie. Dlatego też postanowiłam więcej nie wracać do tej kwestii, chyba że ty to zrobisz pierwsza.


A teraz, wiosną 2003, wiesz co sobie myślę? Fajnie, że jesteś... Chociaż ostatnio spędzamy ze sobą mniej czasu, nie mamy nawet kiedy pogadać, bo ciągle ktoś się kręci obok.

Miło usłyszeć takie miłe słowa, zwłaszcza od ciebie. Nie będę zbyt oryginalna i powiem "fajnie, że jesteś...", i dodam jeszcze nie zmieniaj się nigdy (no, w każdym bądź razie w najbliższej przyszłości :)

Pominęłaś jeszcze jeden istotny szczegół (przynajmniej dla mnie on był ważny), a mianowicie to, że kiedy zachorowałaś na serduszko i nie chodziłaś do szkoły, to odwiedzałam cię prawie codziennie i to z własnej nie przymuszonej woli. Moim zdaniem to właśnie wtedy zacieśniła się nasza przyjaźń.


A rozkwitła tak, że oficjalnie jesteśmy tymi, które "dziwnie się przytulają". :)