Uwaga. Czytacie właśnie tekst, którego autorem
jest mieszkaniec innego wymiaru. Oj... Skrót myślowy. Niedobrze. Tak na samym
początku... Źle. Tak być nie może. Więc lepiej zacznijmy jeszcze raz. Umówmy
się, że ten akapit nie istnieje.
Uwaga. Czytacie właśnie tekst, którego
autor, Axel Prubaj Hoolaynoga, w założeniach miał być mieszkańcem innego
wymiaru.
Teraz dobrze. Mniej więcej oddałem istotę rzeczy. I może od razu
przejdę w pierwszą osobę, bo pisanie o sobie w trzeciej jest niewygodne,
pretensjonalne, i do tego łatwo się zapętlić. A więc autor chciał, znaczy się ja
chciałem (cholera, już mi wchodzi w nawyk), złożyć reklamację na ręce Pana Boga.
Przez pomyłkę autor trafił, tfu, ja trafiłem (pilnuj się Axel, pilnuj, tfu,
pilnuj się JA) do niewłaściwego wymiaru. Ktoś tam musiał poplątać adresy. Albo
może centrala chciała dobrze, ale nastąpiło spięcie w
czasoprzestrzeni.
"Axel w krainie SMS-ów". Tak to z grubsza wygląda. Co
ja tutaj robię? Doprawdy nie rozumiem. I chyba nigdy nie zrozumiem. Czuję się
jak puzzel, który ni cholery nie pasuje do reszty układanki, jak hamburger na
wigilijnym stole. Jak dzik w stadzie pingwinów.
Albo jak posiadacz dżinsów i
granatowej bluzy z polaru (do Donalda: to nie jest plagiat!) w stadzie
lekkoczaszkich torbaczy, znaczy się, workowców. No, hiphopowców. Hiphopowców,
którym maluczkie rozumki nie pozwalają przyswoić faktu, że ktoś prędzej
przepasze się liśćmi, niż przywdzieje spodnie, w których, z racji ich
obszerności, możnaby zamieszkać. Że prędzej będzie chodził boso, niż w
cynkowskich adikach, których sznurówki swobodnie nadawałaby się na liny
holownicze. Znaczy, że ja będę, bo znowu namieszałem z ustawieniem
kamery.
Należę chyba do innego gatunku, niż Przytłaczająca Większość
Młodego Społeczeństwa. W uniwersalnym kodzie genetycznym młodzieży byłbym małym,
wciśniętym gdzieś w kąt genem recesywnym.
Typowy bowiem przedstawiciel
gatunku Złotej Młodzieży Polskiej jest, jak słusznie zauważył Pewien Gość,
organizmem dwukomórkowym - posiada jedną, atroficzną szarą komórkę w mózgu, i
drugą z alarmem wibracyjnym, w kieszeni. Ta druga jest tylko po to, żeby była, i
żeby co trochę wypiszczała popularną akurat melodyjkę. (Ach, zapomniałem,
przecież trzeba czasem esemesnąć, tak każe Bożek Reklamy). Ale dość o komórkach,
zainteresowanych odsyłam do arta Slavika z AM#37 pt. "Wyślij mi SMS-a" - jego
poglądy są moimi poglądami.
Do życia potrzebuje typowy przedstawiciel gatunku
Złotej Młodzieży Polskiej jeno stałych dostaw alkoholu (być może jego poziom we
krwi nie może spaść poniżej ściśle określonego poziomu), regularnego popalania
marihuany czy innego tymianku, jak bida przyciśnie, oraz słuchania hiphopu,
stanowiącego wszak niezbędną strawę duchową.
Typowy Złoty Młodzian Polski
jest zbuntowany, że strach podejść. Buntem wręcz ocieka, bunt w nim kipi. Co
prawda nie opiera się raczej na jakichkolwiek głębszych przemyśleniach, a
ogranicza do odmówienia Mantry ChWDP przed rytualnym zajarcaniem zioła...
Ale buntować się trzeba, to takie modne, zresztą, spójrzcie tylko na Eminema,
jaki on zbuntowany.
O media! Jakiż to ogromny sukces
ondniosłyście!1
To nie do pojęcia, jak skutecznie telewizja
pospołu z durnymi gazetkami potrafiła zaprogramować umysły setek tysięcy młodych
Polaków. Ciekawe, co za geniusz za tym wszystkim stoi? Szatan, ni chybi. (ŻART;
jeżeli znowu ktoś mi wyskoczy z fanatyzmem religijnym, bliżej zapozna się z moim
seiken-jodan tsuki vel oberwie po ryjcu). Oto całemu pokoleniu wyłożono na tacy,
co ma się podobać, a co nie. Co jest fajne, a co nie. Co należy kupić, czego
nie.
Posługując się terminologią Franka Herberta, oto całe pokolenie "istot
postawionych nieco niżej od człowieka". Brzmi to może nad wyraz okrutnie,
zalatuje mądrościami z Mein Kampf. Wiem o tym, z trudem przyszło mi napisanie
tych słów. Ale inaczej nie można.
Nie jestem broń Boże rasistą, daleki
jestem od jakiegokolwiek klasyfikowania ludzi. Po prostu widzę, co się wokół
dzieje. Czasami żałuję, że medialne fale kosmitów nie zdołały mi wyjałowić
mózgu. Byłoby trochę prościej... Nikt nie wiedziałby o żadnym Axelu (znaczy o
mnie, wiem, znowu TPP), byłbym po prostu kolejnym szeregowcem Złotej Armii
Młodzieży Polskiej. Nie użerałbym się z hordami ateistów, bo nigdy nie
napisałbym czegokolwiek na temat wiary i Boga. Nie spędzałbym masy czasu na
pisaniu maili, bo nie poznałbym tych wszystkich wspaniałych ludzi. Nie odkryłbym
alternatywnej wersji mnie w osobie Slavika, bo nigdy bym się z nim nie dogadał.
Nie roztrząsałbym z nikim rozmaitych skomplikowanych problemów, bo roztrząsanie
jakichkolwiek problemów (poza odwiecznym problemem kasy na wino) nie leżałoby w
mojej naturze.
...Ale niestety kosmici mnie pominęli. Nie wiem czemu
akurat mnie; przecież tyle było w moim najbliższym otoczeniu osób, których nigdy
bym o to nie posądzał, a które jednak zasiliły szeregi Złotej Armii.
Uwarunkowania genetyczne, innej możliwości nie widzę. Widać zdarzają się
jednostki odporne na działanie odmóżdżających promieni. Które to potem jednostki
zrzesza Action Mag. Niewykluczone, że będący niczym innym jak przebiegłą pułapką
kosmitów - chcą nas (tak, "nas", bo mam na myśli nas, a nie siebie; w
liczbie mnogiej jeszcze o sobie nie myślałem) pozbierać do kupy, a potem ciach!
i koniec, młodzież jest ich.
Zresztą za likwidację mnie już się chyba
zabrali. Podstępnie, nie powiem. Podsunęli mi pod nos Nirvanę; wiedzieli,
bydlaki, że z miejsca pokocham tą muzykę. Wiedzieli też, że dziwnie,
irracjonalnie zrozumiem Kurta Cobaina. Musieli mnie naprawdę dobrze znać.
Teraz z niepokojem czekam na pojawienie się w moim życiu heroiny i
Remingtona.
Słyszycie, wy wszyscy, którzy najchętniej zesłalibyście mnie na
Syberię, bo wam zaburzam harmonię świata? Arturek L. słyszy? JEST SZANSA, ŻE
AXEL STRZELI SOBIE W ŁEB!
No co, tutaj trzecia osoba zwyczajnie lepiej
pasowała.
Drugi raz piszę arta, mając gdzieś, co się z nim stanie. Po
prostu muszę. Typowy grafoman. Przepraszam Qn'iku, Eddie, czy kto to tam jeszcze
czyta. Od siebie piszę, i przed siebie. Tyle może, iż z nadzieją, że MOI
przechwycą TO na łączach, przeczytają, i w końcu zabiorą mnie do
siebie.
Axel Prubaj
Hoolaynoga