Boga nie ma

Od razu na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż ten tekst nie został stworzony po to aby urazić czyjeś uczucia albo ośmieszać kogoś wiarę. Został on napisany z myślą podzielenia się z wami moimi przemyśleniami. Ostrzegam także co niektórych że będzie tutaj zawarta całkiem spora dawka filozofii, w sporej części nieco pokręconej (czyt. mojej własnej). No to zaczynam.
Według wiary chrześcijańskiej "na początku było słowo". Czym było to słowo? Muszę się przyznać że nie wiem, ale na pewno nie było czymś boskim, niepojętym czy nad ludzkie rozumienie jak to sugeruje Biblia. Najważniejsze jednak że z tego czegoś powstało wszystko co nas otacza, komputer, czytelnik czy też piszący ten tekst. Dokładniej jednak to wszystko powstało nie z tego czegoś na początku a z innych rzeczy które powstały z tego czegoś. Idąc takim tokiem rozumowania można zauważyć że zderzające się z sobą rzeczy mogą stworzyć coś innego co po kolejnym zderzeniu (kontakcie, zadziałaniu czy przy jakimkolwiek innym działaniu - mam nadzieje że wiecie o co mi się chodzi) może stworzyć coś jeszcze innego i tak dalej, aż powstaną pierwiastki, planety, życie… Tak więc ludzie nazwali Bogiem to coś co było na Początku ale co nie miało własnej świadomości, woli, nie odczuwało uczuć. Nazwali je tak i wysławiają je tylko dlatego że było pierwsze i później powstały z tego inne rzeczy. A Biblijne określenie Słowo? Osobiście uważam że wzięło się ono z braku słów zdolnych "zaszufladkować" to co było pierwsze do jakiejkolwiek kategorii.
            To było na temat tego, co było na początku według mojego (dość dziwnego, przyznaję) rozumowania. Ale teraz chciałbym napisać o tym że nawet gdyby Bóg istniał to już go nie ma. A dlaczego? A dlatego że człowiek został stworzony na wzór Boga i dlatego że Bóg jest wszechmocny. My posiadamy uczucia, emocje, odczuwamy radość, zmęczenie, ciekawość, nudę… A skoro odczuwamy je my to odczuwa je i Bóg. Czy zastanawialiście się kiedyś jak by to było być wszechwiedzącym a co za tym idzie odczuwać wielką nudę przez całą wieczność (przypuszczam że jest to sobie solidny kawałek czasu)? A jeśli Bóg odczuwa także ciekawość ( wiem, wiem że wszechwiedza wyklucza coś takiego jak ciekawość - ale o tym dalej) to czy nie zastanawiał się kiedyś jak to nie jest być wszechmocnym albo wszechwiedzącym? Pomimo iż paradoksalnie wiedziałby jak się wtedy będzie czuł (jest w końcu wszechwiedzący) to kusiła by go pokusa aby spróbować użyć swojej mocy tak aby ją stracić bez możliwości wrócenia do niej, gdyby bowiem mógł do niej zawsze wrócić oznaczało by to że i tak jest wszechmocny. I wierząc wierze Bóg tak zrobił, ale tylko częściowo. Zesłał Jezusa. Jezus jako że należy do Trójcy Świętej (która jest jednością) jest tym samym Bogiem. A stając się człowiekiem stał się też podległy prawom które sam wyznaczył dla człowieka, którym musiał teraz podlegać. Tyle tylko że Jezus pomimo stania się człowiekiem cały czas był Bogiem, czynił cuda i nie wyzbył się swojej mocy. Czyżby więc Bóg odczuwał strach przed utratą swoich zdolności? Czy może ciekawość pchnie go do tego aby stać się człowiekiem bez nadzwyczajnych zdolności, podlegającym śmierci i innym prawom jakie sam stworzył. Czy może już to zrobił? Czy więc Bóg już nie żyję? Jest to naprawdę dziwna teoria, przyznaję ale jeśli przypatrzeć się bliżej to wcale nie pozbawiona sensu.
            Mam jeszcze inną teorię trochę nie na temat, ale uważam że dość ciekawą. Jeśli bowiem Bóg jest wszechmocny to czy nie może stworzyć wszystkiego, poznać tego (choć już to zna - jest wszechwiedzący) i zniszczyć to w ciągu jednej sekundy, jednego ułamka a może w tak malutkiej cząstce ułamka że nie potrafimy tego pojąć? Możliwe jest więc że żyjemy w pierwszej i ostatniej sekundzie Wszystkiego…

P.S. Bluzgi i uwagi ślijcie na mój adres. Chętnie popatrzę jak mieszacie mnie z błotem ( a może się mylę? )

Ghart
ghart11@wp.pl