Wojna i nie tylko

Bagdad zdobyty, Tikrit ponoć też. Posągi Saddama padły, a iracka ulica wiwatuje. Piszę te słowa 14 IV, więc jestem jeszcze "na gorąco". Gdy będzie to czytać to będziecie już pewnie zdystansowani do sprawy, Amerykańce zaczną wespół w zespół z koalicjantami odbudowywać Irak. I może życie w tym biednym kraju wróci do normy. Oby...

Mam taką nadzieję, ponieważ jestem ( a właściwie byłem) za tą wojną. Za wojną przeciwko Saddamowi i jego reżimowi. Gdy sobie kiedyś poczytałem felietony o tym, co wyprawiał Husajn, czy jego synowie, to nie mogłem się nie cieszyć widząc upadający pomnik dyktatora. Niech za przykład ich pomysłów posłuży jeden z jego synów ( imienia niestety nie pamiętam), który wymyślił "arcyciekawy" sposób na egzekucje. A mianowicie poił on swą ofiarę paliwem, a następnie strzelał... Komentarz chyba nie jest potrzebny. Współczułem tym ludziom tak samo wcześniej, jak i w czasie trwającej wojny, która dla każdego jest tragedią.

Wielu ludzi mówiło, że Saddama można usunąć z Iraku metodami dyplomatycznymi. Niestety to jest dyktator, a Ci mają to do siebie, że raczej niechętnie opuszczają stołki. Potrzebna jest im dość silna motywacja, w postaci, na przykład, bomby spadającej na czerep. Z takimi po dobroci nie można. Usunąć samego Saddama też nie można, ponieważ zostałby po nim cały aparat. Ale jest też druga strona medalu...

Niestety, tego nie da się ukryć, jest to wojna o ropę. Nie bezpośrednio o kasę, bo nawet gdyby w Iraku nie były ani litra ropy to wojna i tak zawsze jest motorem napędowym amerykańskiej ( i nie tylko) gospodarki. Będę kontent, jeśli z pieniędzy z ropy udzielona zostanie pomoc Irakijczykom. Może i Amerykanie nie zagarną kasy z ropy, ale same profity z obsługi złóż i odbudowy infrastruktury wydobywczej wystarczą, bo przecież nie zrobią tego za darmo. I ta cała kasa właśnie mnie denerwuje, ale cóż - taki mamy świat. Z tych samych powodów nie mogę znieść hipokryzji Francji i Niemców, którzy protestowali przeciw wojnie tylko, dlatego, że zainwestowali w Iraku grubą kasę. Wraz z wojną wszystko przepadło, ale i tak pewnie nachapią się przy odbudowie. Żeby chociaż Polacy coś na tym swoim udziale zyskali.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że więcej wojen nie będzie potrzebnych, że świat nie pozwoli na kolejną Kambodżę. Pozostaje mieć nadzieję, że Amerykanie zainteresują się Izraelem i tym, co wyczynia z Palestyńczykami ( choć i oni nie są wiele lepsi). A przede wszystkim pozostaje mieć nadzieję, że nikt nie pozostanie bezkarny. Tak samo i Amerykanie, którym niespecjalnie śpieszy się do ratyfikowanie udziału w Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ja jednak mam nadzieję, że ktoś zwróci uwagę na Czeczenię.

Od czasu 11 XI o Czeczenii mówiono coś więcej tylko przy okazji zajścia w Moskwie. Od kiedy Rosja stała się przyjacielem USA i poparła ich interwencję w Afganistanie o Czeczenii przestało być słychać. A to, co tam się dzieje przypomina momentami tak zwalczany Irak. Mieszkańcy tego rejonu żyją w większym strachu niż Irakijczycy za Saddama. Każdy mężczyzna jest dla wojska potencjalnym bojownikiem, więc w każdej chwili można się spodziewać "przyjacielskiej" wizyty kilkunastu uzbrojonych żołnierzy. Mogą oni Cię po prostu zastrzelić, podłożyć broń i już jesteś bojownikiem. Akcje takie nazywają się zaczystkami. Po zaczystkach większość ofiar trafia jednak do miejsc zwanych "filtrami". A co tam spotkamy? Elektrowstrząsy? Czemu nie. Zaciskanie metalowej obręczy na głowie aż do pęknięcia czaszki? A i owszem. Mieszkanie w dole z rozcieńczanym chlorem? Dla każdego coś miłego. Przepraszam za ten ton, ale na spokojnie nie mogę pisać. Najgorsze jest to, że prawdziwego bojownika w takim miejscu pewnie nie uświadczysz.

Na koniec pozostaje mi tylko prosić Was, abyście zwracali uwagę nie tylko na to, co widzicie w telewizji...

Qbuś ( jnqbus@poczta.onet.pl )