"To jednak nie był koniec..."

Powraca ciągle powraca... Nie chcę, nie chcę żeby wracał... A on znowu uparcie się pojawia...

Ciemne oczy czternastolatka, wpatrzone w dal... Radosny uśmiech, może trochę melancholijny... Złote promienie słońca tańczące w jego ciemnej czuprynie...

Znowu czuję ten ból... Ostry, niszczący ból... Wypalający od środka całą duszę, a raczej te szczątki, które z niej zostały...

Głuchy dźwięk telefonu... Kilka słów, pustych, a jednak znaczących tak wiele... A potem martwa cisza... Wszystko się urwała, tak nagle, jak się zaczęło...
Potem tylko ciemna cmentarna ziemia, spadająca z lekkim szelestem na trumnę... Na jego trumnę... Krople deszczu spływającego z nieba, tak jak łzy z moich oczu... Tak jakby całe niebo płakało razem ze mną...
Ile tak stałam patrząc na zdjęcie, na kwiaty, na jego grobie?? Nie wiem... Dokąd potem poszłam?? Nie pamiętam...

Znalazłam się na moście, na moście wiszącym nad ziemią... Spojrzałam w dół, w ciągnącą się otchłań... Zawsze miałam lęk wysokości, a teraz nic... Nic nie czułam... Widziałam tylko taflę delikatnie falującej wody i moje rozmazane odbicie... Patrzyłam, patrzyłam i nadal nic nie czułam... Chciałam skoczyć z mostu, skończyć z tym życiem, niepewnością...
I wtedy zobaczyłam jego... Szedł powoli z drugiego końca mostu... Uśmiechnięty, tak jak zawsze, gdy byliśmy razem... Podszedł bez słowa, wyciągną rękę i dotknął mojego policzka...
"To nic nie da, to nie jest żaden ratunek." - powiedział - " Jeśli chcesz odnaleźć siebie musisz żyć... Musisz żyć... Tyle jeszcze masz do zrobienia, tyle do odnalezienia, tyle dobrego na Ciebie czeka"
A potem zniknął, rozpłynął się we mgle, jakby to był tylko sen... Znowu spojrzałam w otchłań, ale nie skoczyłam... Byłam za słaba, za słaba, żeby ze sobą skończyć... A może nie zrobiłam tego, bo on tak chciał...

Wróciłam do domu, ale jak - nie pamiętam... Był czas, że wszystko robiłam machinalnie... Nic mnie nie cieszyło, nie wiedziałam, kim jestem... Z nikim nie chciałam rozmawiać, nikogo nie chciałam widzieć... Nie chciałam widzieć współczucia w wzroku innych ludzi...

Ja go kochałam... I nie zdążyłam mu tego powiedzieć... Byliśmy przyjaciółmi, prawdziwymi przyjaciółmi... On kochał mnie... jak siostrę... A ja nie zdążyłam mu powiedzieć, że jest dla mnie kimś więcej... Zdusiłam w sobie tą miłość, mówiłam, że tak musi być, bo inaczej wszystko zepsuje... A teraz jest za późno, już go nie ma... Prawdziwej mnie też już nie ma, odeszłam razem z nim...

Kim jestem teraz?? Co ja tu robię?? Po co właściwie żyję?? Nie wiem... Duszę się w swojej skórze, duszę się w tej powłoce, która mnie otacza... Chowam się przed wzrokiem innych, unikam ludzi... Jestem sama, bo tak chciałam...

Ostatnio odkryłam, że znowu kocham... Nie chciałam tego, ale znowu kocham... Nie wiem, jak to się stało... Przyszło tak niespodziewanie... Ale ta miłość jest inna, może bardziej dojrzała, a może...

Miałam sen... Piękny sen... Śnił mi się Michał, miał uśmiechniętą twarz, oczy też mu się śmiały... Szliśmy brzegiem morza, razem... W pewnym momencie zjawił się ON, ten drugi... Michał uśmiechnął się...
"To dobry wybór... Cieszę się, że zrozumiałaś, po co żyjesz... Teraz mogę spokojnie odejść, nie potrzebujesz mojej opieki... On się Tobą zajmie..." - powiedział szeptem i rozpłynął się w mgle otaczającej plażę...

ON chwycił mnie za rękę... Powiedział "Kocham Cię"...
Wiem, to tylko mój sen... Znowu kocham, znowu nieszczęśliwie...

Może ON pomoże znaleźć mi odpowiedź na pytanie: "Kim jestem"?? Ale teraz przynajmniej czuję, że znowu żyję... Chcę żyć...

Łezka

P.s. Umieszczam swój adres... niebieska_lezka_17@wp.pl Mam nadzieję, że to był dobry wybór...