Człowiek pogubiony w przyzwyczajeniach sprzedaje wszystko...
Nawet własne zbawienie

Ten tekst chodzi mi po głowie od dawna. A dzisiaj chce mi się pisać. Głowa mi pęka, chociaż nic nie piłem, kawę pójdę za chwilę zaparzyć, papierosy wyciągnę i będę czekał. Czekam aż wróci do siebie do domu, i aż nie zadzwoni, i będę siedział w przedpokoju, blisko telefonu, i będę udawał że czekam. Ona przyjdzie do domu, popatrzy na telefon, będzie chciała zadzwonić, ale powstrzyma ją myśl że już jest trzecia, że to nie wypada... itd.
Wszystko domówione w najdrobniejszym szczególe, choć nie padło żadne słowo.
Pojawia się bardzo ważny bohater w tym tekście, <ważny tylko dla mnie wy nie będziecie mieli z nim kontaktu>... pojawia się kawa.
Wyszedłem na swoje ulubione miejsce. Szeroki parapet, duże okno, i żadne widoki za nim. Zabieram popielniczkę, zabieram kawę... będę myślał... chociaż myślenie tu nie ma przyszłości. Myślenie w ogóle nie ma przyszłości.
Siedzę i patrzę na świat.
Wszystko jest wyobcowane... myślisz że stanowisz jakąś składną całość nie stanowiąc nawet całości z samym sobą... jesteś ty , rozum, dusza i ciało... trzy elementy które chcą trzech różnych rzeczy... a ty ... kim jesteś? Spoiwem? Czymś pomiędzy tymi elementami, czymś co dąży do kompromisu... nigdy do tego czego naprawdę chce. Jak można mówić że czegoś chcesz, skoro cię nie ma?
Ja i mój wyobcowany świat. Ja i wasz świat. On ma sens... ten chory... przerażający sens.
Świat w którym rzeźnik śmieje się z poety, bo ma zawód, a poetów nie czyta nikt.
Świat w którym filozof wpisuje w rubryce "zawód" słowo "elektryk" żeby kobieta czytająca podanie, nie patrzyła na niego jak na potencjalnego wariata.
Świat w którym szczytem marzeń aktora jest rola w telenoweli.
Świat w którym nie mam ochoty być, ale nikt nie pyta mnie o zdanie.
Siedzę i tworzę swoją prywatną metafizykę... i po co?
I po co mi to wszystko.
Jaki w tym wszystkim jest sens?

"Zagubiony w przyzwyczajeniach,
człowiek sprzedaje wszystko,
nawet własne zbawienie".

Absolutne szczęście... absolutne dobro, absolutna miłość... absolut... czysta abstrakcja dla kogoś kto patrząc przez okno widzi tylko ciemną scenę ulicy.
On musi istnieć.
"Bóg jest miłością" najważniejsze przesłanie. Nie jest Starym człowiekiem z brodą, nie jest mężczyzną na krzyżu. Bóg jest tym uczuciem które istnieje między tobą a kimś kogo kochasz.
Istnieje piekło i niebo. Niebo to przebywanie w miłości, piekło to brak nieba.

"Extasis" M. Kundery.
Jest takie miejsce możliwe do osiągnięcia w którym przestaje być ważnym czas. Miejsce w którym sekunda staje się równa wieczności i przez to zrównanie obie tracą swoje znaczenie. Miejsce kompromisu między przeciwieństwami; środek, w którym wykluczające się rozwiązania stają się tożsame. Ekstaza.
Czułeś kiedyś to miejsce?
Leżąc na łóżku, tuż pod oknem przez które do pokoju dostaje się jedyne, wczesne jeszcze światło, leżymy trzymając się za ręce. Ona jeszcze śpi; Ja gdzieś między snem a jawą... obydwoje gdzieś ponad wszystkimi nie dotyczącymi nas sprawami, znaleźliśmy je.

" *** "
" ... i gładka, głośno kochająca się dwójca,
dwie jaskinie wzajemnie się pochłaniające,
dwa kościoły doszczętnie wypełnione Bogiem..."

M. Świetlicki <"schizma">
 
 
 

rED_LIKE_DRAGON_FLY
(red-cappa@wp.pl)