Biegnę. Byle do przodu. Uciekam przed tym
wszystkim co mnie tak przytłacza. Nie mam siły się już z tym zmagać. Najlepiej
uciec i zostawić to wszystko z tyłu. Sprawy nie wstaną i nie pójdą za mną.
Nie chce już tak dłużej żyć. To nie na moje siły. Biegnę. Jestem coraz
dalej. Już nie poznaję okolicy, w której jestem. Ludzie mówią mi, żebym
odpoczął, ale ja ich nie słucham. Wszyscy oni dla mnie są nikim. Wszyscy
oni trwają w amoku, nie widzą co się wokół nich dzieje. Patrzą na świat
jakby przez jakiś pryzmat, pryzmat szczęścia. Ja tak nie potrafię. Dlatego
biegnę. Nie wiem dlaczego, ale mam siły. Wiem, że dam radę przebiec cały
świat. Może znajdę gdzieś miejsce dla siebie. Wątpię. Tylko mała iskierka
nadziei tli się jeszcze we mnie, że znajdę to czego szukam. Ale czego ja
właściwie szukam, szukam szczęścia?, spokoju?, miejsca gdzie mogę być chociaż
przez chwile sam?, miejsca, w którym mogę zapomnieć, zapomnieć o tym wszystkim
co mnie otacza? Ja tak dłużej nie wytrzymam. Biegnę. Wiem, że to mi nic
nie da. Wszędzie jest bowiem ktoś, kto nie potrafi zrozumieć takich jak
ja. Nas jest więcej. Wiem o tym. Spotkałem ich na swojej drodze. Tylko
oni potrafią mnie zrozumieć, ale oni uciekają, dlatego nie pomogą mi. Nie
liczę na żadną pomoc. Nie dam sobie rady sam, ale też nikt nie jest wstanie
mi pomóc. Często odwracam się za siebie, żeby sprawdzić czy to jeszcze
tam jest. To zło, które goni mnie. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że
człowiek jest złem. Oni się szukają, ale ja im nie pozwolę się połączyć.
Jak im się uda to będzie koniec. Biegnę. Na oślep, na śmierć. Byle dalej
przed siebie, byle dalej od niego. Jeszcze mam siły, żeby walczyć, ale
nic nie trwa wiecznie. Może on zrezygnuje. Wszędzie, gdzie się pojawi,
jest to samo. Wszędzie jest źle, wszyscy są biedni, oni już nie żyją, oni
tylko wegetują. Próbują się czegoś nauczyć, ale to im się na nic nie przyda,
gdy znajdą się martwi w trumnie. Marazm ogarnął ich wszystkich. Nie potrafią
oni nic zdziałać. Ja mogę się tylko temu biernie przyglądać. Nie umiem,
nie mam takiej mocy, aby im pomóc. Tańczą tak jak im zagra. Zło jest wszędzie.
Jest go tak dużo, że powietrze staje się gęste. Kto jest temu winny? Pytam
się często. Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć. Ja mam swoją własną teorię
na ten temat. Jest tylko jedna istota, która lubi się we wszystko wtrącać.
On specjalnie mąci, miesza, wzburza tłum. Wie, że żyje tylko dzięki nim.
Bez nich będzie nikim. Bez nich przestanie żyć. Żyje bowiem tylko dzięki
ich wierze. Nie można określić go jednym słowem. On jest tylko jeden, ale
występuje pod różnymi postaciami. Dla różnych gromad ludzkich jawi się
jako kto inny. Od każdej z nich wymaga czegoś innego, tak, aby nigdy nie
było pokoju. Potrzebują go najbardziej wtedy, kiedy są w niebezpieczeństwie,
kiedy się źle dzieje, kiedy się boją, kiedy potrzebują siły. Specjalnie
knuje różne intrygi. Ja go przejrzałem. Nie potrzebujemy go wcale, aby
żyć. On nam nic tak naprawdę nie daje, czego byśmy sami nie umieli zrobić
czy wziąć. Tańczymy tak jak nam zagra. Ale nie ja. Ja już wiem co się tutaj
dzieje. Dlatego muszę biec, to on mnie goni, aby nie wyszło na jaw, że
on jest nam niepotrzebny. Oj, gdybyście tylko wiedzieli to co ja. Nigdy
nie będzie nam dobrze póki on interweniuje w nasze życie. Wszyscy razem
musimy mu powiedzieć, żeby sobie poszedł. Sam tego nie zrobi. Ja, kilku
innych nie zmienimy naszej przyszłości. To jest możliwe, ale musimy stanąć
wszyscy razem. Razem mu się przeciwstawić. Powiedzieć mu: Nie!
Nie, on mnie dogania, już nie mam siły.
Powiedz mi: dlaczego to robisz? Dlaczego nie pozwolisz nam żyć? Błagam
cię powiedz mi to BOŻE!
TILL
(turbo17@poczta.onet.pl)