Niesolidność Telekomunikacji
Z przykładami wziętymi z życia codziennego
Jest ciemno. Dookoła wszyscy śpią. A ja siedzę przed komputerem, licząc na szybszy transfer z Siecią. Jeszcze chwila, parę kliknięć: Dial-up Networking > Internet > Połącz. Wybieranie numeru, weryfikacja nazwy użytkownika i hasła, logowanie... rozłączanie.
To, co dzieje się na łączach, przechodzi po prostu ludzkie pojęcie. Transfer da się jeszcze znieść (z bólem, ale zawsze). Jednak ta jakość połączeń, które często nie mogą utrzymać się dłużej, niż przez jeden impuls... Ludzie, którzy muszą korzystać z Internetu, a posiadają modem, i tak będą się łączyli. A pieniądze wpływające na konto Telekomunikacji - podwajały.
Pewnego poranka wpadłem na genialny pomysł: wykupię sobie abonament. I tak też zrobiłem. Pomijam już fakt, że sposób rejestracji i program, którego trzeba używać do łączenia się, pozostawiają wiele do życzenia. Mniejsza o to, że rozłączanie z Siecią następowało czasem nawet po szesnastu sekundach. Grunt, że nie było impulsów. Tak przynajmniej myślałem.
Miesiąc później przyszedł rachunek. A na nim kilka pozycji: pakiet internetowy (35 zł), pakiet internetowy (35 zł) - ?!, połączenia z siecią teleinf. (71.05 zł) - ?!?. To była już przesada. Bez namysłu chwyciłem za słuchawkę i zadzwoniłem do Telekomunikacji. Nie ukrywam, że byłem mocno zdenerwowany.
- Dzień dobry, w czym tkwi problem?
- Mam problem z 15. godzinnym pakietem.
- Mianowicie?
- Rachunek jest ewidentnie zbyt wysoki.
- Chwileczkę, przełączę pana.
- Ale...
- [ tut tut... tut tut... ]
- Dzień dobry, w czym tkwi problem?
- Mam problem z pakietem i wysokością rachunku.
- Chwileczkę, przełączę pana.
- Nie! Już-
- [ tut tut... tut tut... ]
- Dzień dobry, w-
- Mam problem z pakietem.
- Tak?
- Rachunek jest źle naliczony. Siedziałem w Internecie mniej niż 15 godzin. Mimo tego każecie mi zapłacić dodatkowo 72 złote, wzięte nie wiadomo skąd. Oprócz tego jeden abonament jest nabity dwukrotnie!
- Chwileczkę, zaraz sprawdzę... tak, zgadza się, przekroczył pan limit o X godzin i X minut.
- To jest po prostu niemożliwe. Czas każdego połączenia zapisywałem [ w końcu ich genialny program ni podlicza go ].
- Ale tu mam wyraźnie zapisane.
- A co z tymi dwoma abonamentami za pakiet?
- Jeden jest za miniony, drugi za kolejny z góry.
- Dobrze, dziękuję, do widzenia.
Usiadłem i zacząłem myśleć. W końcu wydedukowałem, że mogłem pomylić się w liczeniu i przekroczyć limit o (przykładowo) godzinę. Rozłączało mnie co parę sekund z Siecią i nabijało impulsy. Napisałem podanie mówiące, że wysokość rachunku jest spowodowana niesolidnością firmy. Po dwóch tygodniach otrzymałem odpowiedź.
'Przyjmujemy reklamację na wszystkie impulsy, które trwały krócej niż 60 sekund, składające się w sumie na kwotę 21 zł' - koniec, kropka. W tym momencie napisałem kolejne pismo, w którym wyraziłem rezygnację z pakietu 15. godzinnego.
Korzystałem z Sieci 'po staremu'. Męczyłem się, denerwowałem, ale używałem nadal. Z konieczności i z braku alternatywy. W końcu sytuacja sięgnęła zenitu. Zadzwoniłem do biura napraw.
- Dzień dobry, mam problem z rozłączaniem z Siecią.
- Łączy się pan przez modem?
- Tak.
- Czy po podłączeniu do kabla telefonu słychać jakieś szmery?
- Nie, sprawdzałem to.
- Rozłączanie bardzo przeszkadza w pracy? [ sic! ]
- Bardzo.
- Jaki jest pana numer? Tak, przyjąłem. Do widzenia.
Z nadzieją czekałem na reakcję - poprawę stanu, telefon, cokolwiek. Nie doczekałem się. Po paru miesiącach zadzwoniłem znowu.
- Dzień dobry, mam problem z rozłączaniem z Siecią.
- Jak się pan łączy?
- Przez modem.
- Nie jest to wina urządzenia?
- Nie. Wymieniłem je, a problem nie zniknął.
- Może chodzi o kabel?
- Sprawdzałem, wszystko z nim w porządku. Poza tym na dwóch różnych przewodach sytuacja jest taka sama.
- Jaki jest pana numer? Dziękuję, przyjęłam. Do widzenia.
Niemal straciłem nadzieję. Na drugi dzień jednak, o siódmej rano, zadzwonił telefon.
- Dzień dobry, TPSA. Zgłaszał pan problem z rozłączaniem?
- Tak.
- Nie jest to na pewno wina sprzętu?
- Na sto procent nie.
- Ale słyszę jakieś szmery [ ja też, ale się leczę ].
- To wina starego, bezprzewodowego telefonu.
- Przez stacjonarny jest w porządku?
- Tak.
- Dziękuję, do widzenia.
Fakt ten miał miejsce jakiś miesiąc temu. Od tego czasu sytuacja diametralnie się zmieniła. Na moją niekorzyść. Teraz rozłącza mnie albo na samym początku, albo w połowie impulsu.
Nie ma słów, którymi mógłbym określić moją niechęć do firmy, jaką jest Telekomunikacja. Póki co jest ona monopolistą i ludzie są na nią skazani. Mam nadzieję, że gdy na rynku kilka firm wzmocni swoją pozycję, wszyscy zaczną odchodzić do nich, zostawiając TPSA na lodzie. A tak może się stać. Oby zachowanie moich znajomych z dolnego śląska było adekwatne do sposobu postępowania społeczeństwa - gdy tylko dostali oni taką możliwość, bez wahania przerzucili się na Dialog. A jeśli działoby się tak masowo, to albo Telekomunikacja poprawiła by swoją postawę, albo po prostu wypadłaby z obiegu.
TPSA - łączy nas coraz drożej, dłużej, wolniej, rzadziej...