Polityka a
religia
Jak myślicie, czy religia powinna się mieszać z polityką, czy też
lepiej by było, aby te dwie dziedziny były od siebie całkowicie oddzielne? Czy
gdyby w jakimś kraju władzę przejęła partia opierająca swą ideologię na jakiejś
doktrynie religijnej, zagroziłoby to wolności wyznaniowej w tymże państwie?
Spojrzeć wystarczy na takie kraje jak Iran, Algieria czy ostatnio Afganistan lub
to, co działo się w średniowieczu (inkwizycja, indeks ksiąg zakazanych,
przeinaczanie faktów w kronikach pisanych przez mnichów, wszechobecne mieszanie
się Kościoła w sprawy państw, krucjaty, ufff! Wymieniać dalej?). Ale w tym arcie
nie mam zamiaru krytykować jakiegoś konkretnego wyznania, ale ukazać, że ilekroć
religia miesza się do polityki, wychodzi coś paskudnego.
Istotą religii jest
bezwarunkowe wierzenie w jakieś niepodważalne dogmaty, np. w islamie („Nie ma
boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem” – z góry sorry, jeżeli to
wyznanie brzmi inaczej) lub w katolicyzmie („Wyznanie Wiary”). Nie muszę chyba
mówić, że reszta społeczeństwa niekoniecznie musi się zgadzać z doktrynami ludzi
znajdujących się u steru władzy. Doktryny religijne mają też to do siebie, że są
niejednoznaczne, co pozwala na mnogość interpretacji. A dzięki tej mnogości
możemy być pewni, że zawsze znajdzie się jakaś banda oszołomów w stylu talibów,
którzy albo doprowadzą do hiperortodoksyjnego przestrzegania jakichś zasad
religijnych, albo wykorzystają je do demagogii i straszenia społeczeństwa
wizjami „wrogów politycznych – tworów Szatana”. Bardzo często zdarza się też, że
religia głosi nietolerancję dla innych wyznań tudzież ateizmu.
Poza tym
etyka oparta na jakieś religii często jest ściśle związana z objawieniem danym
przez bóstwo, a forma takiej etyki jest typu „rób tak i już, bo jest napisane
XXX w YYY, co oznacza, że ZZZ”. Np. przez wiele lat, już bardzo, bardzo, bardzo
odległych, Izrael był państwem opartym na naukach Tory, które Bóg rzadko
uzasadniał. Wiele z nich było radami wymienionymi przez Boga dla ułatwienia
życia ludziom (np. zwyczaj mycia rąk przed jedzeniem lub odpoczynek sabatowy),
które jednak w późniejszym czasie zostały wyniesione do rangi świętości
(Przykład? Wielu sicarri – sykaryjczyków, ortodoksyjnych Żydów, potrafiło zabić
człowieka, który rozprawiał o Boskich prawach z innymi, a nie miał
obrzezanego... eee, no wiecie czego. I oni jeszcze bezceremonialnie sprawdzali,
jaki jest stan, hmmm, rzeczy:///).
Nie wszyscy ludzie muszą wierzyć w to, w
co wierzy partia rządząca opierająca swą politykę na doktrynie religijnej(nie
twierdzę, że polityk nie może być wyznawcą jakiejś religii, sugeruję jednak, że
ludzie raczej nie chcą być rządzeni wedle prywatnych praw takiego człowieka. A
areligijność w sprawach politycznych może go sprowadzić do grzechu. To jest tak,
jak z kapelanami wojskowymi: z jednej strony mówią o miłosierdziu i nadstawianiu
drugiego policzka, z drugiej, gdyby żołnierze faktycznie zaczęli stosować te
zasady, tedy wypaczyła by się cała idea wojska). Niektórzy mogą jednak zauważyć,
że jeżeli taka partia została wybrana przez społeczeństwo, to oznacza, że ludzi
chcą być rządzeni przez ugrupowanie tego typu. Natomiast zabronienie tworzenia
klubów politycznych o statucie opartym na jakiejś religii byłoby ograniczeniem
wolności obywatelskiej. Należy jednak zauważyć, że władza o podłożu religijnym
może przekształcić się we władzę fundamentalistyczno-demagogiczno-populistyczną,
a wtedy już w ogóle nie ma co marzyć o wolności słowa, wyboru itp
Społeczeństwo, nawet gdyby później zmieniło preferencje polityczne, i tak nie
mogłoby zmienić władzy. Byłoby w przysłowiowej kropce.(coś w stylu wujcia
Saddama, tyle że on nie uważa się za mesjasza, a za kolejne wcielenie
Gilgamesza)
Nie opieranie władzy na religii nie oznacza, że ma ona zostać
całkowicie zdominowana przez bezlitosną politykę w stylu makiawelistycznym.
Istnieją cztery rodzaje stosunków etyki do polityki. Pierwsza głosi, że interes
polityczny jest wartością nadrzędną nad moralnością (makiawelizm). Druga zakłada
całkowitą niezależność polityki od etyki. Ludzi głoszący taką filozofię odcinają
się od ocen moralnych polityki oraz angażowania się w nią (klerkizm). Trzecia
doktryna mówi o tym, iż moralność jest w ścisłym związku z polityką, ale normy
moralne nie mogą hamować dążeń politycznych. Czwarty sposób myślenia opiera się
na nadrzędności moralności nad polityką.
Czwarta opcja, wg mnie, jest
najlepsza. Jednak należy pamiętać, że potrzebę postępowania moralnego powinna
opierać albo na imperatywie kategorycznym albo na wizji dobrobytu osiągniętemu
dzięki sprawiedliwości. Ludzie muszą wiedzieć, co daje moralnie dobre
postępowanie (państwo bez korupcji, wysokich podatków, zarabiających 140 tys.
złotych miesięcznie polityków, strajków pielęgniarek, zafałszowanych wyników
pracy policji i rosnącej przestępczości wśród nieletnich i takie tam niemożliwe
do zrealizowania idee). Państwo powinno być też sprawiedliwe i zapewniać
bezpieczeństwo, a nie głosić pacyfizm. Doprowadziło by to do sytuacji, jak teraz
jest we Francji po paru latach rządzenia partii nazbyt liberalnych (dla
przykładu przestępczość w Paryżu czy Lyon jest większa niż w New York.
Przynajmniej tak podaje grudniowy Newsweek). Ludzi, którzy z powodu swojego
wyznania postanowili, dajmy na to, nadstawić drugi policzek, mogą wybaczyć
jakiemuś bandycie, ale sądy i policja, jako organy zapewniające bezpieczeństwo w
kraju, powinny zamknąć bandytę w więzieniu, by nie zagrażał społeczeństwu (a że
jest niebezpieczny, tego dał przykład, atakując miłosiernego wyznawcę jakiejśtam
religii, który mu to wybaczył).
Podkreślam jeszcze raz, że tym razem;) nie
chciałem obrazić żadnej religii, a jeno unaocznić, że powiązanie wiary z
polityką nie zawsze wychodzi na dobre.
Del (np. Metallica - "Ride The Lightning")
dhellan@op.pl