O uzależnieniu i nie tylko

Przeglądając stare numery AM (czytam od początku) natknąłem się na dyskusję o uzależnieniu od kompa. Wiem że to już cholernie oklepany temat, jednak za jego pomocą chciałbym sięgnąć nieco głębiej. Jednym z textów był text "Co chcecie zmienić?". Dla tych co nie czytają od tego czasu, lub nie pamiętają przypomnę że autor kierował ten text do ludzi którzy co numer zasypywali AM artami w których chwalili się jak to oni wychodzą z nałogu komputerowego, że są teraz "normalni" itp. ale tak naprawdę można było wyczytać że chodzi im o pewien styl życia. Byli (tzn. dawni) "komputeroholicy", uważają że przed monitorem człowiek marnuje sobie życie, że takie życie jest niepełne, że pełnie życia osiąga się dopiero gdy pozna się kogoś na imprezie, zagada się do dziewczyny na ulicy - wtedy dopiero będzie się "normalnym". Naprawdę jestem prawie pewien że właśnie o to im chodziło i myślę że znam odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie zaczynają rezygnować ze swego poprzedniego życia i stawać się "normalnymi". Taki koleś który większość wolnego czasu poświęca na kompa, jest obgadywany, wyśmiewany, nawet jego rodzina traktuje go jak jakiegoś dziwaka. Takiemu pacjentowi zależy aby być "normalnym" i oczywiście gdy tylko ktoś go nazwie nałgowocem, komputerowem, internetowy-ćpunem itp:) on natychmiast broni się, kłamie że on wcale nie i takie tam...(skąd ja to znam, sam kiedyś taki byłem). I tu mam pytanie - po chuja on kłamie, aby inni go zaakceptowali? Następnie nasz komputerowiec widzi że jego koledzy mają dziewczyny, tu to dopiero jest jazda. Wypisują całe poematy do AM (i nie tylko) o nieśmiałości, złamanych romansach i jak przez to są nieszczęśliwi (trochę im współczuję, ale mocno przesadzają zresztą o tym później). I tak oto nieszczęsny "nałogowiec" zwala całą winę na ten obrzydliwy "kompjuter" który to rzekomo zepsuł mu życie. Taki koleś uwarunkowuje swoje szczęście od posiadania dziewczyny, bycia lubianym i "normalnym", nic dziwnego że później dołuje się i na dodatek robi to na łamach AM (w sumie to nie mam argumentów przeciw wypowiadaniu sie, ale troszke mnie drażni ich podejście). Tacy kolesie muszą zrozumieć że: twoje szczęście NIE zależy od innych, a tylko i wyłącznie od CIEBIE. Uwierz mi że MOŻNA być nie lubianym, nie mieć dziewczyny i mimo to CIESZYĆ SIĘ życiem. Trzeba po prostu CIESZYĆ SIĘ TYM CO MASZ I KIM JESTEŚ, A NIE TYM CO MOŻESZ MIEĆ LUB KIM MOŻESZ BYĆ. Potraktuj to wszystko z dystansem, na spokojnie, a uwierz mi NA PEWNO znajdziesz sobie odpowiednie towarzystwo i fajną dziweczynę, to tylko kwestia czasu, musisz tylko zachować spokój i uwierzyć, nie musisz chodzić na imprezy czy po dyskotekach (nie namawiam cię do bierności którą ja WYBRAŁEM, ale do zachowania spokoju i dystansu). Kolejna kwestia to szkoła. Nałogowcy podobno cholernie opuszczają się w nauce, jeśli chodzi o mnie to jest to całkowita prawda:) (średnia ocen 2,6). Ale jest to mój ŚWIADOMY WYBÓR, że zamiast uczenia się siedze przed kompem lub chodzę po mieście (jest to mój drugi nałóg, trzeci to granie z kumplem przez kabla:). Wiem jakie będą konsekwencje tego że nie chce mi się uczyć i mimo to wybrałem właśnie lenistwo. Po prostu nie zależy mi na tym ile kasy będę zarabiał, a moje ambicje...no coż...nie posiadam:) Umiem się cieszyć tym co mam i robię to co lubię. Pracę też wybiorę sobie taką jaką lubię, a nie taką co dużo płacą i nie obchodzi mnie czy ktoś ją doceni, czy nie. Będzie to najprawdopodobniej zawód kierowcy (choć lubię też urbanistykę - grałem we wszystki części SimCity, w jedynkę jeszcze na commodorku:). Być może wyniosę się do większego miasta, ale wszystko w swoim czasie. Ambicja to jest chęć bycia kimś innym, lepszym (lepszym wg siebie oczywiście), wyklucza pełne radowanie się tym co się aktualnie ma, czy kim się aktualnie jest. Dlatego też tacy którzy akceptują swoją sytuację są po prostu szczęśliwsi. I to właśnie mam na obronę tego kolesia co wtedy napisał ten dosyć kontrowersyjny text, umiał się cieszyć tym kim jest i co ma, nie zważając na to czy inni kiedyś nazwą go: internetowym ćpunem, nieukiem, nieudacznikiem. I O TO CHODZI. Ale wyskakuje taki "nawrócony" i obwieszcza wszystkim "wspaniałą nowinę" jak należy żyć. Nie dostrzega że tak naprawdę nie jest to jego zdanie, tylko zsumowane poglądy innych. Jednak weź wytłumacz takiemu że to nie jego życie, a on i tak wpierdala się na siłę ze "swoimi" przemyśleniami. Ja się tym nie przejmuje, ale gdy taki uważa się za lepszego, to coś z nim jest nie tak. NIKT nie ma prawa się wywyższać, ani ja, ani ty, ani nawet prezydent nie jest lepszy od nikogo, jest tylko INNY. To jak żyje i co lubi to już jego prywatna sprawa. To jest chyba to o co mi naprawdę chodziło, poczucie wyższości nad innym. Czujesz się lepszy od takiego np. pijaka spod monopolowego, a nawet nie wiesz jak ma na imię. Może dotrze to do kogoś, a może nie, w sumie to i tak nie ma znaczenia, świata nie chcę zmieniać.

Parę cytatów na poparcie moich wypocin:


* "Nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski, dosyć ma dzień swojego utrapienia" (Mateusza 6:24)

* "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą odmierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?" (Mateusza 7:1-3)

* "[...]gdybyście wiarę mieli i nie wątpili[...] i gdybyście tej górze rzekli: Wznieś się i rzuć do morza, stanie się tak." (Mateusza 21:21)

* "[...]choć wiatr w oczy wieje, szansa maleje, zawsze mam nadzieje, podobno matkę głupich, jestem wśród nich, bo wierzyć nie przestanę, a bywa przejebane[...]" (Molesta - "Będzie dobrze")

* "[...]jak zapalę, to strzącham z popiołem, to na co wczoraj kląłem[...]" (Molesta - "Będzie dobrze")

* "[...]więc jebać urojenia, działaj z przekonaniem że nic złego się nie stanie, ave na przetrwanie, na otarcie łez, człowieku będzie dobrze? Raczej dobrze jest!" (Molesta - "Będzie dobrze")


^mk_cannabiS^



PS. Chciałbym jeszcze dodać że uważam że tak naprawdę jest niewielu prawdziwych nałogowców, którzy naprawdę powinni być leczeni, dotyczy to tych którzy naprawdę nie mogą żyć bez kompa, są wtedy tak samo uzależnieni jak "normalni ludzie" od dobraj opinii i akceptacji innych.
PS2. Z góry dziękuję za zamieszczenie tego arta w AM. Jeśli nie zostanie zamieszczony to też dziękuje:) (za przeczytanie mojej skromnej i nieco chaotycznej wypowiedzi)
PS3. I żeby było jasne - nie mam dziewczyny (ten nawias jest dla złośliwców i szukających dziury w całym, jestem hetero - potwierdzone:), mam tylko kilku kumpli, wszyscy jesteśmy "naćpani grami", a oni również internetem, bo ja go nie mam. W tekscie nazwałem się nałogowcem bo w sumie to może i nim jestem. Mimo to jakoś sie żyje, i nie mam ochoty skakać z mostu, czy podcinać se żył. I jeszcze jedno, nie obchodzi czy się ktoś ze mną zgadza czy nie, ale gdy będą polemiki, być może na nie odpowiem.
PS4. Słuchałem Queen (jakby kogokolwiek to obchodziło:)