I don't think you trust, In, my, self righteous suicide

           

Suicide...

 

            Opowiem Wam historię pewnego chłopca. Podczas gdy to się działo był jeszcze w drugiej klasie gimnazjum.

            Czerwiec, czas wycieczek szkolnych. Podczas Jednej z nich zobaczył dziewczynę. Nic szczególnego, pomyślicie, zwykła historia. Pierwszy raz poczuł się samotnym. Miał wielu kolegów i przyjaciela, jednego, ale im bliżej niego byli (przyjaciele) tym bardziej czuł się sam. Zawsze był nieśmiały, nie był przystojny, był zwykły ale zawsze inny od reszty swojej klasy. Nie lubił dyskotek i nie wstydził się tego powiedzieć. Nie pił alkoholu bo nie lubił, jak sam mówił: "nigdy wbrew sobie". Z dziewczyną którą zobaczył w ciągu wakacji nawiązał bliższy kontakt. Pewnej słonecznej niedzieli wstał z łóżka i poczuł się inaczej. Był pewien tego co czuł do Niej. Tego samego dnia odwiedził człowieka którego uważał za przyjaciela. Nawet się nie spodziewał tego co usłyszy. "Całowałem się z Nią", taaak to właśnie usłyszał. Bez słowa odwrócił się i poszedł do domu. Szedł okrężną drogą aby nikt z jego znajomych nie widział łez spływających mu po twarzy. Wieczorem po raz pierwszy pomyślał o samobójstwie. W swoim pokoju miał zapas tabletek gotowych aby je połknąć. Miał nóż do podcięcia sobie żył. Miał balkon z którego mógł skoczyć na metalowe pręty z których zrobione było ogrodzenie jego domu. Wziął do ust pierwszą tabletkę. Poczuł jej gorzki smak i wypluł ją przez okno. Zaśmiał się do siebie. Wierzył, że jeszcze może być dobrze. Wiara czyni cuda, powiecie, i uczyniła jeden. Teraz kończy gimnazjum. Jest już po testach próbnych. Miał 93 punkty. Ona odwzajemniła jego uczucie. Są ze sobą. Wybrał sobie szkoły w których chciałby się kiedyś uczyć. Zapytacie: czego mu więcej trzeba? A jednak! W głębi jego duszy nadal ciąży dawne pragnienie: śmierć. Drażnią go rozmowy o Bogu w którego nie wierzy.

 

 

 

 

Skończył gimnazjum. Dostał się do najlepszej szkoły w swojej okolicy. Teraz są wakacje. Nie cieszy się z nich. Dzisiaj jest pierwszy sierpień. Niedawno Ona miała urodziny na których świetnie się bawił. Ale przez ostatni tydzień kazał mówić rodzicom: "gdyby ktoś o mnie pytał to mnie nie ma. Dla wszystkich". Cały tydzień spędził w swoim pokoju. Nawet obiady w nim jadał. Z telefonu komórkowego wyjął baterię. Często siedział w ciszy, czasem słuchał muzyki. Ale tej sierpniowej, ciepłej nocy... położył się na podłodze swego pokoju i przeciągnął nożem po swoim nadgarstku. Nóż zostawił czerwony ślad. Nie krzyczał. Nie poczuł bólu. Tylko zasnął.

 

Byłem na jego pogrzebie. Jego rodzice płakali. Przyjaciel stał nad grobem milczący. Była tam cała jego rodzina i znajomi. Wszyscy ubrani na czarno, niektórzy płakali. "Zmarnował się, chłopak", tak mówili. Tylko Jej nie było na pogrzebie. Wyjechała na pielgrzymkę do jakiegoś świętego miejsca. Kiedy wróciła postanowiła go niespodziewanie odwiedzić. Jej rodzice nie zdążyli jej powiedzieć. Po drodze do jego domu spotkała jego przyjaciela. "Idę do niego, pójdziesz ze mną?". "To nie tam, on mieszka gdzie indziej..." słowa uwięzły mu w gardle. Zaczął iść w kierunku cmentarza. Kiedy przekraczali cmentarną bramę, ona się uśmiechnęła: "to jakiś skrót?". Nic nie odpowiedział. Podszedł go grobu w cieniu drzew i wskazał nań palcem. "To tutaj.".

 

Spędziła przy jego grobie cały dzień. To co czuła wtedy jest jej tajemnicą, tak jak to co skłoniło tego chłopca do samobójstwa.

 

Te tajemnice znam i ja, ale zabiorę je ze sobą...

 

 

 

Ijon Tichy