Otwieram oczy i widzę te same kształty blado majaczące w nikłym świetle
zza okna. Ten sam pusty, bezkształtny pokój, te same przedmioty, ten sam
dzień. Taki jak wczoraj i przedwczoraj. Szary poranek, jak cały dzień.
Każdy taki sam rozpoczynający się rytmicznymi dźwiękami budzika. Czym kolejne
dni się różnią - numerkiem w kalendarzu? Co takiego niesie ten dzisiejszy?
Co sprawia, że mam wstać, a dlaczego mam w ogóle wstawać z łóżka? Bezmyślnie
patrzę w te same wskazówki - widzę je od lat. Co takiego jest w tych godzinach,
gdy moja świadomość ucichła, co się działo w około? Nie wiem.
Pamiętam jeszcze Jej twarz, tak, uśmiechała się... Wiem, że gdy zamknę
oczy ujrzę Ją znowu. Przymykam powieki, teraz patrzę innymi oczyma, teraz
Ją widzę, teraz jestem szczęśliwy. Jeszcze tę krótką chwilę, dla której
mam przeżyć kolejny dzień, tak to dla Niej. Tylko po to wstaję by móc znów
usnąć, uciszyć umysł i pozwolić Jej przybyć. Wiem, że gdy ja pochłonięty
jestem bezsensownymi sprawami dnia, Ona czeka do nocy.
Dzień mija, mogę wreszcie się z Nią spotkać. Jestem już w łóżku, ogarnia
mnie ciemność, mięśnie odmawiają posłuszeństwa, świat zdaje się być gdzieś
indziej. Już mną nie włada, teraz jestem z Nią. Nie muszę nic mówić, Ona
także milczy, tysiące słów są niczym - chwytam Ją za rękę. Idziemy we dwoje,
jest środek lata, wąska alejka w parku stworzona tylko dla nas. Nagły podmuch
odsłania jej policzki. Widzę delikatny uśmiech, tak promienny, a zarazem
ulotny. Czuję jej bliskość, wiem, że jest przy mnie. Zatrzymujemy się,
spoglądamy sobie w oczy. Topię wzrok w głębinie jej źrenic. Otoczenie przestaje
być ważne, ci wszyscy ludzie, pędzą popychając się wzajemnie. My stoimy
wpatrzeni we własne twarze. Wszystko wokoło się zatrzymuje, czas na tę
chwilę przestaje biec swym rytmem, zanika ruch. Umiera aktywność. Teraz
jesteśmy sami - pustka wokół nas jest nieprzenikniona. Każda chwila jest
wiecznością, nie chcę by to się skończyło - pragnę tu zostać, na zawsze.
Dla mnie istnieje tylko Ona.
Niestety nic nie trwa wiecznie, powoli zauważam zanikające kształty, czuję,
że nie należę do tego świata, że powinienem już odejść. To uczucie wciąż
narasta. Odzywają się myśli, umysł znowu się budzi. Część mnie chce tu
pozostać, ale słyszę już delikatny szept nakazujący mi Ją pozostawić. Pragnę
z nią pozostać. Zauważam łzy przecinające rumieńce jej policzków i głęboki
smutek w Jej spojrzeniu. Coś chwyta mnie i wyrywa siłą z tego miejsca.
Z tego świata, który sam stworzyłem - dla Niej. Jeszcze sekunda... Zanikają
drzewa wokoło, słońce gaśnie, śpiew ptaków ginie, zagłuszony brzmieniem
budzika. Nie chcę tego - jestem bezsilny. Szarpię się, uderzam ręką na
oślep, zegar umilkł, jak mógłbym nie trafić? Zamykam oczy, widzę Ją nadal,
lecz teraz jakby przez mgłę, jest samotna. Rude włosy opadają na jej twarz.
Żegnam się z Nią, mimo, że już mnie nie widzi. Odchodzę w prawdziwy świat.
Ale wiem to na pewno - wieczorem spotkamy się znowu...
Opowieść całkowicie NIEfikcyjna
By MU$K
PS. WinAmp do 3 nad ranem zagrzewał mi:
Nightwish J - Over the hills and far away,
Oceanborn, Wishmaster
Sweet Noise - Czas ludzi cienia
Crematory - Act Seven
Children Of Bodom - Follow The Reaper
(pozdro dla ELDa).