Złota polska młodzież


Cześć, to niestety znowu ja, czyli autor najmniej odkrywczych tekstów w AM. Nie mam co robić, bo wszystkie książki w domu przeczytałem po pięć razy, wszystkie płyty przesłuchałem, a na naukę jakoś nie mam ochoty. Cóż więc mi pozostało? Napisać kolejny tekst do AM, którego nikt nie przeczyta, nie wspomniawszy już o wysłaniu do mnie listu. Jestem pewien, że niektórzy nawet nie zajrzeli nawet do tego artykułu, widząc moją ksywkę przy tytule. Pewien wybitny actionmagowy tekściarz o trzyliterowym pseudonimie napisał mi w mailu bez ogródek (trochę sprowokowany, muszę przyznać), że on pisze dobrze, bo chwalą go Eddie, Qn'ik, ba! nawet sam Smuggler i że nigdy nie będę taki dobry jak on. Oprócz tego uświadomił mi, że moja twórczość jest bezpłciowa. Chłopak wprowadził mnie w tak czarną depresję, że chyba się niedługo powieszę ze smutku... <-- TO BYŁA IRONIA (chyba będę musiał zaznaczać to w ten sposób, bo używam za dużo sarkazmu, a za mało emoticonek i potem niektórzy mnie źle rozumieją. A nie mam zamiaru po każdym zdaniu pisać :) czy innych ;>... <-- A TO BYŁA ALUZJA). A co to wszystko ma wspólnego z moim tekstem? Nic. Absolutnie nic.

Jako uczeń pierwszej klasy liceum im. Zapomniałem Kogo mam, niestety, prawie codzienny kontakt z przedstawicielami wspaniałej polskiej młodzieży. Obserwując ich, każdy może zastanowić się, jaki będzie nasz piękny kraj, kiedy oni zaczną nim rządzić. Niektórzy mogą sądzić, że gorzej już być nie może. Oby...

Współczesna młodzież, o czym wie każdy, nie ma żadnych zasad. One nie pozwalają cieszyć się życiem. Wprowadzają jakieś zbędne ograniczenia. Młodość musi się wyszumieć. Na przykład na takiej wycieczce szkolnej. Jak myślicie, po co organizowane są szkolne wycieczki? Po to, żeby pozwiedzać zabytki? Po to, żeby zdobyć jakieś informacje w muzeum? A może po to, by zetknąć się trochę z kulturą w jakimś teatrze? A skąd. Na porządnej szkolnej wycieczce trzeba się porządnie uchlać! (Mówiłem, że nie będzie odkrywcze.) W naszej klasie padł ostatnio pomysł, żebyśmy gdzieś wyjechali. Niestety, klasa nie mogła wypracować kompromisu i odpowiedzieć na stosunkowo proste pytanie: GDZIE mamy jechać? "Kraków" - rzucił ktoś. "Tam już chlaliśmy" - otrzymał celną odpowiedź. "To może do Zakopanego?" - próbował rozpaczliwie dalej. "Tam też już chlałem". Najbliżej pogodzenia klasy był ktoś, kto zaproponował, byśmy wyjechali do pewnej miejscowości oddalonej od naszej o 40 km. To co, że nie ma tam żadnych atrakcji turystycznych. Grunt, że jest tam basen i że w przerwach pomiędzy pływaniem a kolacją można by było... chlać. Jeżeli jednak klasa nie podejmie właściwej decyzji, trzeba zorganizować porządną, alkoholową wycieczkę samemu. Koledzy wrócili w ostatnie wakacje z obozu na Węgrzech. Jak się okazało, spędzili je w bardzo ciekawy sposób. Pierwszego dnia z wypiekami na twarzy relacjonowali mi: "Stary! Ale było zajebiście! Codziennie chlaliśmy od rana do nocy! Potem w naszym pokoju było rzygów na pięć centymetrów!" Jakby co, to ja tylko cytuję. Zapytani o najciekawsze wydarzenie tych wakacji opowiedzieli, jak jeden po spożyciu litra wódki zwymiotował drugiemu do buta. Najciekawsze miejsce na Węgrzech? Pijalnia piwa, z której ich wyrzucono, bo obrzygali całą podłogę. Ja przepraszam, ale czy naprawdę trzeba specjalnie wyjeżdżać za granicę, żeby puścić pawia? Czy nie można zrobić tego na miejscu? I bliżej, i taniej, i wygodniej... No i jakim prawem dziwimy się, że przeciętny cudzoziemiec uważa Polaków za pijaków? Przecież to prawda... A za pieniądze, które zmarnowali, płacąc za wycieczkę, można było przecież kupić dużo wódki. Albo chociażby...

..albo chociażby Komórkę (napisałem z dużej litery, bo moi koledzy wypowiadają to słowo z takim nabożnym szacunkiem, że aż słychać to duże "K"). Oczywiście żaden porządny Polak nie kupi telefonu w sklepie. Komórkę nabywa się u kolegi, który wcześniej zawinął ją komuś na dworcu. Kolega koledze nie pożałuje i sprzeda telefon po znajomości za pół ceny sklepowej. A za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można kupić dużo wódki. No, ale to nie na temat. Trzeba podać teraz kilka podstawowych zasad... Wszyscy muszą zmieniać komórkę częściej, niż szczoteczkę do zębów. Każdy aparat telefoniczny ma cechy, które powodują, że zamawia się u kumpla akurat dany model (kolega znajdzie kogoś, kto ma taki, da mu w mordę i weźmie co trzeba). Po pierwsze: musi być najnowszy. Jeżeli pojawił się jakiś nowocześniejszy, stary się wyrzuca i kradnie nowy. Po drugie: musi być najmniejszy. Po trzecie: musi mieć dużo gier. Po czwarte: musi kosztować tyle, żeby starczyło jeszcze na wódkę. Po piąte: musi mieć odtwarzacz mp3, fax, drukarkę, klimatyzację i barek.. albo coś takiego. W każdym razie minęły już dawne, dobre czasy, kiedy telefon służył do dzwonienia. Teraz używa się go tylko i wyłącznie do zadawania szpanu. Spójrzmy prawdzie w oczy - gdyby komórki kupowali tylko ci, którzy ich potrzebują, większość producentów telefonów dawno by zbankrutowała.

A kiedy chwilowo nie ma wódki, a komórka jest w ładowarce, to co można robić? Są trzy ewentualności: iść na imprezę do dyskoteki, iść na imprezę do kolegi albo urządzić imprezę u siebie. W tym ostatnim wypadku, niestety, trzeba jednak zaopatrzyć się w duże ilości wódki. Oprócz tego wypadało by skombinować nieco popitki w postaci wina i piwa. Winko nie może kosztować więcej niż 4 zł, bo wtedy jest już złe. Natomiast tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre. Oprócz tych napojów, dozwolonych od 18 roku życia (a i tak nieletni na 100% piją więcej niż dorośli), podstawowym wyposażeniem imprezy są tak zwane gumki (nie, nie recepturki). Tak przynajmniej ostatnio dowiedziałem się od kolegi, który zaproszony na imprezę spytał, czy gumki będą na miejscu, czy ma się w nie zaopatrzyć we własnym zakresie. Niestety, nie dosłyszałem odpowiedzi. Przypominam, że kolega ma 17 lat. Młodość musi się wyszumieć...

Co prawda istnieją jeszcze takie sposoby spędzania wolnego czasu, jak granie w piłkę, czytanie, oglądanie dobrych filmów bądź zabawa/praca z komputerem, ale je zdecydowanie odradzam, jako że trzeba używać do nich mózgu. A czegoś takiego ogromna większość złotej polskiej młodzieży nie posiada na stanie.

Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>

PS. Tak, do jasnej Anielki, napisz do mnie. O czymkolwiek. 

PS2. Nie! Nie wstawię tu żadnej emoticonki!

PS3. I nie napiszę, czego słuchałem, bo i tak zawsze podczas pisania słucham Pink Floyd.

PS4. Tak, moją ksywkę pisze się "Doorshlaq". Nie "Dorshlaq", nie "Doorschalq", nie "Doorslaq", bo z taką pisownią się spotkałem. Jak nie umiecie tego napisać, to zaznaczcie to, skopiujcie i wklejcie. Kurde, teraz nareszcie wiem, co czuł Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanin...

PS5. Tak, ja też podziwiam skromność, elokwencję i kulturę niektórych wybitnych autorów o trzyliterowej ksywce.

PS6. A że ten tekst jest cienki, to już całkiem inna sprawa...

[Eddie: No... faktycznie, cienias jestes ;))) Spoko, podoba mi sie, szczegolnie, ze ktos w koncu ostro po polskiej mlodzierzy jedzie, a ze akurat moje zdanie zgodne jest z prezentowanym przez autora, 
to nalezy sie c(""") ]