Witam! Tekst ten jest skierowany w głównej mierze do osoby która napisała "Trudy życia" oraz "Ja". chciałbym powiedzieć jak bardzo ci współczuję, zwłaszcza, że i mnie niedawno dotknął w jakimś sensie podobny los. Dziwne są losy ludzi. Czytając Twoje teksty widziałem siebie, choć moja tragedia w twoich oczach może wydawać się błahostką, jednak dla mnie jest to najgorsze przeżycie jakie kiedykolwiek doświadczyłem.
Pozwól, że przybliżę moją historię. Nie był to jakiś super trudny zabieg. Chodziło o to, że mój ojciec był chory na miażdżycę (nie wiedziałem, że pisanie o nim w czasie przeszłym sprawi mi tyle trudności) czyli miał zatory w żyłach przez co często bolały go nogi podczas chodzenia i musiał robić krótkie przerwy. Podjął decyzję o leczeniu tej choroby operacyjnie. nawet nie zdajesz sobię sprawy jak bardzo się cieszyłem, że będziemy mogli robić razem dalekie wycieczki...
27 stycznia odwoziłem mojego ojca do szpitala. Nikt z rodziny nie myślał o najgorszym, przecież lekarz który miał wykonywać zapytaniu jak trudna będzie to operacja oświadczył "My wykonujemy takich operacji setki, a jeśli chce pan chodzić musi pan poddać się temu zabiegowi". Po niedługim okresie pobytu w szpitalu nastąpiła operacja. W oczach lekarzy operacja udała się. Niestety mój ojciec w krótkim czasie dostał wysokiej gorączki i silnych bólach brzucha. Przez kilka dni lekarze informowani o tym zbywali mojego tatę słowami, że "musi boleć, bo jest za dobrze zrobione". Dopiero po tygodzniu (!) cierpień zdecydowali się zrobić badania (ojciec do tego czasu powinien być już w domu). Tego samego dnia wieczorem zadzwonił telefon, że tata jest właśnie przygotowywany do kolejnej operacji, aby zobaczyć co jest przyczyną jego bólów, ponieważ badania nic nie wykazały. Po tej operacji ojciec nie odzyskiwał przytomności, okazało się, że dostał zapalenia otrzewnej. Następnego dnia po operacji do oddalonego o 65 km szpitala pojechała moja matka. Kiedy wchodziła do sali lekarz znajdujący się w niej spytał się mamy czy wie, że przy operacji zostało przecięte jelito. oczywiście nie wiedziała.
Po 4 dniach odbyła się kolejna operacja w celu usunięcia chorego fragmentu jelita. Również po niej nie odzyskał świadomości. co stało się dopiero po tygodniu. Ojciec mógł rozmawiać, był uśmiechnięty choć było widać wycięczenie chorobą. 2 dni później przeszedł 4 operację na którą zgodził się sam. Jak się okazało była to jego ostatnia operacja...
W sobotę 08.03.2003 (dzień kobiet) czułem się szczególnie przygnębiony. Byłem pewny, że jest to spowodowane, że nie dałem mamie prezentu na święto kobiet, więc kiedy wyszła do miasta pobiegłem do kwiaciarni i kupiłem długą różę. niestety nadal byłem cholernie przygnębiony. Ok. 14.00 zadzwonił telefon. Nie wiem czemu, ale nagle zrobiło mi się niedobrze. W słuchawce rozległ się głos " Czy to szpital" odparłem, że to pomyłka. Kilka minut później znowu rozległ się źwięk telefonicznego dzwonka. telefon odebrała moja mama. Powiedziała, że dzwonią, ze szpitala więc podbiegłem i przyłożyłem ucho do słuchawki akurat jak jakaś pani doktor, beznamiętnym głosem oznajmiała mojej matce "pani mąż nie żyje". gdy to usłyszałem poczułem jakby walnął we mnie piorun. Zacząłem płakać razem z matką.
Lekarze wypierali się. mówili, że nie uszkodzili ojcu jelita, jednak
bardzo uporczywie chcieli się dowiedzieć który z nich powiedział o tym
matce.
I tak oto zakończył żywot mój najukochańszy ojciec. był wspaniałycm
ojcem jak i przyjacielem co mogą potwierdzić koledzy z pracy ojca (był
nauczycielem). Został nawet odznaczony w 91 roku złotym krzyżem zasługi
nadanemu mu przez prezydenta RP. Czułem i czuję ( nadal nie mogę przestać
płakać) się okropnie. tak jak ty mam ochotę zabić lekarzy winnych tej zbrodni
jak ja to nazywam. Chyba nigdy nie pogodzę się ze śmiercią ojca.
Ale to nie koniec problemów. Aby otrzymać rentę po ojcu potrzebna jest karta choroby ze szpitala (czy coś takiego). Dziwnym zbiegiem okoliczności wydawano nam złe karty trzy razy!!! I najśmieszniejsze jest to, że na każdej była inna przyczyna śmierci i godzina ( 12.00 i 12.58). Ostatnio szkoła w której pracował mój tata postanowiła wnieść oskarżenie przeciwko szpitalowi. moja matka nigdy by tego nie zrobiła ponieważ z lekarzami jest bardzo ciężko wygrać, a poza tym wiąże się to z dużymi kosztami. To już chyba koniec mojej opowieści.
Chciałbym podziękować szkole za pomoc udzieloną mi i mamie. To oni załatwiają
wszystkie sprawy rentowe itd. starają się abyśmy mieli za co żyć.
Chciałem napisać ten tekst abyś wiedział, że nie jesteś sam. Mogę wyobrazić sobię twój bół po stracie OBOJGA rodziców. Ja sam znajduję teraz w trudnej sytuacji. Kończę gimnazjum, nie wiem co dalej robić, gdzie kontynuować naukę i nie mam się do kogo zwrócić.
[Eddie: Niejednokrotnie nagłaśniane były tragedie będące wynikiem lekarskiego błędu. Jak widać, takie rzeczy wciąż mają miejsce i tak naprawdę nikt, nic z tym nie robi. Mam nadzieję, że sprawa wszczęta przez szkołę zakończy się ukaraniem lekarzy, którzy zaniedbali swojego podstawowego obowiązku i spełnienia składanej przysięgi - RATOWANIA LUDZKIEGO ŻYCIA. Być może ktoś z kręgów rządzących w końcu zainteresuje się takimi przypadkami, bo jak do tej pory lekarze, zaraz po politykach, są najbardziej bezkarną grupą. Szczere kondolencje, Lukash. ]