KASOWANIE
Zakała wszystkich większych miast. Nie chodzi mi tu wcale o kasowanie biletów w tramwajach, ale o okradanie ludzi z różnych rzeczy, głównie komórek.
W ramach wyjaśnień od razu muszę napisać, że art ten nie powstał w afekcie takim, że ja jestem poszkodowanym okradzionym. Było już kilka artów na ten temat, ale głównie opisujących jak ktoś właśnie został okradziony.
Jak już na początku wspomniałem kasowanie (bo tak to się potocznie nazywa, przynajmniej z miasta, z którego pochodzę) jest problemem głównie miast, gdzie anonimowi są ludzie, a co za tym idzie i wszystkie dzieci ulicy, te łyse w dresach szczególnie bo to o nich teraz myślimy. Bez skrupułów okradają, kogo popadnie, gdziekolwiek, nie zważając na nic.
Nie mam najmniejszego zamiaru opisywać w tym miejscu, co kieruje dresami, którzy okradają bo to temat na inny tekst, chcę wam przedstawić za to prawdziwe zdarzenie (a potem pomyślę, co jeszcze napisze):
Jest dziewiąta rano, narożnik dwóch ulic w wielkim mieście, a dokładniej w centrum, stare budownictwo. Od razu na narożniku znajduje się szkoła. Moja szkoła. Wyobraziliście to sobie? Jeśli tak to jedziemy dalej. Przed szkołą jest taki murek, mały niepozorny murek, na którym to przed lekcjami przesiaduje kupa ludzi czekających na lekcje. Tego dnia też tam było może ze 30 osób, bo była słoneczna pogoda. Ja się znajdowałem w tym czasie po drugiej stronie tej pieprzonej ulicy w budynku ksero, wszystko widziałem przez okno stojąc w kolejce.
Patrzę sobie tak przez witrynę i widzę dwóch głupich łysych dresów, którzy nagle przebiegają przez ulicę i (w odległości ok. 6 metrów od siedzącej młodzieży w przedziale wiekowym 16 - 19 lat) wyrywają jednej dziewczynie, która (chyba) pisała smsa telefon z ręki, to znaczy jeden się z nią szarpał i wyrwał telefon, a drugi ją popchnął. Ten, co wyrwał telefon od razu spierdolił, a drugi sobie normalnym krokiem odszedł i nikt, kurwa nikt nie zareagował!
Do dzisiaj nie wiem, dlaczego obecni tam ludzie tak postąpili. Bali się? Tego nie wiem. Wiem za to, że KAŻDY z nich, tam obecnych, gdyby to jemu się to przytrafiło winiłby za to, na pewno policję (gdzie ona była, jak była potrzebna? itd. itp.) i oto, że nikt właśnie nie zareagował! Problem to jest o tyle zakręcony, że prawie każdy miał styczność z dresami, i wie, co się wtedy czuje jak jest się okradanym, a raczej napadniętym! Ale pytam: to dlaczego jak widzi kogoś innego w takim zdarzeniu, to nie zareaguje! Nie jesteśmy supermenami, ale jak by wszyscy ludzie odpowiednio reagowali to kasowanie praktycznie by nie istniało!
A tak to kasiarze czują się BEZKARNI, a policja tego nie zwalczy jak my będziemy tak dalej postępować. Weźmy problem przeanalizujmy na wyżej opisanym przykładzie. Załóżmy, że tego, dresa co uciekał dogania trzech innych ludzi i go unicestwia, pokładając na chodniku. A tego, co nie uciekał może poskładać więcej ludzi. Ktoś tam w między czasie dzwoni na policję, która podjeżdża za 5 minut. Razem u dwójki złapanych znajdują 6 skradzionych w tym dniu telefonów, o łącznej wartości 1000 złotych, co już by zostało odpowiednio przez odpowiednie osoby wyegzekwowane...
Ale nie! Tak nie będzie nigdy, bo to tylko moja wybujała fantazja :(
Jeśli więc jesteś Czytelniku/Czytelniczko na ulicy to niepotrzebnie nie wyciągaj komórki, a jak już musisz to się rozejrzyj czy nie ma podejrzanych typów wokoło. To jedyne, co ja mogę w tej chwili w tym temacie dla was zrobić...
Morał: Dziewczyny nie wierzcie w Supermenów, bo tacy to tylko w filmach byli. Dzisiaj jak widzicie trzeba liczyć tylko na siebie.
GDF
gdf@op.pl