Prywatne Gimnazjum

W tym arcie postanowiłem napisać o szkole, do której chodzę, a mianowicie do prywatnego gimnazjum. Pewnie niektórzy od razu zaczną mnie uważać za jakiegoś kujona, albo połmózga, któremu rodzice chcą kupić maturę. A tak nie jest. Jestem osoba, która co prawda nie ma czerwonego paska, ale jestem tuż pod nim. Przez dłuższy czas trzymam się średniej 4.5 - 4.7. Chodzę do drugiej klasy prywatnego gimnazjum, które mieści się w Pierwszym Liceum Ogólnokształcącym w Bolesławcu (blisko Wrocławia, około 50 tysięcy mieszkańców). Lekcje mamy z tymi samymi nauczycielami i w tych samych klasach, co uczniowie liceum. W tym prywatnym gimnazjum są trzy klasy: jedna trzecia, jedna druga i jedna pierwsza. W trzeciej klasie gm. (gimnazjum) jest 18 osób, a w drugiej i pierwszej 21 osób. Ja chodzę do klasy drugiej. U nas w klasie jest 13 chłopaków i 8 dziewczyn. Ja należę do tej pierwszej (liczniejszej) grupy:). Fajnie gdy w klasie jest taki luz i tak mało osób, ale ma to swoje wady. Na sprawdzianach nauczyciele rozsadzają nas tak, ze w klasach z ławkami dwuosobowymi w każdej siedzi jedna osoba, a w klasach z trzyosobowymi ławkami, po dwie lub jednej osobie. Przez to jest ciężko ściągać.

Jeśli chodzi o szkole, to jest wporzo. Starsi uczniowie nas nie zaczepiają, bo dyrektor im surowo zabronił. Za to my ich zaczepiamy:). Są szczęśliwe numery (trzy numery losowane codziennie, których właściciele w dzienniku nie mogą być pytani tego dnia), z tym ze ponieważ gimnazjum ma mało liczne klasy, to praktycznie zawsze i tak są dwa numery dla naszej klasy. Są nieprzygotowania i braki zadań (ich liczba zależy od przedmiotu i nauczyciela). Nauczyciele są różni, chociaż w naszym małym mieście mówi się, że w naszym LO (Liceum Ogólnokształcące) są chamscy nauczyciele. Co prawda, niektórzy rzeczywiście tacy są (cztery nauczycielki niemieckiego, nauczycielka od biologii), ale większość jest OK albo super luźnych. I mimo iż są fajni, to potrafią wiele nauczyć.

Jeśli chodzi o sam budynek, to mimo iż jest stary i z zewnątrz się sypie, to w środku jest OK. A ze mój tato jest inżynierem budowlanym, to akurat dyrektor go wynajął do nadzorowania prac nad modernizacją budynku. Nasza szkoła jest mimo wszystko podzielona na dwie części. Część naszej szkoły (ta mniejsza) zajmuje tzw. medyk. Kto to jest? Nie wiem, ale wszyscy ich uczniowie chodzą w zielonych kaftanikach:). A poza tym w ich części budynku jest pielęgniarka. Tuz obok naszej szkoły jest sala gimnastyczna połączona łącznikiem z medykiem. Co prawda ta sala gimnastyczna nie jest własnością naszej szkoły, tylko miasta (rozgrywane są w niej mecze pomiędzy Bolesławcem a innymi miastami w rożnych dyscyplinach), ale i tak cztery dni w tygodniu (poniedziałek - czwartek) nasza szkoła z niej korzysta, a mianowicie mamy tam WF. W piątki korzysta z niej pobliskie Publiczne Gimnazjum nr 2. Szkoła jest zbudowana jak labirynt. O ile schody na pierwsze i drugie piętro są szerokie i w środku szkoły, to schody na trzecie piętro są z boku na jedna stroną szkoły na drugim piętrze, a drugie rozpoczynają się na pierwszym piętrze! i prowadza do innej części szkoły. Ciężkie do zajarzeni, nie?

A teraz o mojej klasie. 8 dziewczyn trzyma się parami. A z 13 chłopaków 6 to jest tak zwana "elita". Chodzą w szóstkę ciągle gadają na lekcji, a przez nich nauczyciele nas nie lubią. Wszystko robią razem. Z pozostałych 7 (w tym ja) 4 jest skate'ami. Ja nie. Dzielimy się na dwie grupki. Pierwsza: dwóch skatów i ja, a druga: jeden skate i jeden normalny:). Czwartego skata nikt nie lubi, bo ma średnią 3.0 i jest polmozgiem. Krząta się miedzy tymi naszymi dwoma grupkami i myśli że go lubimy (chociaż się z niego na oczach wszystkich nabijamy). Poza tym śmierdzi mu z paszczy:). Gdyby nie udawał mądrego i za często się do nas nie przychrzaniał, to może by ktoś go lubił. Dalej go nie obrażając powiem jeszcze, ze ostatnim chłopakiem jest pewien bardzo wielki kujon. I co prawda nie ma największej średniej w klasie, bo jedna dziewczyna go przewyższa, to jest kujonowaciały. Ona jeszcze nam daje spisać zadania, albo ściągnąć na sprawdzianie, a on jak się patrzy w jego kartkę na klasówce, to od razu ja zasłania. Jedynie co dobre, to to, że mogę z nim czasem porozmawiać o programowaniu. Powiem jeszcze kto miał średnia z czerwonym paskiem zeszłego roku: kujonek, o którym wam opowiadałem; ta z najwyższą średnia (tez o tej dziewczynie mówiłem przy okazji kujonka) oraz druga dziewczyna (trzyma z ta pierwsza). W tym roku wygląda na to, ze jeszcze jeden chłopak z "elity" będzie miał czerwony pasek. Aha, i jeszcze jedno: 2 dziewczyny regularnie palš (przynajmniej 2 razy na przerwach wychodzš za szkołę popalić).

To by było na tyle o mojej szkole i klasie. Mam nadzieje, ze dobrze pokazałem jak wygląda prywatne gimnazjum w moim małym miasteczku. Aha, jeszcze jedno. Miesięcznie place za to prywatne gimnazjum 240 zl. Z tym ze na wakacje tez trzeba płacić:(.

Smoothguy