|
Poezja
Upiór Sczerniałych Liści, a nieudolni samobójcy.
Wiszą smętnie
nad aleją krzywych nagrobków
W rozpuszczonym milczeniu
odpływa z nich wilgoć.
Słońce jesieni jest skąpe
jak Żyd, który spoczywa pod nimi.
Był tak żydzi dla szarych dni, że
gdy zawisł na gałęzi jak sczerniały liść
zabrał go Szatan
nie stało się Nic.
Ma pod drzewem swój grób. Tak być musi
i nie może być inaczej.
Sczerniałe liście
torturuje zbyt lekki zefir.
Szydzą z nich krople
brudnego, jesiennego deszczu.
Czekają w udręce aż zlecą
(tańcząc szaleńczy balet w drżącym powietrzu)
na nagrobek Żyda.
Sczerniałe liście
nie kochają
nie nienawidzą
marzą, by ich nie było.
Pewnej pięknej nocy
nadchodzi zbawienie.
Na zimnym nagrobku
tak wygodnie im umierać
rozkładać się.
Wszystkie razem...
Wtem z błota wyłania się twarz Żyda
i ręka i płuco i wydobywa swe truchło z ziemi.
(a liście się kruszą z rozkoszy
a z rozbawienia zrywa się wiatr)
Żyd powstaje
by powiesić się jeszcze raz.
ARCHE
U źródeł
konają spragnieni
wyrosną z nich
paprocie potem
fale zaleją ich uspokojone lica
uschną jednak
zanim przyjdziesz ty
u źródeł czasu, w otchłani arche
na brzegach gdzie marzenia
wylegują się jak morsy
niezdolne do ruchu
schnące z wilgoci w której są
tworzone niecierpliwią się być może
czekają, lecz gdy przybędziesz
za późno
na brzegu nie będzie nic...
wyrosną z nich paprocie uschną
a gdy
do źródeł przybędziesz
pragnienie zagoni cię dalej i dalej
w źródła arche
aż nie będzie pod nogami ziemi
aż nie będzie nic.
BEŁKOT
Wygięty, krzywy, zgarbiony
chudy Klucznik
rzuca cień na każde z miejsc
każdą ze ścian
jak kukła na przerwanych sznurkach
odbija się od nich od siebie
odbija się dzwoniąc pękiem kluczy
oblazłych w rdzę
cuchnących potem starca
zjada purpurowe kwiaty
ćmy wędrują po moście
zrośniętych brwi. Gdzie śpieszy?
Stopy unoszą się nad ziemią ze szkła
przechodzi przez drzwi
mury w labiryncie
gdzie męka jest słodka
a smutek waniliowy
ale ten tam
nie pasuje tutaj. Nie jest stąd
leży na półce przykryty strzępami firanek
z wielkich niegdyś pałaców
Klucznik nakazał sprzątać
Przebudzony w drodze do końca
dostrzega na niebie z porozrywanych
chmur napis: JEDYNY SENS ŻYCIA
W TYM DLA CIEBIE JEST
ŻE UMRZESZ KIEDYŚ
A WTEDY WSZELKI SENS
OKAŻE SIĘ ZBĘDNY
i gdy wrzucają go do pieca
dusi się szaleńczym śmiechem...
***
Słowo,
wtarte w ściany
przesiąka nim powietrze,
pod oddechem wiatru
wzlatuje w górę wraz
z siwym ze starości kurzem.
(Grobowce milczą)
Słowo, ciążące na oczach
i schnące pod nimi,
bolesnym echem jest za oczami.
(a milczą w nich też Zmarli)
Słowo, zastyga na licach
tych od chwili na zawsze
nie wymawiających słów.
Słowo, wystukują padające na wieko
trumny grudy ziemi,
karmi się każdym oddechem
żywych.
Biją szalenie dzwony w stu kaplicach.
myślą, że nikt go nie usłyszy
BÓG.
Czerń wrasta we mnie.
Nieznośny brak czegokolwiek
Prócz melancholii jak ozonu.
Kruki rwą czarne przestrzenie...
Krainy pogrzebanych żywcem,
Nigdy ich nie szukaj, nigdy nie zaglądaj w ten las.
Czerń pochłania. Obejmuje czule
Szaleństwem. W krainie pogrzebanych
żywcem jęczy w środku pustka, jęczy wiatr
I chóry krzyczących z bólu.
Świadomość jest chorym koszmarem,
A sen zapaścią.
Prawo powietrza krztusi się atramentem.
Naokoło pływa
mój testament
Zwisa skóra z gałęzi i połamanych krzyży.
Łzy głośne jak krople deszczu na foliowym niebie.
Czerń wrasta we mnie.
Zamykają się rzęsy konarów.
Przyjmij wreszcie mą duszę, Boże Nicości.
BEZIMIENNOŚĆ
Błyskawica niszczy, gaśnie
Ciemność lasu tętni bólem
Niebo wypluwa łzy.
Krzycząc usycha tysiąc róż
W czarne w nic krzycząc się przemienia
Oto życie.
Cały jego czas
Nieskończoną ilość razy
Wiedziałem, na rękach mam łańcuchy
Gdy powinny się kończyć, przypomnieć
okazywało się, okazuje, okaże, że ktoś je zerwał
Że nie ma już ich...
Oto śmierć.
WYCISZENIE
W głębi surowej ziemi
komory zimnych trumien
Nie mają na wiekach znaku krzyża
A w środku pełne są
Niczego.
Niczym bólem trzewia i kości
przesiąkają aurą nie przebudzenia
Otępionych zmysłów
Przed ukazaniem się światła nocy
sportretowaną kiedyś chwilę
Wijących w czaszkach gniazda
Dawnych kruków już nie ma
Czy wieczna cisza nie wdziera ci się do głowy?
Korona cierni pokrytych zakrzepłą krwią
przylepiona do skroni wiecznych jej królów...
Wciąż głęboko w ziemi leżą puste trumny,
i skręcają się przeżarte rdzą gwoździe
Cierpliwsze niż umarli
spokojniejsze od
Oddechu śpiących.
***
Wstępując bez końca
do ostatniej doliny
łez się najem jak padliny:
Sępy rozedrą me puste wnętrzności.
A słońce światłem przeklętym w proch spali
Pędem, o nienawiści, ach pędź!
Nieopisanie ostateczne
samounicestwienie
Czekam, aż nadejdzie czas. Aż
Wstąpię do ostatniej doliny
tak spełniony
I niech łzy się nędzne w krew przemienią
bo dość się ich nażarłem!
Niech ciemność
już na zawsze
18.04.2003r.
- Gromph
|