|
'Z KSIĄG OBŁĘDU.' by Gromph
Oto różne dziwadła. Pomysły, których formy nie mozna określić jako wiersz. Ostrzeżenie: czytać na własną odpowiedzialnosć.
"Śmierć...- rzekł patrząc na truposza
Ten zaś się obruszył- CO?
-Nic..."
"idzie sobie trędowaty a tu drzewo
I pyta się drzewa: czy jesteś mym drzewem?
A ono odpowiada: nie, ale stoję tu sobie
nagle patrzę drogą idzie sękata dusza."
"otworzył głupio usta, gdy wraz ze skręconym karkiem wykręcono z niego życie"
rozrywki Bum Buma, werset żaden, księga minus pierwsza
'przyszedł pan Jezus we śnie i pokazał palcem:
-tttwoja wina, twoja bardzo wielka wina
później rzekł: niech spłynie miłosierdzie
i nastała susza '
'stworzonym
z niczego
być niczym
by jako nic
skończyć
choć trwać wiecznie'
'Zobacz, mam oczy zatopione w kruchym szkle
Mam szklane łzy
Nie, nie. Aha! Oszukałem cię.
Nie mam nic
i umieram z niczym'
'Bezsens jest mym sensem
treścią żołądka mego,
Straw to, straw...'
Z żałosnych ksiąg obłędu. Tworzenie światów
nie chcieć żyć
nie chcieć umrzeć
-
nie chcieć żyć
chcieć umrzeć
nie dla umierania
dla nieistnienia
-
chcieć żyć
nie chcieć umrzeć
umieranie jest życiem i stanem pośrednim
Woda NIE CHCE
woda płynie
w swoim czasie wysycha
-
schnie cały czas
-
nie-chcenie, chcenie, wysychanie,
schnięcie, płynięcie, śmierć i życie, cokolwiek
nie ma znaczenia w Nicości
nigdzie poza nią, wszędzie
trwanie jest schnięciem, a Nicość nie trwa
boją się jej wszelkie prawa
Woda w nią paruje
-
parowanie jest oddechem
w powietrzu
tańczy wiatr nieskończoności
łamie gnaty
nie byłoby wiatru, gdyby nie było schnięcia
gdyby nie było schnięcia nie byłoby niczego;
tylko Nic
-
uważaj oto leci
kropla kwasu
-
spójrz oto śpiew zamarł w gardle
pierwszego lelka
poświęcił się by odkupić grzechy
w pył przemienił go wiatr
Z Ksiąg Obłędu przez durnia, sługę Boga-Szaleńca spisanych. Pani Podziemnych Światów. Obcość.
W dużym domu staruszcze pozwolili zająć piwnicę. Dobrzy ludzie- była bezdomna, kiedy nagle w chwale przydzielona jej została z dnia na dzień piękna piwnica.
Ale dziwna była staruszka, z ludźmi nie rozmawiała. Miała w piwnicach jedno okno, zasłony, opary dziwne, grube koce, stare lampy. Chadzała do antykwariatu. Dobrzy ludzie z ulgą pewną przyjęli, że nie chce w święta z nimi przy stole zasiadać. Dzieci dziwnie patrzyły. Do piwnic wiodły przerdzewiałe, masywne drzwi. Sąsiedzi mieli owce. Co obce, staruszka tak na urodzoną w 1944 wyglądała, więc nie była szczególnie wiekowa, ani siwa. Przybyła nawet raz do niej babcia z koszykiem, lecz była to jedyna czyjakolwiek wizyta. Potem już nigdy nikt nie przyszedł.
I żyła se długo staruszka, lecz pewnego razu okropnie zachorowała, taki to kaszel ją złapał. Legła na wznak w tumany koców, pomiędzy stare, przegniłe regały z książkami. Sił jej brakło, musiała leżeć.
Po tygodniu było jej lepiej. Czuła się zupełnie dobrze. Nazajutrz po długim, miłym i spokojnym śnie zauważyła list. Pod drzwi została wsunięta biała koperta. Jednak w środku nie znalazła niczego.
Minęły dwie noce, zanim żmudną drogą dotarła do celu. Umarła. Nie było już staruszki. Każdy bał się wejść w opary, więc wezwano księdza. Wyniósł on dwie rzeczy. Pustą kopertę. Pisaną ręcznie na antycznym papierze, grubą księgę. Na pierwszej stronie w tejże książce kobieta prosiła, by nie czytając przekazać to jej synowi. Zamiast tego strawił ją ogień miłosierdzia.
|